Kubek termiczny i na wynos – co warto wiedzieć

loveramics nomad

Pędzimy każdego dnia. Od rana do wieczora. Praca, zajęcia, znajomi, projekty i tak sobie leci. Kawa bardzo często towarzyszy nam w tych codziennych maratonach. Niestety, nie zawsze jest możliwość, by wypić ją w zaciszu własnego domu bądź w kawiarni, korzystając z wolnego czasu. Dlatego widok kogoś dzierżącego kubek termiczny w dłoni lub inny na wynos, papierowy lub wielokrotnego użytku, nie jest już niczym dziwnym. Mnie przez lata picia kawy też nazbierało się trochę kubków, które dobrze sprawdzają się w różnych podróżach. Postanowiłem zebrać je w jednym tekście i opisać ich zalety, wady oraz sytuacje w których sprawdzą się najlepiej.

Kubek termiczny czy na wynos?

Najpierw powinniśmy się zastanowić, do czego kubek powinien nam służyć. Oczywiście, że do tego, by nalać do niego kawę i pić ją w drodze. Jednak w niektórych sytuacjach ważniejsze będzie długie podtrzymywanie temperatury napoju, a kiedy indziej po prostu wypicie w ciągu kilkunastu minut. Więc albo wybieramy kubek termiczny, albo rodzaj kubka na wynos wielokrotnego użytku, tak, żeby nie wykorzystywać tych papierowych jednorazówek z plastikową pokrywką w kawiarniach bądź na stacjach benzynowych.

Wydawać by się mogło, że kubek termiczny zawsze będzie najlepszą opcją. Jednak przekonałem się, że kubki na wynos wielokrotnego użytku mają naprawdę dużo zalet, a termokubki kilka wad. Zobaczycie to na poszczególnych przykładach poniżej.

Termokubki

Mam dwa kubki termiczne. Wysłużony model ContiGo oraz kubek-termos Kinto Travel Tumbler. Pierwszy dostałem chyba z  sześć lat temu, bo pamiętam jak zaczął mi towarzyszyć w nadrannych wyprawach na zajęcia na filmówce w Warszawie. Bus o 5:00 rano z Lublina, środek zimy, a w ContiGo jakaś Rwanda, bo doświadczyłem trawiasto – ziemniaczanych nut. Cudownie wręcz.

Kubek termiczny ContiGo

To, co mnie zachwyciło w samym kubku, to jego niesamowita szczelność, odporność na wstrząsy oraz długość utrzymywania temperatury. Do tego możliwość obsługi jedną ręką, co nie jest oczywistością. Do blokowania i odblokowywania oraz picia nie trzeba angażować obu rąk. ContiGo słynie ze swoich rozwiązań w kwestii szczelności i łatwości użycia, niezależnie od modelu. W mojej wersji wystarczy przesunąć kciukiem wypustkę by uniemożliwić otwarcie się uszczelki zatykającej ustnik. W pozycji odblokowanej wystarczy jak nacisnę przycisk i mogę swobodnie pić kawę. Warto odnotować fakt, że nawet jeśli kubek nie jest zablokowany na stałe, to i tak z niego kawa się nie wyleje. Oczywiście gdyby Contigo niezablokowany był w torbie, nietrudno o wciśnięcie i rozlanie. Na takie podróże trzeba przesunąć blokadę. Ale przypadkowe strącenie go na stoliku, czy na biwaku na trawie nie spowoduje wylania zawartości.

kubek termiczny contigo

Taki mechanizm niesie za sobą pewne problemy związane z utrzymaniem czystości. Jest on na tyle rozbudowany w środku – uszczelki, sprężynka, pokrętło do otworzenia całego systemu, że nagle tworzy się mnóstwo zakamarków, w które trudno dotrzeć gąbką i płynem do mycia naczyń. Żadnego z testowanych kubków nie sprawdzałem w zmywarkach. Niestety, kawa ma to do siebie, że taka zaschnięta, gdzieś w szczelinach, może skutecznie psuć smak świeżego napoju, dając charakterystyczny posmak.

Kubek termiczny ContiGo we wnętrzu jest stalowy. To najpopularniejsze rozwiązanie stosowane w tego typu naczyniach. Mamy tu do czynienia z podwójnymi ściankami ze stali nierdzewnej, co daje bardzo dobre właściwości termiczne. W połączeniu z dobrze uszczelnioną górą gwarantuje długie utrzymywanie ciepłoty (lub zimna) napoju. Co też charakterystyczne dla stalowego wykończenia – nigdy nie jest to w pełni obojętne dla smaku kawy. Po kilku użyciach pozostaje trudny do wyeliminowania zapach i posmak. Mimo dobrego wypolerowania stali i braku łączeń oraz spawów w środku ContiGo, szybko osadza się na ściankach kawowy osad.

termokubek contigo

Bardzo cenię kubki termiczne z tej firmy za ergonomiczne ustniki. Są dobrze wyprofilowane, pasują do ust, kawa nie wylewa się przy piciu gdzieś na pokrywkę i brodę. W moim modelu z uchem wygodnie się z niego korzysta zarówno lewą jak i prawą ręką, bo ustnik jest po obu stronach pokrywki. Przy piciu drugi otwór służy jako odpowietrzacz.

Utrzymanie temperatury (300ml wody 75 st. C): spadek o 7 stopni po godzinie.

Kinto Travel Tumbler

Akcesoria Kinto bardzo podobają mi się ze względu na prosty, nowoczesny, minimalistyczny design. Kinto Travel Tumbler wpisuje się dobrze w stylistykę firmy. Termo kubek, który jednocześnie jest termosem to prosty, szary, matowy walec i ładna, równie prosta zakrętka. Całość jest przyjemna w dotyku, nie jest tak zimna, jak gładka stal, wszystkie elementy są dopasowane i zdecydowanie z dobrej jakości materiałów.

kinto kubek termiczny

Konstrukcja to ponownie sprawdzone rozwiązanie, czyli podwójne ścianki, dające świetną izolację. W przeciwieństwie do ContiGo, tym razem nie ma tu żadnych skomplikowanych systemów zatykających i otwierających. Jest tu dwuczęściowa zakrętka, bardzo dobrze uszczelniona. Albo całkiem odkręcamy termos, albo tylko górną część służącą do picia – z każdej strony. W Kinto Tavel Tumbler nie ma ustnika. Kawę możemy pić z każdej części obwodu. To rozwiązanie ma kilka zalet – dzięki szerokiej średnicy szyjki, bardzo dobrze czuć zapach kawy. Ze wszystkich testowanych kubków termicznych, ten dostarczy nam najlepszych doznań zapachowych.

Pijemy z niego wygodnie, niezależnie od tego jak złapiemy termos oraz można też łatwo nalać napój do innego naczynia – czyli podzielić się kawą z towarzyszem podróży. Do tego na plus należy zaliczyć dobrze wyprofilowaną część, która styka się z ustami. Podobnie jak z ContiGo, można bezpiecznie wstrząsać termosem, nosić go w torbie i nie martwić się o uronienie choćby kropli.

kubek termiczny kinto

Jednak, aby nie było zbyt idealnie, pewne wady ten termokubek ma. Przede wszystkim, nie da się go obsłużyć jedną ręką. Więc prowadzenie samochodu, czy niesienie jakiejś torby w drugiej dłoni skutecznie uniemożliwiają korzystanie z Kinto Travel. Zakrętkę trzeba fizycznie odkręcić i całkiem zdjąć, co bywa trudne będąc w ruchu. Drugim problemem, dla mnie chyba największym, jest za mała średnica termosu. Nie pasuje na niego ani dripper Hario V60-02, ani Aeropress bądź Gabi. W sytuacji wyjazdowej, w której znajduję się bardzo często, jest to problem, bo wymusza na mnie wożenie jeszcze jednego naczynia, do którego muszę zaparzyć kawę, albo kombinować w inny sposób.

Utrzymanie temperatury (300ml wody, 75. st. C): spadek o 4 stopnie po godzinie.

Kubek na wynos

Ten rodzaj kubków to propozycja przede wszystkim dla dopijających poranną kawę w samochodzie bądź tych, co biorą kawę na wynos w kawiarni i chcą być ekologiczni. Nie jest tu priorytetem utrzymanie długo ciepłoty kawy, a wygodne dopicie jej gdzieś w biegu. Tu korzystam z kilku rozwiązań – najpopularniejsze w świecie kawowym kubki KeepCup, w wersji szklanej i plastikowej oraz najnowsze dziecko firmy Loveramics – Nomad.

KeepCup

Kubki KeepCup zrobiły furorę w kawowym światku niczym drippery Hario V60. Niby wcześniej były takie same rozwiązania, niby działało podobnie, a jednak mają w sobie coś, dzięki czemu są wręcz ikoną trzeciej fali kawowej. Charakterystyczne, z sylikonową bądź korkową opaską, dostępne we wszystkich kolorach tęczy i w trzech rozmiarach. Każdy znajdzie coś dla siebie. Wersja plastikowa jest bardzo lekka i trwała. Tworzywo jest przeznaczone do kontaktu z gorącymi napojami i wolne od BPA i innych złych związków. Ale plastik, to plastik. Pamiętajcie, że nie będziemy zero waste kupując wszystkie plastikowe KeepCupy, żeby mieć inne kolory na każdy dzień miesiąca. Styl to jedno, a ekologia to drugie. Fajnie jest używać wielorazowych kubków, biorąc kawę na wynos w kawiarni, ale czy będziemy dużo bardziej ekologiczni, mając w szafce po pięć, sześć czy dziesięć sztuk plastikowych.

kubek keepcup plastikowy

Plastikowy KeepCup służy mi najczęściej za konewkę do polewania kawy w dripie gdzieś na wyjazdach. Strumień wody jest wtedy dużo łatwiejszy do opanowania niż bezpośrednio z czajnika. To taki life-hack dla podróżujących smakoszy przelewów. To, co jest też ważne dla mnie, to brak plastikowego posmaku pijąc gorący napój. NIestety, w tanich kubkach na wynos jest to dość powszechne.

Bardzo lubię wersję szklaną z korkową opaską. Przyjemna struktura korka dodaje poczucia, jakby się obcowało z winem o poranku, a szkło jest już zupełnie neutralne dla smaku kawy. Oczywiście jest ona cięższa i bardziej krucha od wersji plastikowej (choć samo szkło jest grube i solidne). Zdecydowanie bardziej przypadnie ona do gustu tym, którzy podróżują samochodem i mają gdzie wstawić kubek. Pokrywka jest identyczna, jak w modelach w pełni plastikowych. Mój KeepCup szklany jest w najmniejszym rozmiarze. Jest jednocześnie dość szeroki, przez co miewam problemy z wygodnym złapaniem go za korkowy kołnierz, pomimo że nie mam wcale małych dłoni.

keepcup

Na plus należy zapisać dobrze wyprofilowany rant w miejscu picia oraz dość łatwy system otwierania. Przy odrobinie wprawy można to zrobić kciukiem, trzymając go w dłoni. Minusem na pewno jest szczelność KeepCupa, a właściwie jej brak. Oczywiście to nie jest tak, że cieknie z niego ciurkiem. Jednak na pewno nie jest to dobry pomysł, by wrzucić go wypełnionego kawą do torby lub plecaka. Po niedługim czasie będziemy paradować z mokrą plamą. Wieczko pomaga przy chodzeniu z kubkiem, bądź w czasie jazdy samochodem, wspomaga też utrzymanie temperatury.

Utrzymanie temperatury (300ml wody, 75. st. C): spadek o 30 stopni po godzinie. 

Loveramics Nomad

Na koniec nowość. Kubek na wynos Loveramics Nomad. Firma ta wsławiła się ceramiką do kaw mlecznych, która od kilku lat jest używana podczas Mistrzostw Świata Latte Art. Od tamtej pory portfolio wzmocnili, między innymi o czarki sensoryczne, testowane przeze mnie na blogu.

loveramics nomad

Loveramics Nomad urzeka designem. Kiedy pojawił się u mnie, odzew na instagramie oraz wśród znajomych był naprawdę duży. Nie dziwi mnie to wcale. Mnie kojarzy się z pastelowymi meblami z lat ’60/’70 XX wieku. Nomad, pomimo że wykonany jest z ceramiki, pretenduje do bycia kubkiem podróżnym. Choć umówmy się, przez wykorzystanie takiego materiału, nie będzie to podróż w odległe stepy akermańskie, a raczej samochodem na pobliski nocny market czy ekobazar. Niemniej, pokrywka, gumowa, jest. Do tego dochodzi ciekawostka – podwójne, ceramiczne ścianki dla lepszej izolacji termicznej. Sprytne. W środku zaznaczono też bardzo subtelnie pojemności. Dzięki temu podając taki kubek do uzupełnienia w kawiarni, barista będzie wiedział czy skasować za dużą czy małą kawę.

ceramika loveramics

Do tego smukła sylwetka (kubka oczywiście) i na pewno zostaniemy zauważeni na ulicy. Nomad jest szykowny, trzeba to przyznać. Choć dla mnie małym zgrzytem jest ta czarna, gumowa pokrywka. Jest dość miękka, łatwo się zdejmuje, ale przeszkadza mi jej dotyk – mocno gumowy, chropowaty. Do tego widać tutaj przerost designu nad ergonomią. Pokrywka jest płaska, co z prostą, białą zatyczką do ustnika, wygląda świetnie. Jednak brak wyprofilowania ustnika skutecznie niweluje radość z ładnego projektu. Trzeba naprawdę dobrze i mocno dołożyć usta do otworu, żeby napić się kawy bez ryzyka ulania się jej gdzieś po bokach.

Ale piękny to on jest. Zdecydowanie!

Utrzymanie temperatury (300ml wody, 75. st. C): spadek o 20 stopni po godzinie. 

Co dalej?

Oczywiście, rynek kubków termicznych i tych na wynos jest potężny. Furorę teraz robią kubki biodegradowalne, wykonane np. z fusów po kawie czy z bambusa. Rynek nie znosi próżni, a trend dbania o planetę jest na szczęście coraz powszechniejszy. Niemniej, pomimo ocieplenia klimatu, trzeba przyszykować się na nadchodzącą późną jesień oraz zimę. Któraś z propozycji na pewno uratuje nas w niejednej sytuacji!