Kiedy kawa i jedzenie jest celem, ale też pretekstem. Recenzja „Foodie Love”.

foodie love

„Foodie Love” to serial, który wchłonąłem całym sobą. Hiszpańska produkcja, oszczędna w środkach, z rozbudowanymi dialogami o jedzeniu i życiu (a może na odwrót?), niespodziewanie zagnieździła się w moim ośrodku smaku. Smaku kawy, wina, jedzenia, ale i życia.

Serial romantyczny?

Raczej nie sięgam z własnej woli po filmy i seriale kręcące się dookoła miłości i romantyzmu (wyjątkami są netfliksowe produkcje „Easy” oraz „Love”, które mają pewne cechy wspólne z „Foodie…”). Jeśli do tego są okraszone różową posypką komedii, już zupełnie ciężko przechodzą przez moje oczy. Mierzi mnie ich przewidywalność, momenty maksymalnego wstydu za bohaterów i wpadki, powody rozstań oraz wspaniałe powroty.  „Foodie Love” z opisu może wpisać się w taki schemat:

Opowieść o parze, która spotyka się dzięki aplikacji dla miłośników jedzenia.

Takim lakonicznym zdaniem HBO GO zachęca do obejrzenia serialu. Mnie wizja Tindera opartego na miłości do dobrego jedzenia i picia, w połączeniu z kinem hiszpańskim przekonała do włączenia pierwszego odcinka.

Oszczędne środki, pyszna kawa i sycące dialogi

Serial „Foodie Love” wyreżyserowała hiszpańska reżyserka Isabel Coixet, nagradzana, m. in. nagrodami Goi. Jej serialowa produkcja wpisuje się w nurt kina hiszpańskiego, które bardzo lubię – proste, klasyczne kadry, naturalnie wyglądające oświetlenie, oddające klimat miejsc, w których dzieją się sceny. Te miejsca są w serialu bardzo ważne – są prawdziwe. Pierwszy odcinek, kiedy poznajemy głównych bohaterów – Ellę (Laia Costa) i Èla (Guillermo Pfening) – spotykają się na randce w kawiarni. Mój wzrok od razu wyłapał, że miejsce na pewno jest mocno kawowe, a kilka kadrów tylko to potwierdziło. Pojawia się nawet nazwa lokalu – słynne, barcelońskie Espai Joliu – kawiarnia i sklep z roślinami w jednym.

foodie love serial

Kawiarnia Espai Joliu w Barcelonie /fot. kadr z serialu „Foodie Love” / HBO Go.

W pierwszym odcinku akcja nie wychodzi poza lokal, nie licząc wstępu, gdzie poznajemy Ellę i Èla w dość nietypowy, jak dla filmu, sposób. Są to ich opowieści o sobie, czasami wręcz do kamery, zwracając się bezpośrednio do nas – widzów. Moją uwagę od razu zwrócił spory autentyzm postaci – ich myśli, zachowań, natręctw, obaw, uprzedzeń. Poczułem z nimi od razu pewną więź, choć jeszcze nie do końca wiedziałem, dlaczego.

Dalsza część to długi dialog między bohaterami. Jest wyczuwalna nerwowość charakterystyczna dla pierwszych randek, badanie zachowań drugiej osoby oraz psychologiczna i fizyczna lustracja. W kadrach niewiele się zmienia – Ella, Èl, w bliskich ujęciach bądź dwójkowych, czasami pokazany klimat kawiarni i drobne interakcje między gośćmi. Mimo to, trzydziestopięciominutowy odcinek mija niepostrzeżenie.

Nieoczywiści bohaterowie

Reżyserka Isabel Coixet stworzyła nieoczywistych bohaterów, a przy tym bardzo naturalnych. Do roli żeńskiej wybrała Laię Costę, z którą pierwszy raz spotkałem się na ekranie, przykuwająca wzrok swoją interesującą urodą. Nie można powiedzieć o niej, że jest piękna, ale jednocześnie bardzo zwraca uwagę. Podobnie jest z męską rolą Guillermo Pfeninga, pochodzącego z Argentyny. W „Foodie Love” widać w nim mężczyznę w sile wieku, raczej nie przystojnego, ale znów przyciągającego wzrok.

foodie love serial

Główna bohaterka, Ella (Laia Costa) /fot. kadr z serialu „Foodie Love” / HBO Go.

Oboje z cechami neurotycznymi, nieco zamknięci, długo trzymający dystans i rozważającymi milion scenariuszy w głowie, co dobrze słyszymy. Widzimy tu trafny obraz współczesnych ludzi po trzydziestce – zaradnych, zadowolonych z życia, doceniających małe i duże przyjemności, ale wystraszonych zbyt dużą bliskością oraz możliwością wpuszczenia do swojej strefy komfortu drugiej osoby. Jednocześnie bardzo tego pragnąc.

foodie love serial

Główny bohater, Èl (Guillermo Pfening) /fot. kadr z serialu „Foodie Love” / HBO Go.

Oczywiście, w miarę rozwoju serialu, dowiadujemy się o nich więcej, o ich przeszłości, o tym, co ukształtowało pewne ich zachowania, jednak nie jest to trywialne do bólu, jak w wielu produkcjach poruszających temat związków. Rozkręcający się związek idzie równo z ich kulinarnymi eksploracjami. Wraz z bohaterami przechodzimy z kawiarni i niezobowiązującej kawy, przez wieczorne wyjście na drinka, kiedy indziej na obłędny ramen, czy lądując w wykwintnej restauracji Cocina Hermanos Torres.

Przy każdym wyjściu towarzyszą im inne rozterki, emocje oraz nastawienie do siebie nawzajem. Nie zawsze jest to radosne uniesienie. Często zmącone jakąś natrętną myślą czy po prostu niedoskonałością bohaterów. Chyba przez brak tego wyidealizowania Elli i Èla, łatwo dałem się wciągnąć w ich emocje, chęć poznawania smaków, zapachów, żądz przy jednoczesnym posiadaniu problemów z samym sobą. Oglądając „Foodie Love” chce się przeżywać to, co oni, zarówno na języku, jak i reszcie ciała i umysłu.

foodie love serial

Kiedy weźmiecie kwas i zaczniecie gonić się po kuchni… /fot. kadr z serialu „Foodie Love” / HBO Go.

Serial idealny?

„Foodie Love” jest niesztampowym serialem o związku dwójki ludzi. Zachwyca warstwa kulinarna, która jest bardzo mocnym punktem w tej produkcji. Pokazuje, że ludzie kochający doznania smakowe mogą się spotkać tak, że jedzenie jest zarówno pretekstem jak i celem samym w sobie. W pełni to rozumiem i szanuję. Bardzo wpadł mi w ucho główny motyw muzyczny wykorzystany w serialu – „Heard Somebody Whistle” Jay-Jay’a Johansona. Też niespokojny, nieidealny, ale przyciągający.

Serial ma kilka przewidywalnych motywów, bo i zachowania ludzi często bywają przewidywalne, prawda? Zakończenie, którego zdradzać nie będę, też można było przewidzieć, choć tu przewidywanie można spokojnie oprzeć na znajomości kina amerykańskiego. Niemniej, „Foodie Love” to serial, z menu którego warto sprawdzić wszystkie pozycje.