Ameryka odkryta – Intelligentsia i Stumptown

amerykańska kawa - smak

Amerykańska kawa obrosła nieco legendą. Intelligentsia, Stumptown Coffee, Verve Coffee Roasters, Blue Bottle Coffee… Wymieniać by można jeszcze trochę. Pytanie, czy legenda nie jest bardziej poparta egzotyką niż rzeczywistą jakością. Trzeba było to sprawdzić…

Choć to wpis o konkretnych kawach, nie ląduje on w dziale Zmielone i Wypite wyjątkowo (ale kawki z tego opisu na pewno też tam trafią w swoim czasie). Ameryka pod względem kawowym chodziła ze mną od dawna. W końcu postanowiłem uruchomić swoje kontakty za Wielką Wodą i co nieco zakupić (dzięki, Olu!). Padło na dwie palarnie – Intelligetnsia oraz Stumptown. Do mojej szafki trafił Meksyk (I) oraz Kenia (S) pod alternatywy a także Black Cat Espresso (I). Do Andrzeja Trzcińskiego i Konrada Wyczółkowskiego z Kap Kap Cafe natomiast Meksyk (S), Gwatemala (S), Etiopia (S) i Kostaryka (I) oraz Sipsucker Espresso (I). Niestety, ze względów technicznych, kawa dość długo do nas szła, ale na szczęście dobrze zapakowana. Kawy były palone około siedmiu tygodni wcześniej (koniec października).

amerykańska kawa - stumptown amerykańska kawa - stumptown kenia amerykańska kawa - intelligentsia

Mając taką wesołą gromadkę postanowiliśmy z Andrzejem pewnego wieczora zrobić niepowtarzalny w skali naszego kraju cupping. Wzięliśmy kawki na stół, szklanki, waga, woda, młynek, łyżki i karteczki, i poszliśmy w kawowe tango.

Oczywiście zrobiliśmy ślepy test. Szklanki zostały ponumerowane, legenda zrobiona. Przed każdym zmieleniem porcji czyszczenie młynka paroma ziarnami nowej porcji, tak, by poprzednia kawa nie miała wpływu na smak kolejnej próbki.

Z jednej strony, amerykańska kawa jawi się jako coś bardzo dobrego, innego od europejskich standardów wypalania. Z drugiej, nieco się obawialiśmy, że mogą to być ziarna zbyt ciemne, jak na nasze standardy i przyzwyczajenia. Ziarna różniły się między obiema palarniami. Intelligentsia to ziarna nieco ciemniejsze, Stumptown jaśniejsze, ale nie tak jasne, jak znamy na przykład z kaw skandynawskich. Raczej można by je określić średnio-jasnych.

amerykańska kawa - ziarna stumptown coffee amerykańska kawa amerykańska kawa - cupping

Po zalaniu, odczekaniu, ściągnięciu kożuchów, powąchaniu kaw i ponownym odczekaniu, łyżki w dłoń i do dzieła!

Pierwsza seria, to lekka konsternacja, zarówno u mnie, jak i u Andrzeja – Czemu nie czuć niemal żadnych różnic? – Na szczęście drugie przejście pokazało już różnice między kawami bardzo wyraźne i można było rozstrzygnąć co najbardziej smakuje, a co najmniej.

Ranking ogólny wypadł następująco. Bezapelacyjnie wygrała Kenia Gachaha ze Stumptownu. Bardzo słodka, syropowata, pełna, wielowarstwowa i charakterystyczna. Drugie miejsce w ogólnym rankingu (wyciągając coś w rodzaju średniej z naszych prywatnych rankingów) zajął Meksyk La Sierra Mixteca, także z palarni Stumptown Coffee, a na trzecim miejscu uplasowała się Kostaryka Flecha Roja z Intelligentsii. W moim indywidualnym rankingu na pierwszym miejscu wspomniana Kenia, następnie Meksyk La Perla De Oxaca z Intelligentsii, a na trzecim Meksyk La Sierra Mixteca.

amerykańska kawa - cupping amerykańska kawa i cupping - zwycięzcy

Jak widać, nie licząc ukochanej przeze mnie niemal w każdej postaci Kenii, najbardziej podeszły mi…. mocno czekoladowe, mało owocowe dwa Meksyki. To pokazuje, jak dla mnie, jaki potencjał mają te trudno dostępne w Polsce i Europie kawy. Szczerze, nie licząc świetnego Meksyku z Coffee Proficiency (nie piłem jeszcze tegorocznego zbioru i wypału, opieram się na opinii zeszłej kawki Finca Cassandra), nie przypominam sobie kaw z tego regionu w innych palarniach. Na pewno amerykańskim palarniom na plus działa bliskość Meksyku. Większość kaw z tamtego regionu to direct trade.

Meksyk z Intelligentsii oraz ze Stumptownu podeszły mi ze względu na ich wysokie body, gęstość, bardzo wyraźne nuty kakao, stoutu, czekolady, wysoką wytrawność z przyjemnym, bardzo delikatnym tłem z czerwonych owoców.

Dobrze jest porównać jak amerykańska kawa wypada na tle innych, anglosaskich państw. Mam tu na myśli takich palarniowych potentatów jak Wielka Brytania oraz Australia. To, co się rzuca najbardziej w oczy (w język?) to trochę ciemniejsze palenie niż te, co znam z wysp brytyjskich lub Australii. Ale ciekawy jest inny przebieg otwierania się kaw. Przykładowo, świetne jakościowo kawy z brytyjskiego Workshopu od pierwszego siorbnięcia uderzają falą przeróżnych, intensywnych smaków. Od razu wiadomo, z czym ma się do czynienia. Jednak dość szybko wyczerpują się. To, co zaobserwowaliśmy na badanej grupie kaw z USA, to odwrotny trend. Początkowo kawy były dość podobne, niewyróżniające się (nie licząc Kenii). Jednak z minuty na minutę kawy otwierały się, pokazując swoje warstwy i złożoność.

Czy zatem amerykańska kawa była warta zachodu? Tak. Może nie jest to taka obłędna ciekawostka, żeby porzucić wszystko i otworzyć jakiś kanał przerzutowy, ale gdy tylko nadarzy się ponowna możliwość, chętnie skorzystam i ponownie dorzucę coś amerykańskiego do swojego młynka. I to, czego bardzo zazdroszczę Amerykanom – naprawdę wielu, drobnych i nieco większych dobrych palarni, dobrego designu opakowań i ciekawego podejścia marketingowego, bo najczęściej oprócz kawy, można zakupić powiązane z palarnią ładne, użyteczne gadżety (zwłaszcza polecam zajrzeć do sklepu Intelligentsii).

amerykańska kawa - cupping - przygotowanie