Kultura kawowa – czy będzie zbyt hipsterska?

Wspominałem już niejednokrotnie na łamach bloga o tym, że ludzie co raz chętniej poszukują nowych smaków, nowych potraw, eksperymentują w kuchni i poszerzają swoje horyzonty kulinarne. Czyli coś, co jeszcze niedawno było dla wybranych, staje się bardzo powszechne. Jednocześnie osoby, które wyznaczały jakieś trendy często wyspecjalizowały się jeszcze mocniej. Widać to  bardzo mocno na przykładzie rynku kawowego w Polsce. Pytanie tylko, dokąd może to nas zaprowadzić i czy kultura kawowa w pewnym momencie nie będzie zbyt hipsterska?

Ostatnio znajomi prowadzący kawiarnię opowiedzieli mi o pewnym kliencie, który przyszedł na kawę i złożył bardzo precyzyjne zamówienie – Poproszę zwykłą czarną kawę, nie taką hipsterską. Czyli chciał americano i tyle. Albo rozpuszczalną. Po taką też bardzo często klienci przychodzą i to wcale nie w wieku emerytalnym, a w średnim.

Kultura kawowa i jej krzewienie jest niezwykle ważne i dobre. Po co tracić życie na złą kawę? Każdy trend ma bardzo charakterystyczną krzywą przebiegu. Najpierw garstka ludzi czymś się pasjonuje, tworzy swoisty underground, z czasem wciągając w to swoich znajomych i znajomych znajomych oraz znajomych znajomych znajomych. W końcu trend zaczyna wpisywać się w szerszą świadomość danej kultury/społeczności. To, co było olschoolem i undergroundem, czymś tylko dla wtajemniczonych, staje się dostępne, oczywiście po przeróbkach i ułatwieniach, dla szerokiej rzeszy ludzi. Mówiąc o przeróbkach i ułatwieniach – rynek nie znosi próżni. Jeśli coś było kiedyś trudno dostępne i ludzie tylko własnymi kanałami próbowali coś importować, załatwiać, kombinować, nieraz za ciężkie pieniądze, z czasem, jeśli moda zaczyna się rozwijać, dostępność dotychczas elitarnych rzeczy jest dużo łatwiejsza. Oczywiście od razu próbuje się zagospodarować modę komercyjnie. Patrząc na kawę, widać, że spełnia ona ważne funkcje społeczne – towarzyszy spotkaniom biznesowym, rodzinnym czy w gronie znajomych. W domu, w kawiarni, w pracy. Często ludzie chcą czegoś dobrego, ale za bardzo nie wiedzą, jak to dobro zdefiniować (o czym pisałem w poprzednim wpisie). Więc nastawieni na zysk, a nie dobro konsumenta, przedsiębiorcy pod skorupką dawania tej mody, daje tylko jej pozór i właśnie modę, a nie właściwy trend.

Kiedy minie szał na nowość, na nową modę, zainteresowanie spada (ale nie do poziomu undergroundu, bo jednak część z tego została zaszczepiona do popkultury), ale nieliczni dążą dalej, nie bacząc na większość. I wcale nie jest powiedziane, że są to te same osoby, które wcześniej tworzyły dany trend. Po drodze dużo się zmienia. Wystarczy zerknąć na reklamy MK Cafe, które to z dobrą kawą ma niewiele wspólnego, firmowane przez byłych mistrzów kawowych. 

Pozostaje tylko otwarte pytanie – czy jest potem szansa na ponowny powrót na szczyty trendów? Czy ma to charakter falowy, sinusoidalny, jak widać to w przypadku mody ubraniowej (co chwilę widzimy powrót do stylu, który już kiedyś był, ale… wyszedł z mody)? A może w przypadku takich rzeczy jak jedzenie czy kawa, mamy tylko tę jedną szansę, by jak najwięcej wszczepić w popkulturową świadomość? Nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi. Patrząc na przykład na jedzenie – ludzie odżywiali się tym, co było dostępne w ich okolicy. Nie miało to może zbyt dużo wspólnego z lokalnym patriotyzmem, tylko z kwestii czysto praktycznych – to okoliczne było łatwo dostępne, a niekoniecznie najlepsze. Potem przyszedł wielki boom na szybkie jedzenie, tanie, przetworzone, łatwe w użyciu. Teraz następuje odwrót od tego (albo przynajmniej równoległe ścieranie się dwóch trendów – slow i fast foodu). Nie można jednak liczyć na to, że nagle z półek znikną przetworzone, tanie towary jedzeniowe. To już jest zbyt głęboko zakorzenione w świadomości ludzi (i nie znaczy, że jest to coś złego akurat. To też jest potrzebne). Widzę za to taki problem – o ile dany trend był znany tylko garstce ludzi, to nowe osoby patrzyły na wszystko z dużym zainteresowaniem, bo każdy aspekt był nowością, odkryciem. Z czasem, kiedy dany trend (choćby kawowy), wypłynął na szersze wody, kolejne działania ówczesnej elity mogą już być traktowane bardziej z dystansem – no bo przecież już jest dostępna dobra kawa, jest dużo metod, więc po cholerę dalej coś kombinujecie?! – I większość ludzi dociera do pewnego momentu rozwoju, nie idąc dalej, ewentualnie próbuje czegoś nowego po dłuższym czasie, kiedy ówczesne eksperymenty będą na tyle pomyślne, że znów przenikną na szersze wody świadomości powszechnej. 

Wyjście trendu z podziemia do rangi powszechnej mody skutkuje także, bardzo często, profesjonalizacją. To taka osobna odnoga mody. Na początku wszystko odbywa się w wąskiej grupie ludzi bądź grupach niezwiązanych ze sobą. Są najlepsi z najlepszych, bo brakuje konkurencji. Z czasem jednak, gdy grupa się rozrasta, wzrasta także chęć na współzawodnictwo i na zarobienie na czymś, co się do tej pory robiło z pasji – dwa aspekty profesjonalizacji. 

Oczywiście wszystkie te granice, o których wspomniałem, są bardzo płynne. Patrząc jak rozwija się kultura kawowa, z jednej strony mocno funkcjonuje w powszechnej świadomości. Rynek kaw speciality, alternatywne metody zaparzania też powoli jest czymś znanym i cenionym. Mamy lokalne i światowe mistrzostwa w różnych konkurencjach kawowych, jest też bardzo szeroki rynek stricte komercyjny kawy, a także ludzie idący w niezbadany świat kawy.

I jak wszystko, ma to mnóstwo wad i zalet. Zależy od punktu widzenia i siedzenia.