Jakość produktów – jakość życia

jakość produktu, jakość jedzenia, zdrowe jedzenie!

Dobra jakość jest zaraźliwa. Rozprzestrzenia się szybciej niż sieci dyskontów spożywczych w Polsce. Szybko przyzwyczajamy się do tego, co dobre i powrót bywa czasami wręcz niemożliwy. W końcu jakość produktów to też jakość naszego życia.

Człowiek to taka Bestia, że szybko przyzwyczaja się do tego, co dobre. I to chcę poruszyć w moim dzisiejszym tekście. Mało tego, dochodzi fakt, że wszystkie nasze sfery życia są ze sobą połączone i zależne. Trochę oczywistości, o których istnieniu niekoniecznie zdajemy sobie sprawę.

Nie, nie będzie dziś nic o amerykańskich naukowcach, ani nawet radomskich. Raczej studium przypadku na samym sobie.

Jakiś czas temu złapałem się na tym, że po raz kolejny sięgam po coś lepszego, niż jeszcze z rok czy dwa lata wcześniej. Kiedyś zaczęło się od kawy. którą chciałem mieć dobrą, bo to, co miałem dotychczas zupełnie mnie nie satysfakcjonowało. A skoro nie ma satysfakcji, to należy to zmienić, prawda? Przynajmniej ja do takich spraw tak podchodzę. Na pierwszy plan powoli zaczęła wysuwać się jakość. W pewnym momencie olśniło mnie, że dlaczego mam wydawać pieniądze na coś, co mi nie smakuje, co jest niedobre? Przecież lepiej jest wydać je na coś, z czego będzie pożytek, radość, satysfakcja.

Proszę zauważyć. Dla wielu osób, kawa jest jednym z podstawowych napojów w ciągu dnia. Wiele osób pije kawę wręcz z przymusu – byle się obudzić! Ja bez kawy nie żyję! – tym bardziej, jeżeli ktoś po prostu musi „strzelić sobie” kawę z rana, to dlaczego robić to z poczucia obowiązku, na siłę? To już chyba lepiej spędzić jedno popołudnie na dowiedzenie się, czym jest dobra kawa, gdzie ją dostać i jak ją zrobić, niż tylko się unieszczęśliwiać.

Ja tak zrobiłem i jakoś to przebolałem. Kiedy nieco poznałem dobrą kawę i jej walory, w pewnym momencie, dość naturalnym odruchem bardziej bacznie zacząłem się przyglądać temu, co jem, jak jem i jak przygotowuję jedzenie. Oczywiście bez popadania w skrajność. Nagle w lodówce nie znalazło się tofu i soja, a do tego wszystko opatrzone etykietami eko, green, direct trade, gluten-free, slow recycling. Naprawdę, można jeść zdrowo i smacznie omijając tego typu frazesy. Dla własnego, dobrego samopoczucia, stwierdziłem, że jeżeli mam taką możliwość, to zdecydowanie wolę kupić pomidora na pobliskim targu, zwłaszcza w sezonie, kiedy wiem, że ten pomidor nie przejechał pół świata, żeby trafić na mój talerz, tylko kilkadziesiąt kilometrów. Jest to po prostu smaczniejsze, a ponadto te kilka groszy z tego przykładowego pomidora idzie do kieszeni właściciela targowej budki, lokalnego mieszkańca, a nie w trybiki hipermarketowej machiny finansowej.

jakość produktu, jakość potraw, jakość jedzenia

Ponadto, lepsze jedzenie oznaczało rezygnację z wszelkich przypraw uniwersalnych oraz kostek (z innych gotowych przypraw, typu przyprawa do ziemniaków, przyprawa do mięs, etc. właściwie nigdy nie korzystałem) na rzecz świeżych bądź suszonych ziół, moździerza i innych, dobrych dodatków.

Wiem, zaraz ktoś podniesie argument oszczędności i oszczędzania. Wiele zmian jest nieodczuwalnych dla domowego budżetu. Suszone zioła drogie nie są. Warzywa na targu, bądź w pobliskim zieleniaku są droższe niż w marketach, ale też nie jest to przebitka kilkukrotna. To jest 20-30% najczęściej. To nie są duże kwoty, a jakość produktu nieraz jest większa niż te 20-30%. Dobra kawa z palarni bardzo często jest tańsza od marketowych świetnych i doskonałych. Oczywiście, nie dostanie się dobrej kawy za 30zł/kg, o tym już pisałem. Ale pijąc kawę rozpuszczalną, proszę sprawdzić jej cenę za kilogram. Można się przerazić, widząc kwotę powyżej 150zł czy 200zł za kilogram. Za taką cenę można mieć doskonałe ziarna segmentu speciality…

Oczywiście, że wiem iż zarobki w Polsce, przeciętne, są bardzo przeciętne. Sam to odczuwam na każdym kroku. Jednak idąc do sklepu wolę kupić mniej szynki, ale niech to będzie faktycznie szynka, czy polędwica, a nie coś, co zawiera w sobie kilkanaście – kilkadziesiąt procent mięsa. Kupując nabiał, wybieram ten firmowany przez okoliczną mleczarnię, a nie jakiś beznarodowy koncern. Pomijając kwestie smaku (choć opakowania z reguły są brzydsze, kryją w sobie świetny smak), bardzo często takie lokalne, małe produkty są tańsze od tych koncernowych nabiałów. W końcu marketing i składniki upiększające teksturę oraz wydłużające żywotność kosztują.

jakość produktów, jakość jedzenia, zdrowe jedzenie!

Problem mam z pieczywem. Na Lubelszczyźnie trudno o dobry chleb, nawet ten nazywany wiejskim i wszelkie prawdziwe na zakwasie. Są puste, niesmaczne, kruszą się, pleśnieją. Brakuje mi takiego, który na Śląsku, przynajmniej w okolicach Mysłowic, można kupić bez większego problemu nie tylko w piekarni, ale i osiedlowym sklepie.

Ktoś z Was może podnieść znany mi argument – zobaczysz, będziesz miał dzieci, to wtedy wyjdzie Ci bokiem kupowanie droższych produktów!  – Po pierwsze, jak wspomniałem już wcześniej, wiele dobrych, lokalnych produktów wysokiej jakości jest tańszych niż ich odpowiedniki spod wielkich, znanych szyldów. Po drugie, właśnie gdy będę miał potomstwo, zwłaszcza wtedy będę zwracał uwagę na to, co jest w lodówce i jaka jest jakość produktu, który podaję dziecku. Oczywiście nie mówię tu o jakimś chorobliwym pilnowaniu, czy wszystko jest antyalergiczne, sterylne i zdrowe. Dzieciństwo rządzi się swoimi prawami oraz urokami, gdzie jest miejsce na niezdrowe rzeczy i jestem pewien, że nie ugnę się pod presją rozkładania jedzeniowego klosza nad dzieciakami. Na pewno będę wpajać im proste zasady, które sam wyniosłem z domu – niektóre produkty warto zrobić samemu, niż kupować gotowe. Wystarczy kilka podstawowych składników z lodówki, by zrobić coś prostego i pożywnego, by nie trzeba było faszerować się zupkami w proszku. To są podstawy, które nie kosztują a pozytywnie odbijają się na życiu człowieka. Uczą samodzielności, zaradności, kreatywności  i radości z prostych, codziennych rzeczy, jak ładnie skomponowany, kolorowy posiłek.

Gdy tak pasja kawowa się rozwijała, a lodówka zmieniała swoją strukturę wewnętrzną, na horyzoncie pojawiły się niszowe piwa. Okazało się, że piwo nie musi mieć metalicznego zapachu, perfidnego i chamskiego smaku alkoholu, w przypadku mocniejszych wersji, oraz kwaśnego uczucia w ustach po jego wypiciu. Odkryłem, że w piwie, tak jak w kawie, można wyczuwać różnego rodzaju subtelne nuty, w zależności od rodzaju słodu czy chmielu. Nagle kolejna, drobna radość w życiu, że człowiek odkrył coś smacznego, lepszego, czym może się cieszyć. Wychodzę z założenia, że w życiu są wielkie, ważne, przełomowe i szczęśliwe momenty. Jednak jest ich na tyle mało, że czekając na nie, warto umilać sobie to życie takimi drobnymi przyjemnościami i detalami, które w całości dają nam dobre samopoczucie.

jakość produktów i jakość kawy

Tak, takie rzemieślnicze piwo jest droższe. Generalnie od 6-7 złotych w górę za butelkę. Ale wypijając jedno, dobre piwo, czuję się nasycony. Pragnienie jest ugaszone, czuję, że wypiłem coś treściwego i tak naprawdę w warunkach domowych, nie chce mi się sięgać już po następne. A przy okazji jakiś spotkań ze znajomymi, bardzo często w miejscu, gdzie można właśnie dostać jakieś dobre, rzemieślnicze piwo, najczęściej decyduje się na dwa – trzy małe piwa, po to, by ich popróbować, porównać. Sama przyjemność.

A tak już przy okazji, na horyzoncie pokazało się tradycyjne golenie – maszynka na żyletki, pędzelek i trochę czasu dla siebie przy tej całej ceremonii. Mała męska rzecz, a cieszy. Zapewniam, +20 do męskości, jak nic! Okazuje się także, że późniejsze użytkowanie takiego zestawu wychodzi taniej, niż rozwiązania systemowe pewnych znanych firm zajmujących się produkcją męskich akcesoriów.

Kończąc już, nie twierdzę, że każda zmiana przyzwyczajeń i próba poprawy jakość jakiegoś wycinka naszego życia ma stawać się od razu pasją. To było by sporą skrajnością. W ogóle, chciałbym uniknąć takiego wydźwięku tego tekstu, że silę się tutaj na bycie kimś z wyższych sfer, kimś lepszym, rozpuszczonym, gardzącym pospólstwem… Fakt, nie lubię bylejakości, cenię sobie dobre jedzenie i picie, lubię je przyrządzać, ale nie oznacza to, że niczego innego nie tknę bądź wzgardzę. Nieraz pożywię się w niezdrowym fastfoodzie, nieraz zjem coś, byle się zapchać i nie paść z głodu przez kolejne godziny pracy. Bo po prostu do wszystkiego trzeba podejść z umiarem i rozsądkiem. Wiele rzeczy, dobrych rzeczy, można dostać za niewielką cenę, tylko trzeba włożyć w to tę wartość dodaną, czyli własną pracę, czyli jest mniej wygodne niż zakup gotowego produktu. Ale efekt jest potem naprawdę wart każdej minuty.

  • To się chyba nazywa dojrzewanie do jakości ;) Zdecydowanie jestem w stanie kupować coś rzadziej i dobrej jakości. Albo wcale.
    Co do posiadania dzieci i oszczędzania. Nigdy nie oszczędzam na jakości jedzenia. Dzięki temu oszczędzam na lekarzach. Im prostsze jedzenie, tym lepsze, zdrowsze i wbrew pozorom tańsze. Nie czytam składu jedynie Rafaello (na coś muszę umrzeć), wszystkie inne mam obcykane i dokładnie wiem, co i gdzie kupić, i jak jeść, by człowieka ODŻYWIAŁO. A nie zapychało. Doskonała różnica! Smakować zamiast pochłaniać.

    Smak piwa również doceniłam, odkąd M. rozkręcił swój piwniczny browar. Po czymś takim nie wraca się już do monopolowego ;)

    • Poe

      Zgadza się. Do pewnych rzeczy się dojrzewa. Wspomniane piwo, gdy jest się na początku swojej dojrzałości wiekowej, smakuje byle jakie, bo po prostu jest zabawa z tego, że w ogóle je się pije ;)
      ale z drugiej strony trzeba dojrzeć do tej jakości odpowiednio szybko, tzn. jeszcze przed momentem, kiedy człowiek już tak się przyzwyczaja do pewnych rzeczy, że trudno mówić o zmianie przyzwyczajeń.

  • Róża

    Podpisuję się obiema rękami :) i naprawdę nie wiem czemu ktoś miałby kupować gorsze produkty „bo ma dzieci”, jak dla mnie to właśnie jest jeden z najlepszych powodów, żeby dojrzeć do dobrej jakości.

    • Poe

      Otóż to! :) chyba właśnie wtedy powinno zależeć na tym, by ta szynka była szynką, a serek serkiem, prawda? :)