Zmielone i Wypite: Etiopia Yirgacheffe Chelelectu, Johan&Nyström

Johan&Nystrom Etiopia

Palarnia: Johan&Nyström, Sztokholm, Szwecja

Kawa: Etiopia Yirgacheffe Chelelectu

Obróbka: myta (washed)

Palenie: jasne

Profil wg palarni: Delikatne nuty jaśminu, bergamotki oraz brzoskwiń.

Johan&Nyström na łamach mojego bloga pojawiał się już kilkukrotnie. Lubię wracać do ziaren z tej palarni. Mam jakoś sentymentalny stosunek do tej szwedzkiej marki. Głównie dlatego, że miałem okazję pić którąś z ich kaw gdzieś na samym początku mojej głębszej fascynacji dobrą kawą oraz ze względu na miłe wspomnienia z wypadu do Sztokholmu dwa lata temu, w tym do ich kawiarni. Nie można im także odmówić dobrego marketingu. Jest to chyba jedna z bardziej rozpoznawalnych marek na rynku, mając na myśli kawy szeroko rozumianego specialty, choć nie wszystkie kawy spod tego szyldu można pod to podciągnąć, a i zdarzało się, że nawet ich single nie zawsze spełniały moje oczekiwania.

Nie zmienia to faktu, że przeważnie ich kawy są naprawdę przyjemne. Tak, jak recenzowana dziś Etiopia Yirgacheffe Chelelectu. Zdecydowałem się na zakup tej kawy, bo miałem ochotę na pewien powrót do korzeni. Profil smakowy podany na opakowaniu to nuty bergamotkowe, kwiatowe i brzoskwiniowe, czyli coś, co nieodzownie kojarzy mi się z dobrą, klasyczną Etiopią wysokiej jakości. Właśnie takie nuty zapamiętałem jak Patryk w warszawskich Filtrach zaparzył mi Etiopię w czasach, kiedy dopiero zacząłem bardziej interesować się dobrą kawą. To było wtedy dla mnie objawienie, że kawa może tak smakować.

Johan&Nyström Etiopia Johan&Nyström, Etiopia

Czy udało mi się odnaleźć te korzenie? W dużej mierze tak.

Po otwarciu paczki do nosa dobiegł przyjemny zapach cytrusowo – czekoladowy. Ziarna drobne, matowe, jednorodne.

Kawę sprawdzałem w V60, AltoAir, Kalicie, Chemeksie i Cafflano. Z tych wszystkich metod kawa najbardziej przypadła mi do gustu ta robiona w kalicie. W zapachu dominowały cytrusy i bergamotka, tak przyjemnie, orzeźwiająco. Natomiast w smaku kawa była słodka, na pierwszym planie można było wyczuć nuty brzoskwini, a na drugim planie było bardziej cytrusowo. Całość zwieńczała słodka czekolada i długi posmak. Body na średnim poziomie dobrze komponowało się z charakterystyką tej Etiopii.

Inne metody nie były gorsze. Po prostu Kalita uwydatniła to, co moim zdaniem najlepsze w tej kawie się znalazło. V60 i AltoAir podbiły mocniej nuty cytrusowe, zgubiło się przy tym nieco brzoskwiniowej słodyczy. Chemex natomiast zbyt wydelikacił napar. W Cafflano siłą rzeczy nie było tak czysto w smaku jak w innych metodach, ale można było wyczuć charakterystyczne, cytrusowe nuty.

Podsumowując, to było dobre spotkanie. Etiopia Chelelectu przypadła mi do gustu, przeniosła parę lat wstecz do moich pierwszych, alternatywnych kaw, a jednocześnie dając nowe doznania.

  • Bartosz

    Pięknie napisane. Narobiłeś mi smaku. Chyba poszukam tej kawki i zamówię, bo dawno u mnie w domu Johan nie gościł :)

    • Poe

      Myślę, że będziesz zadowolony :) Po prostu przyjemna, fajna kawka.