Kawa na wynos – Kawa w podóży.

kawa na wynos

Kawa na wynos to domena naszych współczesnych czasów. Poranek, szybkie ogarnięcie, pęd do pracy, po drodze byle złapać gdziekolwiek papierowy kubek wypełniony jakąś kawą. Albo gdzieś w podróży, rozpuszczalna z saszetki wyjętej z dna plecaka. A można tego uniknąć. Smaczniej, pewniej, taniej.

Kawa na wynos z domu?

Jednym z najlepszych sposobów, by kawa na wynos była doskonała, to jednak przemożenie się i… zrobienie jej w domu. Na wynos, rzecz jasna. Przekonywałem Was niejednokrotnie, że przygotowanie filiżanki świetnej kawy o poranku nie wymaga wielkich zabiegów i dużej ilości czasu.

Pomijając metody ręczne, takie jak drip bądź chemex, które przy odrobinie wprawy zajmują kilka minut, wraz z zagotowaniem wody i zmieleniem ziaren, dobrym rozwiązaniem jest lepszej jakości ekspres przelewowy. Wystarczy zmielić kawę, wlać wodę, włączyć i można dalej wędrować, zakładać bieliznę. Magia będzie działa się sama.

kawa na wynos

Tak przygotowaną kawę wystarczy przelać do wielorazowego kubeczka jednorazowego pokroju KeepCupa, albo Contigo, gdy zależy nam na długim trzymaniu temperatury oraz szczelności i można iść w drogę. Nawet w poniedziałek do warszawskiego Mordoru.

Gdy dom nie wchodzi w grę…

Warto rozważyć opcję przygotowania sobie kawy gdzieś po drodze. Oczywiście, robienie jej w autobusie raczej nie jest dobrym rozwiązaniem. Taka kawa na wynos, o której teraz będę pisał, tyczy się przede wszystkim tych, którzy podróżują własnym samochodem bądź mają ochotę na kawę gdzieś w plenerze.

Warto.

Mając podstawowy sprzęt, tak naprawdę ogranicza nas dostęp do gorącej wody. A czym jest ten podstawowy sprzęt? Jest ich kilka, z których sam korzystam przy różnych, wyjazdowych okazjach.

Oczywiście, najważniejszym akcesorium jest młynek żarnowy, ręczny. Bardzo dobrze jest go mieć. Może to być coś podstawowego, jak Porlex czy Rhinowares, albo coś z wysokiej półki, jak Comandante. Wszystkie te propozycje zajmują mało miejsca i zmielą nam kawę w sposób przynajmniej zadowalający. Choć, wyjeżdżając na krótko, czyli dzień – dwa, nie trzeba ciągnąć ze sobą młynka, zwłaszcza, jeśli na kuchennym blacie stoi jakaś bestia z wyższej półki. Czytałem niedawno ciekawy test, w którym udowodniono, że lepiej jest zmielić kawę na kilka dni na zapas w dobrym młynku, niż na bieżąco w słabym ręcznym.

Co konkretnie?

Aeropress jest jednym z podstawowych elementów kawowego wyposażenia na wyjazdy. Stosunkowo niedrogi (nieco ponad 100 złotych), wyjątkowo odporny brutalne traktowanie, zajmuje mało miejsca i bardzo łatwo się go czyści. To czyni go doskonałym narzędziem do robienia kawy w plenerze i w podróży. Do tego dochodzi prostota użytkowania. Właściwie trudno jest zrobić niedobrą kawę przy pomocy aeropressu (mając dobrej jakości ziarna). Podczas wyjazdów rzadko kiedy pilnuję tego, ile gramów kawy wsypuję do niego i ile minut ją parzę. Wszystko mocno na oko. Efekt zawsze przynajmniej zadowalający!

kawa na podróż aeropress

Współczesny rynek kawowy bardzo mocno rozwija się. Niemal każda nisza zostaje zagospodarowana. Przykładem takim jest Cafflano, o którym pisałem już jakiś czas temu. Pomysł idealny w swojej prostocie. W ramach jednego urządzenia otrzymujemy młynek, dzbanek, dripper z filtrem oraz kubek. Ma pewne swoje mankamenty, smak kawy nie jest może jakoś super czysty, ze względu na pył przedostający się przez siateczkowy filtr. Jednak to, na czym się skupiamy to kawa na wynos, gdzieś w podróży, z dala od idealnych warunków.

Mając odrobinę więcej miejsca w torbie, ale i więcej osób chętnych na kawę, wbrew pozorom, dobrym pomysłem może być testowany niedawno przeze mnie American Press. Choć jest to spora i dość ciężka tuba, to jednak wykonana z tworzywa sztucznego, które trudno stłuc. Pojemność niemal 400ml pozwala za jednym zamachem zaspokoić kawowy głód nie tylko jednej osobie. Jednocześnie, obsługa jest banalna. Sprowadza się do wlania gorącej wody i wsypania do koszyczka zmielonej kawy, wsadzenia i odczekania 3-5 minut. Można od razu nalewać. Minusem jest to, że trzeba trochę odczekać, aż przestygną jego wnętrzności, aby go umyć po użyciu.

kawa na wynos

Kiedyś miałem w swoich rękach Handpresso, czyli coś dla fanów espresso w podróży. Dało się tym urządzeniem zdziałać co nieco. Może nie był to tak esencjonalny, lepki, gęsty, słodki nektar jaki da się uzyskać z maszyn gastronomicznych. Jednak, jeśli jesteśmy w… polu, plenerze, albo na parkingu autostradowym i mamy ochotę na kilkadziesiąt mililitrów bardziej skondensowanej kawy niż z metod wymienionych wyżej, cóż, warto wziąć to pod uwagę. Zwłaszcza wtedy, kiedy posiłkujemy się kawą zmieloną samodzielnie, a nie saszetkami ESE, które Handpresso może też przyjąć.

Czy mi się chce?

Zrobiłem Wam taki skrót przydatnych akcesoriów dla często podróżujących miłośników kawy. Teraz pytanie do Was – czy się Wam chce?

Tak, to trzeba przyznać. Robienie sobie kawy samemu, we własnym zakresie, na przykład, mając postój na stacji benzynowej, wymaga pewnego samozaparcia. Zajmuje więcej czasu, przeszkadzać mogą też zdziwione spojrzenia postronnych ludzi. A duży, lśniący automat stoi i kusi widmem pełnego kubka jakiejś kawy za 5 – 8 – 10 złotych.

kawa na wynos

Trochę inaczej sytuacja wygląda w hotelach. Pokoje mają często na wyposażeniu czajnik i zastawę, przygotowanie najprostszej, własnej kawy nie jest żadnym problemem. Ale z drugiej strony, jest śniadanie, stoi jakiś automat z jakąś kawą… No właśnie, ponownie. Jakieś. Słowo klucz.

To pytanie powinno być kluczowe – jak bardzo mi się chce pić jakąś kawę, a jak bardzo chcę dobrej kawy. Kawa na wynos na pewno jest opcją szybką i bezinwazyjną. Policzcie sobie jednak, ile w skali miesiąca, kosztuje branie jakiegoś podstawowego cappuccino w mijanej co dzień kawiarni. 8 – 10 złotych za kubek? Dwadzieścia razy w miesiącu? 160? 200? Trochę to jednak jest, na samą kawę.

Wygoda kosztuje, a za nią niekoniecznie idzie dobra jakość i dobry smak.