Kawa w domu: Cafflano – Kawowa Mobilność

Cafflano

Szybka, dobra kawa, w każdych warunkach, to marzenie niejednego i niejednej z Was. Moje też. Stąd też duże powodzenie małych, ręcznych młynków, Aeropressu, kubków termicznych… A twórcy Cafflano postanowili zrobić pełną integrację wszystkich akcesoriów. Co im z tego wyszło?

Obecne czasy wymuszają na większości z nas duży pęd życia. Praca, dom, znajomi, wyjazdy, przygody, imprezy, nowe doświadczenia, znowu praca… Doby nie starcza. W tym wszystkim coraz częściej próbuje się stworzyć namiastkę powolnego, zbalansowanego życia – slow foodslow coffee…  Czasami przybiera to aż groteskowe formy, jak jedna z restauracji, o której słyszałem, mająca wystrój jak duży, wiejski dom, mająca dać tym wszystkim pędzącym namiastkę czegoś, co było normą jeszcze nie tak dawno temu.

I w takich oto okolicznościach trzeba sobie wyrywać normalne czynności, by człowiek nie zwariował. Jedną z takich rzeczy jest choćby własne parzenie kawy. Jednak, by robić to gdzieś w biegu, trzeba ten proces maksymalnie zmobilizować. A kto inny mógłby to zrobić lepiej, jak nie Azjaci? Cafflano, bo o tym produkcie mowa, to koreańska (południowo koreańska) próba zdefiniowania mobilności i kawy. To bardzo świeży produkt na rynku. PopularCoffee to jedno z niewielu miejsc, gdzie można przeczytać kompleksową recenzję tego urządzenia, stąd też dziękuję CoffeeDeskowi za udostępnienie Cafflano do testów.

Cafflano

Lubię, gdy coś się dzieje. Moja praca to codziennie inne miejsce, inni ludzie, inne sytuacje, nieraz wiele godzin spędzonych w różnych warunkach, w mrozie, w deszczu. Czasami są to wyjazdy na kilka dni. Niekiedy uda się wyskoczyć gdzieś na chwilę urlopowo, w przyrodę, choćby na urokliwe Roztocze. Dlatego oprócz zadbania o solidne zaplecze kawowe w kuchni, musiałem także zorganizować sobie możliwie najlepsze rozwiązania podróżne. Przerabiałem już różne opcje. Był ceramiczny dripper i ręczny młynek. Spory zestaw, niezbyt poręczny i kruchy. Obecnie to aeropress i inny ręczny młynek. Mniejszy, trwalszy, lepiej mielący. Do tego dobry, szczelny termokubek i gotowe. Niewielkie, podłużne urządzenia, które zmieszczą się w plecak. Sprawdza się to bardzo dobrze. Łatwo utrzymać w czystości (fusy z aeropressu zostają wyciśnięte choćby i na trawę, zostawiając urządzenie niemalże czystym), ryzyko potłuczenia czegoś praktycznie zerowe, a zapach i smak… Coś cudownego! Znajomi z pracy, gdy jesteśmy gdzieś na zdjęciach, chętnie potem podpijają mi kawę…

Dlatego, gdy dowiedziałem się o projekcie Cafflano, śledziłem rozwój pomysłu z zainteresowaniem. Połączenie dzbanka, młynka, drippera i termokubka… Bo tym właśnie jest Cafflano. Idea słuszna – integracja w jednym urządzeniu kilku. Jestem za. Kiedyś miałem okazję korzystać z Grindrippera, czyli połączenie w jednym młynka oraz drippera z papierowym filtrem wewnątrz. Ma swoje wady, ale zadanie spełnia. Czy Cafflano jest kawowym narzędziem idealnym? Przyjrzyjmy mu się dokładnie.

Cafflano Cafflano Polska

Po wyjęciu go z opakowania w ręku trzymamy kawał solidnego, plastikowo-metalowego urządzenia. Ręką obejmuję go tak nieco za połowę. Czarna bryła z czerwonym wykończeniem wygląda prosto i efektownie, zwłaszcza że tworzywo ma ładną fakturę, która dodatkowo poprawia chwyt. Po odkręceniu czerwonej pokrywki oraz górnej części, czyli dzbanka, oczom ukazuje się młynek. Jest to konstrukcja oparta o żarna ceramiczne, stożkowe. Rączka do mielenia jest składana, dzięki czemu wszystko jest skondensowane w jedną całość. Po wykręceniu młynka jest stożkowy filtr wielorazowego użytku, z bardzo drobnej, metalowej siatki. Ten element już nie jest wykręcany a wyciągany. Pod nim już znajduje się wnętrze kubka termicznego wyłożonego wewnątrz aluminium.

Cafflano rozłożony na części, więc przyjrzyjmy się każdej z nich. Główna pokrywka całego sprzętu pełni przy parzeniu funkcję konewki do polewania wodą kawy. Niewielki otwór tuż pod rantem gwarantuje bardzo cienki strumień wody, prawie jak z profesjonalnego dzbanka. Prawie. Nie jest on tak jednostajny i delikatny. Jeśli założymy na dzbanek pokrywkę, wówczas odcięty jest dostęp powietrza, przez co jest ono zasysane przy polewaniu przez dzióbek. Z kolei gdy nie korzystamy z pokrywki, wodę łatwo jest przelać nad rantem. Podkreślam jednak, że mówimy cały czas o urządzeniu mobilnym, a nie profesjonalnym, kawiarnianym sprzęcie. Niewątpliwym mankamentem jest słaba izolacja tej części. Po wlaniu gorącej wody bardzo szybko nagrzewa się, a z powodu braku jakiegokolwiek uchwytu, szczerze, dość ciężko mówić tu o komfortowym trzymaniu tej konewki. Parzy. Ale duży plus za sam pomysł i naprawdę w porządku strumień wody, jak na tego typu sprzęt. Dzbanek mieści niemal 250 ml wody, a więc tyle wyjdzie nam jednorazowo kawy (co w efekcie przełoży się na około pół kubka, o czym za chwilę).

Cafflano Cafflano

Zanim jednak zaczniemy cokolwiek polewać, trzeba zabrać się za mielenie. Młynek sprawia wrażenie solidnego. Żarna są nieźle ustabilizowane, nie czuć żadnych luzów na osi. Całość jest regulowana przez odkręcenie rączki i pokręcenie ząbkowanym pierścieniem. Nie jest to idealne rozwiązanie, można byłoby to wygodniej jakoś załatwić, ale w momencie, kiedy mamy ściśle ograniczoną ilość wody (w cafflanowym dzbanku), co wymusza stosowanie praktycznie zawsze tej samej dozy kawy, regulacja młynka jest potrzebna sporadycznie. Wystarczy na początku znaleźć jakieś optimum, by później się go trzymać. Tak przynajmniej wyszło mi podczas mojego użytkowania. Nie ma co się spodziewać perfekcyjnej jakości przemiału rodem z dużych, elektrycznych młynków żarnowych. Jakość przemiału na mój gust jest nieco słabsza niż w Porleksie czy Rhinowares. Mam też zastrzeżenia co do samej ergonomii mielenia. W młynku mieści się sporo, bo 25g ziaren. Jest więc spory zapas na zabawy z dozą. Jednak samo mielenie nie należy do najwygodniejszych. Po pierwsze, Cafflano, ze względu na to, że jest urządzeniem all-in-one, nabrało gabarytów w stosunku do tradycyjnego, przeciętnego kubka termicznego. Jak wspomniałem na początku, dość trudno objąć ręką urządzenie, co o ile w przypadku samego picia kawy nie jest aż tak przeszkadzające, o tyle przy mieleniu, gdzie trzeba dobrze chwycić konstrukcję, przysparza to pewnych problemów. Natomiast rączka do ergonomicznych niestety nie należy. Kręcenie nią jest niezbyt wygodne, a zawias pozwalający złożyć ją na pół nie posiada żadnej blokady, więc w czasie mielenia nieco to może przeszkadzać.

Cafflano Cafflano

Po zmieleniu, młynek wykręcamy i odkładamy na bok. Kawa trafiła bezpośrednio do filtra. Nie pozostaje nic innego, jak wziąć wypełniony wodą dzbanek i zacząć przygotowywać kawę tak, jak w każdym dripperze – najpierw nieco wody by namoczyć i otworzyć kawę, a później, partiami, kolistymi ruchami, aż wszystko przesączy się do kubka. Jeśli wszystko pójdzie dobrze (czyli nie zmielimy zbyt drobno kawy, co skutecznie zapcha filtr), po dwóch – trzech minutach wyjmujemy filtr, fusy wyrzucamy, filtra już nie, ten zostawiamy na boku i mamy gotową kawę.

Cafflano Recenzja

I co na temat kawy? Jest pachnąco, jest przyjemnie, smacznie i świeżo. Oczywiście, nie doświadcza się tutaj feerii smaków i zapachów, jak w skrzętnie przygotowywanym dripie w domu bądź kawiarni. Jednak na warunki polowe, podróżnicze czy… biurowe (o tym za chwilę), jest bardzo przyzwoicie! Kawa wychodzi konkretna w smaku, cięższa niż z klasycznego, papierowego dripa bądź aeropressu (choć to pojęcie względne, mając na uwadze mnogość możliwości parzenia kawy w aero), lekko zabrudzona. Wpływ na to ma przede wszystkim połączenie młynka, który lubi wyprodukować nieco pyłu z siateczkowym, metalowym filtrem. Tutaj, podobnie jak we French Pressie bądź metalowym filtrze do chemeksa, drobinki pyłu kawowego przedostają się przez siatkę, osadzając się już w gotowej kawie. Przez to odczuwalnie jest wyższe body, ale i nieco wyższa gorycz oraz zaburzona jest czystość smaku.

Kawa przygotowana, na kubek można założyć pokrywkę i w drogę! Choć pamiętać trzeba, że pokrywka spełnia tu tylko rolę… pokrywki. Żeby napić się kawy, trzeba ją zdjąć. Nie jest to też taka zatyczka, by nie uroniła się ani kropla. Bardziej pełni funkcję izolacyjną, by kawa wolniej oddawała ciepło.

Cafflano Coffee

Dla kogo zatem jest Cafflano? To mobilne urządzenie kawowe sprawdzi się doskonale na biwakach, w domkach kempingowych, gdzieś w hotelu bądź biurze, gdzie całość można wrzucić sobie do szuflady i wyjąć w razie potrzeby. Czyli nie są to bardzo ekstremalne warunki, ale z pewnością często spotykane. Dlaczego z Cafflano może być nieco większy problem gdzieś choćby na górskim szlaku? Właśnie przez tę jego kondensację. W momencie, kiedy przygotujemy kawę i chcemy iść w drogę, trzymając kubek w ręku, zostają nam luzem młynek, filtr i dzbanek. Żeby wszystko dobrze spakować, trzeba dopić kawę i w miarę dobrze osuszyć kubek, bo szkoda, żeby resztki kawy moczyły młynek i jego elementy.

Pewnie dla niektórych wyżej wymienione uwagi mogą być kompletnie nieważne. Nie są to duże uchybienia, ale czasami mogą to być istotne informacje dla części osób.

Cafflano test Cafflano

Podsumowując, uważam Cafflano za ciekawe, nowatorskie podejście do tematu mobilnej kawy. Na pewno zdobędzie grono fanów, co już się dzieje, obserwując opinie i zdjęcia w sieci. Myślę, że twórcy Cafflano dobrze wyczuli niszę, gdzie jeszcze można coś zdziałać i mając niezłą podstawę w postaci obecnej wersji, z czasem opracują model jeszcze lepszy, choć i temu nie można zarzucić specjalnie dużo. Należy tylko sobie odpowiedzieć na pytanie, czego oczekujemy od podróżnego zestawu. Czy minimalnego miejsca w bagażu, czy nieco lepszego smaku kawy przy użyciu osobnego młynka i osobnego urządzenia oraz kubka. Bo cenowo wyjdzie nam podobnie. Obecnie Cafflano to koszt czterystu złotych. To sporo na pierwszy rzut oka. Jednak, gdy zsumuje się koszt zakupu młynka ręcznego, aeropressu i dobrego termokubka, okazuje się, że oscyluje się w podobnej kwocie.

A za udostępnienie Cafflano do testów dziękuję bardzo ekipie CoffeeDesk.pl!

CoffeeDesk

  • pawel

    A skąd w plenerze wziąć gorącą wodę? ;)
    Cała idea super-kompaktowego sprzętu runie przy powyższym pytaniu. Zabieranie wrzątku w termosie to imho bezsens. Sam mam zasadę, że jeśli tam gdzie jadę nie ma gniazdek – nie zabieram sprzętu do kawy,ewentualnie już zaparzoną w jakimś termosiku czy kubku. A jesli jest gniazdko (np. podróże pociągiem ) – zabieram grzałkę turystyczną, emaliowany kubas, aeropress i najmniejszy młynek. Domyślam się, że ta plastikowa miseczka nie jest przystosowana do kontaktu z grzałką. Generalnie – dla mnie przekombinowane i bez sensu.

    • Poe

      He he, właśnie przypomniałeś mi, że miałem o tym wspomnieć w tekście ;) No to jest mankament dość spory. Ale z drugiej strony, jeśli ktoś naprawdę zabiera się za wędrówki, wspinaczki, długie podróże, to zawsze liczy się z tym, że zastanie go noc czy zła pogoda i zawsze trzeba mieć możliwość podgrzania wody. Na cokolwiek – herbatę, kawę, zupę w proszku… No a jeżeli przygotowujesz kawę przed wyjściem w trasę, to zazwyczaj mieszkasz w hotelu, schronisku czy namiocie. W takich miejscach też nie ma co się rozkładać z dziesiątkami akcesoriów kawowych, tylko niezbędne minimum :)

  • Wizualnie bardzo mi się podoba i idea też zacna. Minusem jest jednak cena i fakt że trzeba na szlak osobno zabrać też wrzątek. Ale recenzja bardzo rzetelna i ciekawa :).
    ps. Miłośnik rolek ;)

    • Cena jak za jakiś sprzęt +młynek. A niedobór wrzątku to bolączka każdej metody i urządzenia niestety ;)

      Lubię śmignąć na rolkach, nie przeczę ;)

      • Ja za to rowerowy maniak jestem ;)

        • Ja nie aż tak, zwłaszcza, że de facto nie mam roweru :P tzn. mam, ale trudno go nazwać innym jak „byle by był”. Ale planuję w końcu na wiosnę kupić coś normalnego i więcej pośmigać. Chciałbym też zobaczyć, jak się jeździ na klasycznej szosówce.

          • Oj szosówki to i ja bym spróbowała! Ja na rower wsiadłam 1,5 roku temu i teraz to mój środek transportu-niezależnie od pory roku ;).