Zmielone i Wypite: Kenia Kainamui Lot 141, Johan & Nystrom

kenia kainamui lot 141 johan nystrom

Palarnia: Johan & Nyström

Kawa: Kenia Kainamui Lot 141

Obróbka: Washed (myta)

Palenie: jasne

Profil wg palarni: słodka, soczysty grejpfrut, czarna porzeczka, jeżyna, lemoniada

Ostatnio przechodzę przez okres pt. Kenie są już nudne. Dobre, ale nudne. Stąd od jakiegoś czasu przy zakupach raczej omijam kawy z tego regionu świata. Absolutnie nie mam nic przeciwko nim, bo to właśnie kenijskie ziarna najczęściej są tym pierwszym zachwytem i zachłyśnięciem się bogactwem smaków kawy. Mnóstwo rześkości, body lekkie lub syropowate, dużo czarnych porzeczek, rabarbaru, malin… Wymieniać by sporo, ale wszystko w bardzo podobnych klimatach.

Będąc w Kołobrzegu na Mistrzostwach Polski Brewers Cup 2016 oczywiście nie było samych mistrzostw, a także nieco rzeczy dookoła. Taki festiwal kawowy. No i stało się. Tak, jestem w sporej mierze wzrokowcem, więc mój wzrok padł nie na paczkę, a na pudełko kawy. Od Johana & Nystroma. Przepadłem. Choć widziałem, że w środku jest Kenia, to jednak w głowie zaświtała myśl, że może jednak warto sięgnąć znów po coś przepysznie przewidywalnego? Tym bardziej, że chwilę potem miałem okazję jej spróbować, bo baristka Fatima, właśnie prosto ze Szwecji, akurat ją parzyła w dripie. Choć podana w papierowym kubku, który jednak nie jest dobrym naczyniem na kawę,  miała w sobie coś, co pchnęło mnie do kupna całego opakowania. Z resztą nie jestem osamotniony w  tym pudełkowym zawrocie głowy, bo na portalu Sprudge.com możecie znaleźć dokładną analizę całości, wraz z garścią informacji jak ten projekt powstał. Pudełkowy Johan ma być edycją specjalną dla niektórych ziaren, z którymi wiąże się jakaś historia bądź bardzo ograniczona ilość.

Moje pudełko to Kenia Kainamui Lot 141. Podobno do sprzedaży trafiło tylko nieco ponad 300 paczek. Pamiętając, że ta szwedzka palarnia ma zasięg na całą Europę jak nie dalej. Po otworzeniu pudełka w środku znajduje się czarna torebka z wentylem opisana srebrną czcionką oraz obszerna ulotka z informacją o kawie i arkuszem oceny sensorycznej do własnoręcznego wypełnienia.

kenia kainamui lot 141 johan nystrom kenia kainamui lot 141 johan nystrom

Otwarcie paczki to bardzo silne, słodkie nuty owocowe charakterystyczne dla kaw z tego regionu. Czarna porzeczka, jeżyny, truskawki. Tu wszystko bardzo wyraźne, czyste, rześkie. Czuć, że będzie można spodziewać się czegoś więcej niż zwykle.

I nie zawiodłem się na swoich podejrzeniach. Kawa trafiła najpierw do V60 z dozą 1:16,5 (1g kawy na 16,5g wody), czas w okolicach 2:30-45 z 30-sekundową preinfuzją a następnie ciągłym, powolnym polewaniem. Zapach, który uniósł się z dzbanka to moc czarnych owoców, odrobiny cytrusów, brak jakichkolwiek nut cięższych, jak kakao czy czekolada. W filiżance to, co rzuca się na pierwszy plan to wielka słodycz czarnych porzeczek czy jeżyn, wytrawność czerwonego grejpfruta i bardzo rześki finisz, przypominający wspomnianą w opisie kawy lemoniadę z cytrusów. No i niezwykła, bardzo pożądana czystość, średnie body i długi finisz.

Takim smakom nie mogłem odpuścić na zimno. W jeden z ciepłych dni, po pracy, do serwera wrzuciłem 100g lodu, w aeropressie umieściłem 20g kawy, 70g gorącej wody, metoda nieodwrócona, parzenie przez 2:30, przeciskanie i całość uzupełniłem 50g wody gazowanej. Nieskromnie powiem, że wyszło bardzo przyzwoicie, choć przy następnym podejściu zmniejszyłbym ilość lodu nieznacznie na rzecz większej ilości gorącej wody w aero. Napój wyszedł bardzo orzeźwiający, owocowy, dobrze komponujący się z wodą gazowaną i lodem.

Naprawdę, dawno nie zdarzyło mi się pić tak czystej i soczystej Kenii. Kiedy po powrocie z Kołobrzegu zrobiliśmy sobie ze znajomymi cupping, na stole wylądowało sporo dobrych ziaren, Kenia Kainamui bardzo mocno wybijała się i przykuwała uwagę wśród wszystkich.

Przyznaję, nie wszystkie kawy z tej sztokholmskiej palarni mi podeszły, które piłem do tej pory, zdarzały się ziarna przeciętne, a ich mieszanki pod espresso raczej omijam, bo można dostać dużo ciekawsze blendy. Nieraz jednak ich kawy mnie w pełni rozłożyły na łopatki z błogim uśmiechem i tak właśnie było z tym pudełkiem.

  • Michał Filipek

    W sumie mam podobne wrażenia smakowe. I tak jak tobie mi ta kawa bardzo smakuje -co dla J&N niestety nie jest normą. Już dawno nie miałem w kubku tylu czarnych porzeczek. Świetna kawa.

    • To prawda. J&N potrafi zaskoczyć. W obie strony. Albo, za przeproszeniem, urywa d…, albo pozostawia grymas na twarzy, dziwiąc się, że coś takiego jest nazywane kawą specialty. Na szczęście ta Kenia zdecydowanie kwalifikuje się do tej pierwszej grupy i jak dla mnie ogólnie w czołówce kaw, które najbardziej mi posmakowały.