Kawa w domu: Dripper V60 – co może zdziałać lejek z papierkiem w środku.

Czy z lejka otrzymamy dobrą kawę? Ależ oczywiście! Pod warunkiem, że lejek będzie odpowiedni. I filtr również. Jednym słowem – przed Państwem kolejna alternatywa do domowego użytku……. Ta dam! Dripper!

W kolejnym odcinku serii „Kawa w domu” będę polecał bardzo, bardzo proste urządzenie, jakim jest dripper, w wydaniu V02, czyli najpopularniejszym w kawowym światku. Na pewno większość z Was spotkała się z prostym zaparzaczem, najczęściej plastikowym, który swoją konstrukcją przypomina lejek, w którym umieszcza się papierowe filtry o kształcie ściętego stożka. Takie urządzenia można kupić w większości supermarketów za kilkanaście złotych, a filtry są także ogólnodostępne. Jednak ze względów konstrukcyjnych, lepsze, ciekawsze efekty można uzyskać stosując właśnie drippery, które swoim kształtem przypominają lejki (stosuje się do nich filtry w kształcie stożka). Stąd też ich oznaczenie literą „V” jako wizualizacja kształtu filtrów. Z kolei 02 to nic innego jak rozmiar. 01 są mniejsze, dedykowane teoretycznie 1-2 filiżankom kawy na raz, 02 to od 1-4. Ale są to dość umowne miary. 
 
Tego typu drippery znajdziemy u dwóch głównych producentów – Japońskie Hario, model V60-02 i Taiwańskie Tiamo z modelem V02. W swojej szafce mam akurat Hario V60-02, którego używam na co dzień, ale żeby być bardziej obiektywnym i móc realnie porównać oba lejki wypadałoby się wzbogacić na czas testów o sprzęt Tiamo, za co serdecznie dziękuję Akcesoriom Baristy!
 
Obie konstrukcje są niemalże bliźniacze. Różnią się detalami. Trochę inna ceramika, inny kształt ucha i to, co się najbardziej rzuca w oczy, to kształt żeberek wewnątrz drippera. W Hario mamy do czynienia z lekko zagiętym użebrowaniem, które wymusza delikatne wirowanie kawy podczas zaparzania. W Tiamo są one proste. W praktyce oba patenty służą temu samemu – odpowiedniemu przepływowi kawy i powietrza. Wirowanie ma znikomy wpływ na cokolwiek. Jedynie, co ciekawe, brązowy dripper V02 z Tiamo  był nieco inny w stosunku do reszty – wykonany z grubszej ceramiki, cięższy i wyższy. Nie miało to jednak żadnego znaczenia dla zaparzania. 
 
porównanie Hario i Tiamo V60
Hario V60-02 po lewej i Tiamo V02 po prawej.  (fot. własne)
Różnice między dripperami Hario i Tiamo
Różnice w użebrowaniu dripperów. Po lewej Hario V60-02, po prawej Tiamo V02. (fot. własne)
Realna różnica między Hario i Tiamo to inne filtry. Oba w tych samych wymiarach, także można stosować zamiennie, jednak o innych właściwościach filtrujących. Hario produkuje standardowo białe filtry z papieru przypominającego nieco grubą bibułę. Z kolei Tiamo postawiło na filtry z brązowego, papieru, cieńsze, ale, co wykazały późniejsze testy, o mniejszej przepuszczalności. Co z tego wynikło, o tym w dalszej części tekstu. 
 
Główna różnica między Hario i Tiamo to inne wykonanie filtrów (można stosować zamiennie). Z Hario białe, z Tiamo brązowe (fot. własne).
Zanim przejdę do praktycznych testów, słowem wstępu trochę teoretycznych założeń i faktów o dripperach tego typu. Zasada działania jest bardzo prosta. Do lejka wkładamy filtr (wcześniej zaginamy go wzdłuż perforowania, dzięki czemu odpowiednio nam się ułoży wewnątrz), obowiązkowo przelewamy całość wrzątkiem (stawiając całość oczywiście na dzbanku bądź kubku, choć zdecydowanie polecam to pierwsze naczynie ze względu na dzióbek. Dzięki temu podczas zaparzania na pewno będzie ciągły dopływ powietrza i nie dojdzie do zatkania drippera przez ciśnienie wewnątrz. Teoretyczna, ale możliwa sytuacja). Po tej operacji wsypujemy zmieloną kawę. I tu się na chwilę zatrzymajmy. Rodzaj przemiału jest nieco bardziej złożony niż w przypadku Aeropressu. Jest to związane, że w dripperze możemy zaparzać w zdecydowanie szerszym zakresie objętości gotowej kawy. Jednym słowem, dla dripa (kawy z drippera, choć jest to uproszczone pojęcie, ale nie ma co się tu teraz rozwodzić nad tym), dążymy do uzyskania czasu zaparzania między 2,5 a 3,5 minuty, różnie w zależności od kawy i preferencji. Zatem, co za tym idzie, przemiał trzeba nieco modyfikować. Jeśli robimy z mniejszej ilości kawy, przemiał musi być drobniejszy, aby spowolnić proces parzenia. Przy większych ilościach, młynek trzeba ustawić na grubszy przemiał, aby woda miała łatwiejsze przejście przez większa warstwę kawy. Każdy młynek ma nieco inne właściwości, ale generalnie warto szukać odpowiedniego przemiału gdzieś w okolicach połowy skali. I oczywiście najlepiej trzymać się standardowego przelicznika 1:17, tj. 1g kawy na 17g wody. W związku z tym chcąc uzyskać 250ml kawy, dzielimy to przez 17. Jeśli natomiast mamy 15g kawy, mnożymy to przez 17 i uzyskamy wynik ilości wody, którą powinniśmy przelać. 
 
Posiadając dripper najłatwiej jest, gdy przelewamy wodę za pomocą specjalnego czajniczka, zwanego konewką o czym wspominałem w pierwszym wpisie. Pozwala to na bardzo dobrą kontrolę całego procesu i wygodne, koliste polewanie kawy, co jest wskazane przy tej metodzie. 
 
Po odmierzeniu właściwych proporcji i przemieleniu kawy, ląduje ona w przelanym wrzątkiem filtrze (tak, wspominałem o tym, ale przypomnieć nie zaszkodzi). Warto postukać i potrząsnąć dripperem, by wyrównać kawę wewnątrz. I zaczynamy polewanie wodą (stawiając całość na wadze, oczywiście). W pierwszej fazie musimy zrobić tzw. preinfuzję, tj. namoczenie kawy niewielką ilością wody (mniej więcej 2x ilość kawy), z reguły ok. 30 sekund, podczas których zobaczymy, jak kawa ładnie puchnie (blooming), jeśli użyjemy świeżych i odpowiednio wypalonych ziaren. Po tym zaczynamy już właściwe polewanie, porcjami, kolistymi ruchami od środka kawy aż po ścianki (ale po nich staramy się nie lać!). Nie wypełniamy od razu drippera wodą w żądanej objętości. Lejemy wodę, czekamy aż część przepłynie, znów dolewamy kilkadziesiąt gramów wody i tak do końca. Warto przy tej okazji wspomnieć, że na ściankach filtra lubią osadzać się cząsteczki kawy. warto je zgarniać szpatułką lub czymkolwiek innym, by pływały w wodzie, aby jak najbardziej unikać efektu nierównego zaparzania kawy – część kawy jest wręcz przeparzona, a część nadal ma niewykorzystany potencjał. Z tym też jest związane właśnie koliste polewanie wodą. Dzięki temu kawa jest najbardziej równomiernie  wzbudzana w dripperze, a przez to najpełniej parzona.
 
Jakie smaki i doznania oferuje dripper? Na pewno kawa jest bardziej gładka, krągła, mniej szorstka, czystsza w porównaniu do aeropressu. Ale nie jest aż tak herbaciana i lekka jak z chemeksa. Zdecydowanie najlepsze efekty uzyska się na dobrej jakości singlach, jasno palonych pod metody alternatywne/przelewowe (w zagranicznych sklepach kawy oznaczone jako filter). W dripie łatwiej wyczuć poszczególne smaki i zapachy, co w przypadku aeropressu bywa trudniejsze. 
 
Aby lepiej zobrazować Wam pewne aspekty, zabrałem tiamowe zabawki (czyli dwa drippery oraz dwa dzbanki, zwane także serverami) oraz kawki do lubelskiego Kap Kap Cafe, gdzie wraz z Andrzejem i Konradem przeprowadziliśmy testy filtrów Hario i Tiamo na dwóch różnych kawach – Brazylii Santa Ines z krakowskiego Coffee Proficiency oraz Rwandzie Nyaruziza ze sztokholmskiego Drop Coffee Roasters

Pierwsza z nich to bardzo klasyczne ziarna, które niezależnie od metody prezentują niską kwasowość, posmaki czekoladowe, bakaliowe, słodkie. Druga to z kolei coś bardziej owocowego, z wybijającymi się na pierwszym planie czerwonymi borówkami, kwiatami i słodyczą białej czekolady w tle, bardzo czysta i świeża. Specjalnie dobrałem te kawy tak, by sprawdzić dwa różne bieguny smakowe.

Zaczęliśmy od Brazylii. Po 16g kawy zmielonej w Mazzerze Mini. 

alternatywna kawa, dobra kawa
Po lewej Hario, po prawej Tiamo (fot. własne)
dobra kawa w domu
W trakcie parzenia Brazylii Santa Ines. Biały dripper Tiamo, czerwony od Hario (fot. własne)
dobra kawa alternatywna
W trakcie cuppingu (fot. własne)

Pierwsza rzecz, jaką zaobserwowaliśmy, to wyraźnie dłuższy czas parzenia na filtrach Tiamo przy tym samym przemiale. Są mniej przepuszczalne. Co ma też przełożenie na zapach i smak (korekta przemiału dla Tiamo niewiele wniosła w tych kwestiach). Najpierw zapach. Nie spodziewaliśmy się intensywnych, indywidualnych zapachów. Należało szukać słodyczy, czekolady, krągłości i podobnych doznań. Kawa zrobiona z Hario była bardziej soczysta w zapachu, lżejsza, słodsza. Tiamo dawało cięższe zapachy, bardziej intensywne, mniej delikatne. W smaku bardzo podobnie. Porównując obie kawy jedna po drugiej, hariowa była lżejsza, delikatniejsza, bardziej owocowa. Ogólny wydźwięk był nieco przyjemniejszy. Filtry Tiamo odcinają nieco słodyczy i soczystości, przez co kawa w smaku staje się odrobinę cięższa.

Na drugą serię przygotowaliśmy po 16g Rwandy i powtórzyliśmy eksperyment.

Test filtrów Hario i Tiamo na Rwandzie z Dropa (fot. własne)

I tu historia się powtórzyła. W obu dzbankach znalazła się bardzo przyjemna kawa, pachnąca, słodka, owocowa o przyjemnym, czekoladowym tle. Ale ponownie w przypadku tiamowych filtrów, nieco smak został zawężony, odcięty i było mniej delikatnie.

Ale chcę tu podkreślić jedną rzecz, którą zauważyliśmy po testach – kawy z obu filtrów były bardzo smaczne. Jeśli ktoś używa tylko jednych filtrów, różnica jest niezauważalna. Dopiero przy bezpośrednim porównaniu można wyczuć niuanse smakowe (niuanse, a nie ogromne różnice). A że filtry są kompatybilne, możemy śmiało kupować akurat to, co nam się podoba – czy to będzie dripper Hario czy Tiamo, papierków możemy użyć dowolnych.

No i a propos ceny, bo do tego jeszcze nie dotarliśmy, a jest to dość istotna informacja. Proszę Państwa, nie jest źle! Zarówno Tiamo jak i Hario mają w swojej ofercie drippery nie dość że w dwóch rozmiarach, to jeszcze z różnych materiałów, co też ma przełożenie na koszty. Najtańsze są te wykonane z tworzywa sztucznego, które znajdziemy w przedziale cenowym 30-40zł. Klasyczne, ceramiczne to około 70zł. Tiamo trochę tańsze, Hario, jak zwykle, nieco droższe. Są także wykonane ze szkła bądź metalu. Warto dodać, że Tiamo dodaje do swoich urządzeń zestaw 40 filtrów. Hario tego nie robi. Ot, taki niuans. A jeśli chodzi właśnie o zaopatrywanie się w filtry, koszt jest nieduży – jest to ok. 20 złotych za 100 sztuk. 

Osobiście, dripper to jedno z moich najczęściej używanych urządzeń kawowych w domu. Daje świetne rezultaty, jest prosty w utrzymaniu i obsłudze oraz daje szerokie spektrum działania. Można duże kombinować z czasem polewania, ze sposobami polewania, sprawdzać różnice między mieszaniem zawiesiny wewnątrz filtra, a zostawieniem tego tylko naturalnym, wymuszonym ruchom, zmieniać temperaturę początkową….. Dużo by tego wymieniać. Nic, tylko brać się za kawkę!

  • Tego szukałem:)

    • Poe

      Bardzo się cieszę! :)

  • Mam dwa drippery Melitta, jeden z jednym otworem, drugi z trzema (obie tej samej wielkości – 102).
    Od czego zależy (lub do czego służy) odpowiednia liczba dziurek?

    • Poe

      Cześć! :)

      Melitta to taka klasyka dripperowa. Łatwo dostępne od kilkudziesięciu lat na całym świecie. Stąd też, tak mi się wydaje, po prostu na przestrzeni lat wydali różne wersje swoich urządzeń. Generalnie wersja trzydziurkowa powinna mieć lepszy przepływ (zauważ, że w najpopularniejszym obecnie dripperze na świecie czyli V60, jest jedna, duża dziura). Jako, że w Melicie masz ścięty dół, kawa niejako zatrzymuje się na dnie. Trzy dziurki powodują, że kawa szybciej odpływa z tego dna, przez co nie przeparza się tak szybko.
      Lata temu używałem Melity z jednym otworem, ale wtedy na kawie w ogóle się nie znałem, więc ciężko mi tu coś więcej powiedzieć ;)
      Niezależnie od ilości otworów, powinno tak się dostosować przemiał kawy, by wycelować w mniej więcej 2:30 min.

      • dzięki, będę testować oba i grubość mielenia ziarna!

  • Ola

    cześć! czy na prezent dla kawosza jako alternatywę do ekspresu oraz kawiarki, poleciłbyś raczej dripper czy aeropress?

    • Cześć! :-)

      Większa różnice wyczujesz w dripie. Tak przygotowane kawy są delikatniejsze, subtelniejsze, słodsze i bardziej czyste w smaku. Aero jest dobry jeśli nie chcesz takiego „szoku” smakowego.

      Aero jest bardziej poręczny, dobry tez w podróż i od biedy można użyć kawy do espresso. Ale zrobi się w nim tylko jedna porcję. Drip już daje większe możliwości :-)