Zmielone i wypite: Kofi Brand, Etiopia Boginda

Kofi Brand Etiopia Boginda Natural

Palarnia: Kofi Brand, Warszawa, Polska

Kawa: Etiopia Boginda

Obróbka: Natural

Palenie:  bardzo jasne, pod alternatywy

Profil wg palarni: Truskawki, jagody, herbata Earl Grey

Kofi Brand to jedna z najbardziej znanych i cenionych polskich palarni kawy segmentu specialty. Warszawska palarnia oferuje szereg singli palonych pod metody alternatywne oraz co nieco pod espresso. W ostatnim czasie, Kofi Brand postarał się o zdobycie surowca od Nordic Approach, co w połączeniu z bardzo dobrym paleniem dało oszałamiające efekty, zwłaszcza w przypadku Kenii (a te są aż trzy w ofercie na tę chwilę – Kii, Karriru, Thimu). Jednak po ostatniej Kenii  z Czarnego Deszczu, stwierdziłem, że mam większą ochotę na Etiopię Bogindę, która swoim profilem smakowo – zapachowym oraz naturalną obróbką bardzo mnie zachęciła. Kawy z Etiopii z obróbki typu natural charakteryzują się z reguły przyjemnymi, dość ciężkimi nutami jagód, winną wytrawnością oraz dużą dozą słodyczy.

Nie inaczej jest w tym wypadku. Zapach dobiegający z paczki bardzo przyjemny. Czuć słodką truskawkę, lekką jagodę i świeże ciasto drożdżowe. Ziarenka są bardzo jasne, ładne, kształtne. Po zmieleniu zapach intensyfikuje się. Jest owocowo – słodki.

Kofi Brand Etiopia Boginda Natural Kofi Brand Etiopia Boginda Natural

 Kawa ta trafiła do mnie w okresie, kiedy nałożył mi się brak wszelkich filtrów w domu poza testowaną Kalitą oraz Aeropressem. Udało mi się pożyczyć od znajomych dwa filtry pod V60, stąd kawa przeszła tylko przez te metody. Ale to wystarczyło, żeby miło zaznajomić się z tymi ziarnami.

Kalita ma tę przyjemną specyfikę, że lubi zaokrąglić kawę i podciągnąć w górę jej naturalną słodycz, ucinając nieco kwasowości. W efekcie, filiżanki wypełniały się zawsze płynną słodyczą o ciężkim, owocowym zapachu, z lekką nutą winną. Choć raczej preferuję kawy o wyższej kwaskowatości, smakowała mi. Choć brakowało jej takiej słodyczy, jaką miałem przyjemność kilka miesięcy temu doznać w jednej z kaw z Kostaryki spod szyldu Coffee Proficiency, również z obróbki naturalnej. Po pierwszym, owocowym planie, pojawiała się lekka goryczka przypominającą właśnie tę z herbaty typu Earl Grey, o czym Kofi Brand wspomina na etykiecie.

Jednak przy tej kawie warto powstrzymać się z szybkim zalewaniem. Przy wyższych temperaturach zaparzania, gorycz szła ciut za wysoko, obcinając owoce. Przy początkowej temperaturze 88-90 st. C było optymalnie.

W aeropressie była właściwie powtórka z rozrywki z nieco bardziej zarysowaną kwaskowatością, ale na minimalnym poziomie.

Kawka wylądowała także jako baza do irish coffee. Sprawdziła się wyśmienicie. Słodycz, ciężka owocowość i minimalna kwasowość bardzo dobrze skomponowały się z ostrym alkoholem i śmietanką. Zdecydowanie warto dać się jej wykazać w takim połączeniu!

  • paweł

    Przydatna recenzja, zapisane na liście „do spróbowania”, zwłaszcza że lubię goryczkę w dripie.

    Żeby zaspokoić moje czepialstwo (z góry przepraszam!!!): Zamiast „earl gray” proponuję jednak „Earl Grey”, oraz (co istotne ze względu na profil bloga, a co nagminne w internetowym piśmiennictwie kawowym) zamiast „speciality” – „specialty”
    Pozdro!!!

    • Poe

      Dzięki za zwrócenie uwagi! :)

    • paweł

      To znowu ja :)
      Aczkolwiek trochę się zagalopowałem – okazuje się, że brytyjskojęzyczni jednakowoż korzystają z określenia speciality, chociaż w internetach i generalnie na kawach częściej spotyka się specialty (np wikipedia). Ciekawe, że SCAE ma w skrócie „speciality”, natomiast SCAA „specialty” :D

      • Poe

        Ha ha, masz rację! :D pewnie „specialty” brzmi tak bardziej amerykańsko („speszjalty”) a „speciality” tak dostojnie i brytyjsko ;)