Keep calm and make it slow – czyli czemu slow food tak a slow coffee już nie?

Slow Food i Slow Coffee

Hej, Ty! Czytelniczko! Omijasz szerokim łukiem fastfooda, kebaba, hamburgery, wybierasz dietetyczne sałatki, kiełki, dobierasz odpowiednią dietę, spędzasz w kuchni dużo czasu, żeby zrobić sobie lekki i pożywny obiad. Prawda? Hej, Ty! Czytelniku! Fajnie jest sobie zrobić soczystego steka w zaciszu własnej kuchni, własnoręcznie zmielić na niego pieprz, nasmarować go oliwą, ułożyć na gorącej patelni. Do tego opiekane ziemniaczki. Albo rozpieścić ukochaną wymyślną kolacją… Prawda? To czemu slow food nie zawiera slow coffee?

Zaobserwowałem, iż ludzie dbają bardzo wybiórczo o swoje otoczenie, czy to mieszkaniowe czy cielesne bądź duchowe. Błyszczący samochód, odpicowany do oporu na zaświnionym błotem i zbędnymi gratami podwórku. Pozamykane okna na klatkach schodowych i w mieszkaniach, gdzie człowiek nawet nie tyle, co się dusi, a kisi. Ale zapach perfum unosi się za sąsiadką jeszcze przez piętnaście minut po jej wyjściu. Spaghetti jako wykwintne danie, ale makaron już wybrany za złoty pięćdziesiąt, który zamiast ugotować się, rozpada się, a rdzeń jest twardszy niż przed ugotowaniem, a sos to mieszanina dziwnych składników, nie mająca nic wspólnego z pomidorami, oliwą i czosnkiem… Przykładów można mnożyć wiele.

Generalnie także w Polsce zaczęła się moda na slow food. Świadomy wybór składników dobrej jakości o wiadomym miejscu pochodzenia, ciekawe kompozycje smakowe, łączenie tradycji kuchennych z nowoczesnymi formami, przełamywanie utartych schematów jedzeniowych. Popieram to jak najbardziej (choć, jak we wszystkim, bez ortodoksji)! Ale dlaczego ludzie wybierają dobre mięsko i świeże warzywa, a dalej żłopią kiepskiej jakości kawę, źle przyrządzaną i źle podawaną, pomimo, że dla większości jest to jeden z podstawowych napojów spożywanych w ciągu dnia?

Być może wynika to z tego, iż nadal jest za mało osób, które tematem kawy zajmują się poważnie, a więc nie ma zbyt dużego zasięgu działania i kształcenia nowych ludzi. Obstawiam również fakt, że różnego rodzaju trendseterzy nie poświęcają uwagi kawie. Mam tu na myśli popularnych blogerów lifestylowych czy kulinarnych. Nie przypadkowo o tym mówię. Blogosfera kulinarna i lifestylowa jest chyba najpopularniejszą częścią bogatego przekroju blogów. A przynajmniej najmocniej przenikająca się do świadomości ludzi. Proszę zobaczyć, blogerzy piszący o smacznych przepisach, sztuczkach kulinarnych, nowych trendach gastronomicznych, mają niezwykle szeroką publiczność (po kilka tysięcy polubień profilów facebookowych, powracający czytelnicy, zaangażowani, komentujący), zaawansowaną współpracę z poważnymi firmami, zdobywają różnego rodzaju nagrody branżowe. Się kręci. Slow food atakuje. I nie mówię tego absolutnie z jakąś zawiścią. Stwierdzam tylko fakt, by podkreślić to, że albo tego typu blogi w ogóle nie zajmują się kawą (tzn. nawet nie zwracają uwagi na to, ani nie odsyłają do konkretnych tekstów. A jeśli coś w tym temacie się dzieje, to raczej w tę złą stronę niż w dobrą (choćby szeroko komentowany w branży kawowej casus wpisu Kominka o ekspresach kapsułkowych).

We wrześniu ubiegłego roku, w ramach Europejskiego Festiwalu Smaku w Lublinie udało się zorganizować Mały Festiwal Kawy. Kooperacja kilku lubelskich kawiarni, w każdej z nich inna tematyka i inne warsztaty. Miałem okazję poprowadzić wraz z Andrzejem i Konradem z Kap Kap Cafe dotyczące alternatywnych metod zaparzania kawy. Czyli klasyczne slow coffee. Na jedno spotkanie przyszła dość spora grupa blogerów kulinarnych, która pilnie obserwowała, notowała, pytała, próbowała. Generalnie byli na tyle zadowoleni i rządni wiedzy, że już poza programem, następnego dnia, czyli w niedzielny poranek spotykałem się z nimi jeszcze raz, kontynuując temat kawy. Problem tylko w tym, że pomimo całego tego entuzjazmu i zainteresowania, konkretów w przełożeniu na blogi były nikłe. Było kilka zdjęć i kilka przychylnych, ciepłych zdań, że kawa jest super w ramach zbiorczych wpisów o całym EFS-ie.

Taka jest prawda, że nie można działać samemu dla siebie, czyli skupiać się na własnym gronie wzajemnej adoracji. Jest super, że w Polsce działa naprawdę prężnie branża kawowa, ludzie się znają, wymieniają doświadczeniami, organizują eventy, festiwale, zawody, cuppingi. Ale ciągle brakuje przebicia do szerszego grona. Do świadomości wdzierają się tylko „Mistrzowie Baristów” sponsorowani przez MK Cafe…

Dlatego skromnie sugeruję – lubisz slow food, zerknij na slow coffee. Zajmujesz się i promujesz slow food – tym bardziej zerknij na slow coffee, dowiedz się czegoś, zainteresuj, po to, żeby puścić informację dalej w obieg.

Ja wiem, jakie jest ryzyko mocnego rozpropagowania dobrej kawy, co już ma poniekąd miejsce – popkultura, homogeniczność, weźmie całą otoczkę, wyssie z niej wartościową treść i wypełni papką, ale do tego jeszcze daleka droga. Póki co jesteśmy na etapie, że pokrewna działka rozwija się niezwykle prężnie, podczas gdy kawowa pozostaje lekko w tyle i jakby brakowało temu tchu.