Zmielone i Wypite: Nikaragua Limoncillo, Coffee Proficiency

Coffee Proficiency, Nikaragua Limoncillo

Palarnia: Coffee Proficiency, Kraków, Polska

Kawa: Nikaragua Limoncillo, Finca Mierish

Obróbka: Dry Fermented then Washed

Palenie: jasne, pod alternatywy

Profil wg palarni: Bogaty aromat owoców tropikalnych: mango, papai. Wyczuwalna również lukrecja i melasa. Kawa o kompleksowej kwasowości dojrzałych owoców, soczysta, słodka, krągła, o maślanym body. Pozostawia długi i przyjemny posmak.

Krakowska palarnia Coffee Proficiency to polska, ścisła czołówka. Dobry surowiec, oryginalny, często niespotykany u innych, w połączeniu z doświadczoną ekipą roasterową i laboratoryjną daje bardzo ciekawe efekty. Generalnie zawsze wysoki poziom, kawy są dobrze rozwinięte, rozbudowane smakowo, zbalansowane, a czasami trafiają się kawy, o których się nie zapomina, wyborne i niepowtarzalne. Rok temu (a może to już dwa?), w ofercie Coffee Proficiency był świetny Meksyk Finca Casandra o zaskakującym, jak na ten region, posmaku czarnych porzeczek i wysokim body. Tym razem krakowski zespół kompletnie rozłożył mnie Nikaraguą Limoncillo.

Ostatnimi czasy zdecydowanie mocniej skupiam się na kawach z Ameryki Środkowej i Południowej. Najczęściej moje wybory kawowe padają właśnie na tamtą część świata – Nikaragua, Kostaryka, Kolumbia… Chyba bardziej dojrzałem do tych kaw. Są mniej oczywiste, w porównaniu na przykład do Kenii czy kaw etiopskich i bardzo często dominuje w nich wręcz nieprzyzwoita słodycz.

Skupiając się na kawie od Coffee Proficiency. Nikaragua Limoncillo już od otwarcia paczki obiecuje bardzo dużo. Do nosa dochodzi intensywny, słodki zapach owoców tropikalnych, ale z taką przyjemną, rześką nutą. Przewija się tam papaja, ananas, mango i słodkie cytrusy. Ziarna są wielkie. Nie ma się co temu dziwić, bo według etykiety, znajduje się tam między innymi odmiana Pacamara i Yellow Pacamara, które słyną ze swoich rozmiarów. To może przysporzyć nieco problemów posiadaczom niewielkich młynków ręcznych, bo takich ziaren wejdzie zdecydowanie mniej (miałem taką sytuację, gdy testowałem Zassenhausa Panamę i zmieściło się w nim raptem 14g Nikaragui. Recenzja na blogu jeszcze w grudniu). Całość jest wypalona jasno, pod alternatywy, są charakterystycznie gładkie, równomiernie brązowe, co wskazuje na obróbkę naturalną, suchą.

Coffee Proficiency, Nikaragua Limoncillo Coffee Proficiency, Nikaragua

Po zmieleniu kawy, zapach znacznie intensyfikuje się. Jest przesłodko, mocno tropikalnie i orzeźwiająco. Można siedzieć z nosem zanurzonym w kubku i inhalować się, wyobrażając sobie wakacje w ciepłych krajach. Ta lżejsza, bardziej cytrusowa nuta wynika z obróbki ziarna. Nie jest to klasyczna, pełna obróbka naturalna, sucha, tylko po okresie suszenia, ziarno jest poddawane myciu, przez co pozbywa się nieco tej charakterystycznej nuty.

Standardowo swoje testy rozpocząłem od Hario V60, przy dozie 6,5-7g/100ml i czasie parzenia w okolicach 2:30-3:00. W zapachu dominują niezmiennie owoce tropikalne. Zwłaszcza papaja i ananas, czyli połączenie ciężkiej słodyczy z czymś orzeźwiającym. Nie inaczej w smaku. Potężna słodycz na języku, mnóstwo dojrzałych, słodkich owoców i lekko cytrusowy, rześki finisz. Żadnej goryczy, przyjemnie rozbudowane body.

Jednak to, gdzie kawa najbardziej się odnalazła, to dripper Wilfa Svart (którego to test będziecie mogli przeczytać już na dniach). Dzięki konstrukcji tego urządzenia, przygotowałem kawę a’la Clever, czyli zablokowałem przepływ wody, zalałem kawę, odczekałem nieco czasu i dopiero wtedy odkręciłem przepływ i pozwoliłem kawie spłynąć do dzbanka. Łącznie zajęło mi to w okolicach 4:00 minut. Efekt? Obłędny. Słodkie wrażenia z V60 zostały jeszcze bardziej wzmocnione, do naprawdę wysokiego poziomu, a do tego body znacznie powiększyło się, dzięki czemu kawa zyskała na krągłości i przyjemnym, kremowym posmaku. I co najważniejsze, bez grama goryczy.

Paczka tej kawy zeszła mi w nieco ponad dwa tygodnie. A po drodze piłem jeszcze inne kawy. Chce się jej więcej i więcej. Ekipa Coffee Proficiency odwaliła kawał dobrej roboty z tymi ziarnami i szczerze polecam. Chyba najlepsza kawa, jaką piłem w tym roku.

  • Bartosz Balcer

    W pełni się zgadzam. Po zakupie tej kawy nie mogłem wyjsć z podziwu jaka jest smaczna. Nie tylko najlepsza wypita w tym roku, ale jedna z najlepszych jakie piłem. Szkoda, że już się skończyła

    • Jest po prostu świetna. Dla porównania mam jeszcze choćby Kolumbię Geshę od CP. Też jest bardzo dobra, ale można bylo się tego spodziewać. Jest gładko, slodko, czysto. Ale nie ma nic takiego zaskakującego i obłędnego jak w Limoncillo.