Zmielone i Wypite: Honduras Jazmin, Drop Coffee Roasters

Drop Coffee Roasters Honduras Jazmin

Palarnia: Drop Coffee Roasters, Sztokholm, Szwecja

Kawa: Honduras Jazmin

Obróbka: Washed

Palenie: jasne

Profil wg palarni: Soczysta, owoce tropikalne, pomarańcze i krówki

Drop Coffee Roasters to jedna z moich ulubionych, skandynawskich palarni. Ma na to wpływ czynnik sentymentalny, bo miałem okazję zwiedzić ich palarnię i porozmawiać z Joanną Alm, główną roasterką Dropa. Są też przesłanki obiektywne – po prostu bardzo dobre produkty w ofercie.

Lubię wracać do ich ziaren, choć dość trudno o nie w Polsce no i cena też nie należy do najniższych, jak to bywa z produktami skandynawskimi. Ostatnio naszła mnie jednak duża ochota na ziarna ze Sztokholmu i niedługo później dotarła paczka rubryką nadawca: Drop Coffee Roasters.

Drop Coffee Roasters Honduras Jazmin Drop Coffee Roasters Honduras Jazmin

Zamówiłem dwie paczki – recenzowany dziś Honduras Jazmin oraz Kolumbię Edmundo Alavera, która pojawi się za jakiś czas na blogu.

Honduras Jazmin jest w ofercie Drop Coffee kolejny sezon z rzędu. W zeszłym roku piłem tylko jedną filiżankę tej kawy, w kawiarni. Nie pamiętam niestety szczegółów smakowych, żeby móc porównać. Pamiętam na pewno, że było to coś dobrego. W tym roku także jest na pewno dobrze. Nawet bardzo dobrze. Kawa od razu po otwarciu paczki nęci i zachęca do dalszego poczynania sobie z nią. Zapach jest słodki, z mocnymi nutami karmelowymi oraz świeżego pieczywa.

Same ziarna są jasne, matowe, jednorodne. Co ciekawe, Drop Coffee nie rozdziela swoich ziaren na te pod espresso i pod metody alternatywne. Według zapewnień, ich ziarna bardzo dobrze sprawdzają się we wszystkich metodach. Niestety, ze względu na niedobory sprzętowe nie sprawdzałem, jak kawa wypada w postaci espresso.

Jednak w alternatywach już mogłem ją swobodnie sprawdzić. V60 oraz AltoAir to dwie metody, w których najbardziej mi posmakowały te ziarna. Mnóstwo słodyczy i intensywnych smaków. Wysokie body bardzo dobrze współgra z nutami słodkich pomarańczy, owoców tropikalnych oraz bardzo przyjemnym finiszem w postaci słodkich krówek. W zapachu natomiast dominuje karmel i nuty pomarańczowe.

Podobnie rzecz się miała w Kalicie, tylko z mocniejszą nutą czekoladową i przygaszonymi owocami.

Kawę z Drop Coffee potraktowałem też aeropressem w metodzie tradycyjnej, nieodwróconej, po skandynawsku czyli bez preinfuzji, tylko zalanie do pełna i przeciskanie po około półtorej minuty. W efekcie wyszła bardzo dobra, lekka kawa, gdzie dominowały pomarańcze i owoce tropikalne. Zgubiły się natomiast karmelowe smaczki.

Krótko mówiąc, nie żałuję ponownego spotkania z Dropem. Smacznie, przyjemnie, słodko.