Kawa a sprawa (sprawka?) włoska

Dyskutując o kawie, interesując się kawą, czytając o kawie, nie da się pominąć pewnej kwestii – Włochy. Od tego generalnie się zaczyna. Od słynnego, wybornego, Espresso Italiano. Kawa włoska – pytanie tylko, do czego nas to prowadzi.

 

Większość osób kochających kawę, którye znam, swoją przygodę z tym naparem zaczęło właśnie od zachwytu nad włoskimi mieszankami. W końcu tyle się słyszy o kawie z tego kraju, o mocy, smaku, skondensowanej w 25 ml z 7g kawy włoskości. W końcu jakiś punkt zaczepienia musi być, a od tego zacząć najłatwiej, tj. z rozpuszczalnej czy sypanej kawy początkowo chce się dążyć do espresso. Bądź co bądź, funkcjonuje w społeczeństwie archetyp, że najlepsza kawa to kawa włoska, najlepiej jako espresso.
 
Nie chcę, żeby to był kolejny artykuł o tym, jakie włoskie espresso jest złe, jakie włoskie palarnie są złe, itp. O tym już wiele napisano. Oczywiście, żeby nakreślić tło, nieco ten temat poruszę, ale nie to jest clou programu. 
 
Podczas dyskusji na forum zwrócono uwagę na niechlujność baristów we Włoszech. Niedbałość przy dystrybucji kawy w sitku, beznadziejne ubijanie, brudne kolby czy niepłukanie grupy. Jest to niemal regułą w kawiarniach. A jednocześnie właśnie Włosi przywłaszczyli sobie monopol na dobrą kawę, w ich mniemaniu. 
 
Na mniemaniu jednak się kończy, bo prawdą to nie jest. Czasy się zmieniły i włoskie espresso na pewno nie jest tym właściwym espresso. No bo czym właściwie ono jest? Jest to kawa zrobiona w maszynie ciśnieniowej, w niewielkiej ilości, ok. 25-35ml w około 25-35 sekund dla pojedynczej porcji. Słynne 7 gramów kawy, 25 mililitrów w 25 sekund to pewien wyznacznik opracowany swego czasu przez INEI (włoski instytut ds. espresso) jako jedyny, prawdziwy i obowiązujący. Z czasem okazało się jednak, że te wyznaczniki wcale nie są gwarantem odpowiednio smakującej kawy. Bariści i roasterzy w innych państwach zaczęli zabawę z espresso i doszli oni do wniosku, że włoskie standardy idealnie nie są. Mało tego, w porównaniu z bardzo przeciętną, włoską kawą daje kiepskie efekty. Przeciętną, gdyż bardzo mocno paloną, często z dużym dodatkiem robusty, a nawet jeżeli mieszanka jest oparta o ziarna arabiki tylko i wyłącznie, to najczęściej są to ziarna gorszej jakości (spalone wszystko smakuje tak samo). 
 
Jednak Włosi na tyle przywiązali się do swojego espresso, że stało się to ich rodzajem towaru eksportowego. Tym, czym w stosunkach międzynarodowych jest określane mianem softpower. Jest to wszelka niemilitarna siła danego państwa. Atrakcyjność jednego państwa (w danych sektorach) dla społeczeństw innych państw (a więc najczęściej ma charakter transgraniczny. Nie międzynarodowy, czyli pomiędzy rządami poszczególnych państw). Przykładowo, Amerykanie z powodzeniem eksportują swoje kino na cały świat, a co za tym idzie, pewien dyskurs i światopogląd uznawany przez Amerykanów, jest zaszczepiany w społeczeństwach innych państw. Albo francuska kuchnia. Francuzi przecież mają mnóstwo rodzajów promocji swojej kuchni, by podtrzymać swoisty archetyp przodownictwa francuskich potraw. A niemiecki Instytut Goethego czy brytyjski British Council? To nic innego jak właśnie eksport własnej kultury na inny grunt pod szyldem nauki, wymiany doświadczeń, etc. Pokojowe narzucanie wzorców i własnej kultury. 
 
I podobnym działaniem jest właśnie Espresso Italiano. Dlatego tak bardzo Włosi „złoszczą się”, jeśli ktoś wytyka im słabą kawę i brak reform na ich kawowym polu, bo espresso pojmowane w sposób włoski jest ich sposobem na funkcjonowanie w obiegu społecznym. To koordynacja działań zarówno na szczeblach państwowych, jak i stricte handlowych, czyli duże, włoskie, przemysłowe palarnie, które mogą palić jakiekolwiek ziarna, bo i tak wychodzi z nich to samo, chcą utrzymania statusu quo tej włoskiej odmiany kawy. Tak prowadzony marketing prowadzi do bardzo wysokiego stanu zacietrzewienia wielu Włochów, którzy emocjonalnie reagują, gdy krytykuje się ich boskie espresso (a i wewnątrz Włoch panuje podział, czy poprawne espresso jest to z Północy, czy z Południa…). Z resztą, bardzo fajnie, kilkukrotnie wspominano o tym na blogu Mastro Antonio
 
No właśnie. Zauważcie, że nie słyszy się o włoskich palarniach speciality, o włoskich singlach, o włoskich kawach pod metody alternatywne. Nie. To w kółko, te same szyldy promujące te same, nijakie ziarna. A ci, którzy próbują coś w tej kwestii zmienić we Włoszech stawiani są na równi ze zdrajcami narodu. 
 
I tak to jest, gdy elementy kulturowe zaczynają przeplatać się z polityką, pieniędzmi i stosunkami międzynarodowymi. Rozsądek idzie w odstawkę.