Zmielone i Wypite: Blue Bottle Coffee, Etiopia Sidama Deli Kochoha

blue bottle coffee japan

Palarnia: Blue Bottle Coffee, Tokio, Japonia

Kawa: Etiopia Sidama Deli Kochoha

Obróbka: myta (washed)

Palenie: średnie

Profil wg palarni: <gdybym tylko znał japońskie krzaczki…>

Blue Bottle Coffee to palarnia o światowej renomie. Jest to amerykańska marka, ciężko mówić już o niej w kategoriach mikropalarni, a bardziej w kontekście sporego przedsiębiorstwa o zasięgu międzynarodowym, jednak wciąż z kawą wysokiej jakości, której warto spróbować. Przynajmniej ja się nie zawiodłem. Ale po kolei.

Moja paczka Etiopii z Blue Bottle Coffee przyjechała nie ze Stanów, a z Japonii (dzięki, Łukasz!), bo tam też swoją filię ma ta palarnia. Nie wiem, na ile są to autonomiczne twory, pewne jest to, że ta była wypalana w Azji i opakowanie jest umajone japońskimi krzaczkami. Przyjemny, egzotyczny atut. Co ciekawe, nietypowo, paczka 200g, a nie zwyczajowe 250.

Same ziarna zaskoczyły mnie od razu. Etiopia Sidama Deli Kochoha to przykład klasycznej, mytej Etiopii – lekkie, owocowo – kwiatowe nuty, drobne, ładne matowe ziarna. Jednak chyba po raz pierwszy od dawna zapach dobiegający z paczki był tak intensywny. Kawy z dobrych palarni niemal zawsze bardzo ładnie pachną jeszcze przed zmieleniem, ale często prawdziwe, mocne aromaty uwalniają się dopiero po zmieleniu. Tu od razu do nosa dobiegły brzoskwiniowo – cytrusowe nuty w mocnym wydaniu. Młynek oczywiście spotęgował te doznania.

Etiopia z Blue Bottle Coffee najbardziej przypadła mi do gustu w dwóch metodach – dripie V60 oraz chemeksie.

blue bottle coffee japan blue bottle coffee japan

V60 to przede wszystkim bardzo dużo słodyczy przypominającej brzoskwinie, do tego delikatne, drugie tło cytrusowe i finisz z lekką, czarną herbatą. Do tego niskie body, długi posmak i obłędny, słodki zapach. Niby taka nowofalowa klasyka, ale na naprawdę wysokim poziomie!

Chemex natomiast mimo mniejszej odczuwalnej słodyczy nadal dawał świetne efekty. Przede wszystkim kawa była jeszcze bardziej czysta w smaku i mocniej zbalansowana. Taka bardziej elegancka i wykwintna. Ponownie – nie są to jakieś przełomowe smaki, coś, z czym się nie spotkało na swojej kawowej drodze. Jednak całość mocno zapada w pamięć jako coś bardzo solidnego, czystego, słodkiego i zbalansowanego. Jak dla mnie jedna z lepszych kaw, jakie piłem w tym roku (tak, to już zapowiedź corocznego raportu kawowego, który ukaże się w grudniu na blogu).

Tak więc przygoda zakwalifikowana do jak najbardziej udanych!