Kawa w domu: Comandante MK3 – Własnoręczna moc!

Comandante

Utarło się, że dobry, żarnowy młynek do kawy musi być elektryczny i ręczne nie dogonią ich w jakości mielenia. Comandante MK3 weryfikuje tę teorię.

Comandante C40 MK3 to trzecia wersja ręcznego młynka do kawy, który obrósł sporą legendą. Dwie poprzednie edycje były trudno dostępne, mało kto mógł przekonać się tak naprawdę o jego możliwościach. Jednak różnymi kanałami do ludzi docierała wieść, że ten niemiecki wynalazek czyni z kawą cuda. Dlatego wydanie ostatniej wersji i znaczne usprawnienie systemu dystrybucji przyczyniło się do comandantomanii w niektórych kręgach.

Postanowiłem sprawdzić, ile w tych wszystkich plotkach, zachwytach i innowacjach jest prawdy, czy faktycznie ręczny młynek jest w stanie wejść na poziom dotychczas zarezerwowany dla dobrych młynków elektrycznych. Dzięki uprzejmości Świeżo Palonej odstawiłem na jakiś czas zarówno mojego Mazzera jak i MACAP-a i korzystałem tylko z Comandante MK3. Oto moje wnioski.

Comandante

Już od pierwszego momentu widać, że jest to sprzęt, na który trzeba zwrócić uwagę. Oryginalny karton ma z pół metra długości. Znajdziemy w nim główny korpus młynka, wieczko wraz z korbą oraz dwa szklane pojemniki na kawę – jeden przezroczysty, drugi czarny. Oba możemy stosować zarówno jako słoik na ziarna do transportu, na wyjazd, jak i jako pojemnik przytwierdzany do młynka na zmieloną kawę. Niestety, zabrakło jakiegokolwiek pokrowca na ten cały sprzęt. Uważam, że w tej klasie sprzętu taki dodatek jest obowiązkowy. W końcu chcemy o nasze cacuszko dbać jak najlepiej, zwłaszcza w czasie podróży. Tym bardziej, że w wersji MK2 taką sakwę można było znaleźć w zestawie. Jednak to nie pierwszy raz, kiedy w młynku ręcznym klasy wyższej nie ma żadnego pokrowca. Pozostawiając jednak to drobne niedociągnięcie, które nie ma wpływu na jakość mielenia i smak naszej kawy, przejdźmy do samego młynka.

Comandante

Po złożeniu Comandante w całość, okazuje się, że w ręku trzymamy kawał potężnego, solidnego sprzętu. Ponad pół kilograma stali, szkła, drewna i odrobiny plastiku komponuje się bardzo dobrze. Czuć od razu, że wszystkie elementy są wysokiej jakości, bardzo dobrze dopasowane do siebie, bez żadnych luzów i niedociągnięć. Wszystko jest przyjemne w dotyku. Choć po pewnym czasie, podczas kręcenia, zacząłem słyszeć popiskiwanie drewnianej gałki.

Comandante

Co ma robić młynek? Mielić kawę, oczywiście. Sercem Comandante C40 MK3 są imponujące, jak na młynek ręczny, stalowe żarna, funkcjonujące pod nazwą Nitro Blade. Co kryje się pod tą magiczną nazwą? Pozwolę przytoczyć sobie tutaj cytat, który znalazł Krzysiek Barabosz z opolskiej Kofeiny, opisując swoje wrażenia z obsługi Comandante:

Opatentowana stal żaren: High-alloyed, high-nitrogen stainless steel with a fine martensitic matrix.
Przenosząc to na polski, stal nierdzewna o strukturze martenzytycznej stanowi jedną z grup stali nierdzewnych o wysokich właściwościach wytrzymałościowych przeznaczonych na narzędzia tnące. Stale te wykazują wysoką twardość i odporność na ścieranie. Azot jest pierwiastkiem austenitotwórczym i wpływa na silne umocnienie stali. Dodatek azotu w stalach martenzytycznych polepsza także odporność korozyjną stali.
(Literatura: Norma PN-EN 10088-1÷3, Stale odporne na korozję. L.A. Dobrzański, Metaloznawstwo opisowe stopów żelaza, Wyd. Politechniki Śląskiej, Gliwice 2007.)

Robi wrażenie, prawda? Oprócz zastosowania nowej stali, projektanci zmienili geometrię żaren w stosunku do wersji poprzednich, co miało przełożyć się na zdecydowanie lepsze właściwości mielące. Nie mam odniesienia do MK2, ale MK3 mnie zachwyciło. Po prostu.

Comandante Comandante

Dotychczas, ręczne młynki do kawy traktowałem jako rozwiązanie tylko i wyłącznie na podróż. W warunkach domowych, schowane do szafki, czekając na lepsze dni. Różnica w jakości mielenia zawsze widoczna gołym okiem, w porównaniu do dużych, elektrycznych sprzętów z ostrymi, stalowymi żarnami o sporej średnicy, do tego sporo czasu i siły potrzebnych do zdobycia upragnionej porcji. Tu natomiast… Trzy tygodnie obcowania z Comandante i ani razu nie włączyłem elektrycznego młynka. Nie miałem zupełnie takiej potrzeby. Okazało się, że ręczne mielenie to frajda, która daje pyszne efekty.

Ustawianie grubości mielenia wygląda jak w niemal każdym, ręcznym młynku – przy pomocy śruby na dole żaren. Aby się dostać do pokrętła, należy ściągnąć szklany pojemniczek i mieć założoną korbkę. Wówczas możemy swobodnie kręcić w każdą ze stron, dowolnie zmieniając grubość przemiału. Tu już widać dbałość o detale – prosta rzecz, a ułatwiająca życie – łopatologiczne wskazanie strzałkami, w którą stronę kręcić dla grubszego lub drobniejszego mielenia. Śruba przeskakuje z wyraźnymi kliknięciami, co pozwala nam liczyć stopnie, by móc potem wrócić do innych ustawień. Oczywiście nie jest to tak wygodne rozwiązanie, jak liczbowa skala znana z młynków elektrycznych.

Comandante

Pierwszy raz spotkałem się z tym, żeby nie było absolutnie żadnego luzu w żarnach lub na osi głównej. Całość chodzi idealnie równo i bez żadnych oporów. Gdy komora jest pusta, wystarczy lekko pchnąć rączkę, by ta swobodnie zaczęła się kręcić. Spoglądając na kręcące się żarna nareszcie widać, że kręcą się one równo, dookoła, a nie po jakiejś bliżej nieokreślonej elipsie. Zastosowanie łożysk w napędzie ułatwia pracę i czyni mielenie bardzo lekką pracą, nawet z jasnymi singlami pod alternatywy.

Ale najciekawsze dopiero się zacznie. Tak, z jasnymi kawami wypalanymi pod metody alternatywne Comandante radzi sobie gładko. Kilkadziesiąt lekkich ruchów korbą, z pół minuty kręcenia i porcja zmielona. Efekt niezwykle równy i czysty, z bardzo małą ilością pyłu. Mój MACAP M2M produkuje bardziej zapylony przemiał niż Comandante MK3. Zaparzona kawa jest czystsza w smaku, bardziej słodka i gładka, z wyraźnie zredukowaną kwaskowatością, niezależnie czy tyczyło się to V60, Wilfy czy Chemeksa. Jednak użycie młynka ręcznego do metod alternatywnych nie dziwi. Jest to standard, bo do espresso się nie nadają. No, poza Comandante, jak się okazało.

Comandante

Najdrobniejsza frakcja //fot. własne

Comandante

Nieco grubszy przemiał //fot. własne

Comandante

Comandante

Bardzo gruby przemiał //fot. własne

Bardzo dobre spasowanie żaren, ich kształt, ostrość oraz stabilność osi pozwoliły na uzyskanie niezwykle drobnego przemiału, jednocześnie bardzo równego. Nie mogłem wyjść z podziwu, że takie coś jest możliwe na młynku ręcznym! Przy najdrobniejszym ustawieniu myślę, że można byłoby się pokusić o przygotowanie kawy w tygielku. Ciut grubsze ustawienie bardzo dobrze sprawdziło się przy espresso, zarówno tym przygotowywanym na profesjonalnym sprzęcie LaMarzocco w zaprzyjaźnionej kawiarni, jak i na starym, dźwigniowym ekspresie. Z wylewek za każdym razem ciekł śliczny, błyszczący, gęsty strumień poprawnego espresso, w filiżance wszystko zwieńczone orzechową cremą o ślicznej teksturze. W smaku tak, jak wymagałem tego po użytej mieszance, w której dominowały kawy z obróbki naturalnej – owocowo, słodko, z mocnym body i czekoladowym finiszem. Oczywiście, aby zmielić taką porcję do espresso, trzeba było włożyć więcej wysiłku niż w porcję do dripa, ale i tak nie było to wykańczające przeżycie.

Cieszą też takie drobiazgi, jak odpowiednie wymiary. Młynek trzyma się wygodnie, pewnie leży w męskiej dłoni, dębowa rączka jest przyjemna w dotyku, ciepła i ergonomiczna. Ponadto, słoiczek dokładnie pasuje do góry młynka, dzięki czemu możemy ziarna odmierzyć i bez uronienia kawy przesypać ją do komory. Pojemnik ten jest dopasowany pod względem średnicy do profesjonalnych portafiltrów w ekspresach ciśnieniowych. Drobna rzecz, a cieszy i czyni pracę czystszą.

Z trudem rozstałem się z Comandante. Obcowanie z nim sprawiło mi dużo codziennej przyjemności. Jakością przemiału przewyższył mojego MACAP-a, który na co dzień funkcjonuje jako mój młynek pod alternatywy. Kawa była wyraźnie smaczniejsza, czystsza w smaku, a przecież do tego dążymy. Myślę jednak, że na dłuższą metę doskwierałby mi fakt, że nie jest to młynek z napędem elektrycznym. Co pełnia wygody, to pełnia wygody.

Jeśli ktoś jednak poszukuje tylko i wyłącznie ręcznego młynka, to jest dla niego priorytet, każda złotówka z tych niemal tysiąca złotówek, które trzeba wydać na ten model, będzie tego warta.

Sprzęt do testów udostępnił sklep Świeżo Palona, za co serdecznie dziękuję!

swiezopalona.pl

  • Rozglądam się w poszukiwaniu nowego młynka, ten młynek będzie w kręgu zainteresowań, Hario potrzebuje konkurencji.

    • Jeśli poszukujesz ręcznego młynka, dobrze celujesz. Natomiast co do Hario… Myślę, że ma już tej konkurencji sporo. Mało tego, wspomniana konkurencja mocno zdeklasowała już tego japońskiego producenta ;)

  • Artur Grzyb

    Też poszukuję młynka, nie ważne czy ręczny czy nie. Chcę mieć dobry młynek pd alternatywę. Znajdę coś lepszego w tym budżecie?

    • W tej cenie czyli okolice 1000 zł, Comandante albo popatrz na mlynki Baratzy.

      • Artur Grzyb

        ciekawi mnie wlasnie porównanie miedzy nimi.. bo cena ta sama a bezzera wygodniejsza bo elekretczna

        • Nie miałem okazji korzystać nigdy z żadnej Baratzy, szczerze mówiąc, słyszałem dobre opinie całkiem. Comandante na pewno jest stworzony, hm, bezkompromisowo. Żarna są ostre, stabilne, przemiał bardzo równy i mało pylący. Baratza to już młynki produkowane na skalę masową. Stąd na pewno cenowo można było zejść bardziej niż Comandante mogło to zrobić. Osobiście jednak wolę wygodę elektrycznego, nawet jeśli wypada ciut słabiej niż Comandante.

  • k4sper

    Miałeś może w młynku taką czerwoną uszczelkę? Przy rozkręcaniu mi wypadła i nie zauważyłem skąd dokładnie wyleciała. Założyłem ją na trzpień młynka i jest teraz między dolną podkładka a sprężyną. Dzieki temu trzpień tak szybko sam nie wyleci. Nie wiem tylko, czy takie położenie uszczelki było w zamyśle producenta ;)

    • Ha ha, no to teraz zbiłeś mi ćwieka ;) Nie zwróciłem uwagi, czy taka czerwona uszczelka była (pewnie była), ani gdzie się znajdowała. Ale postaram się zweryfikować dla Ciebie tę informację :)