Loveramics Brewers – sensoryczne filiżanki

loveramics brewers

Kiedy w listopadzie byłem na targach kawowych w Seulu, widziałem prototyp nowej ceramiki od znanej w branży firmy Loveramics. Czarki w trzech różnych kształtach zostały zaprojektowane tak, by podkreślały wybrane nuty w bukiecie zapachowym kaw. Kilka miesięcy później paczka z zestawem Loveramics Brewers wylądowała u mnie w kuchni i od razu zaparzyłem różne kawy, by sprawdzić czy faktycznie mój nos lepiej wyłapie niuanse.

Pierwsze wrażenia sensoryczne…

…czyli najpierw o samej ceramice, z której stworzone są filiżanki Loveramics Brewers. Dostępne są trzy kolory – białe, czarne oraz granitowo-szare, które widzicie na zdjęciach. To, co charakterystyczne dla wszystkich wersji, to matowe, chropowate lekko szorstkie wykończenie. Tak, jakby były pokryte minimalną ilością szkliwa. Mam mieszane uczucia, co do takiego rozwiązania. Mam złudzenie, że przez to materiał lubiłby z czasem nasiąknąć aromatem poprzednich kaw. I o ile dla rąk filiżanki są bardzo przyjemne w dotyku, niemalże miękkie i ciepłe, to jednak w zetknięciu z ustami wolałbym chyba coś gładszego.

loveramics brewers

 

Czarki są niewielkie. Optymalne, by zmieścić w okolicach 100ml kawy i lekkie, bo ważą jakieś 150g. Do zestawu został zaprojektowany dzbanek na trzy porcje kawy. Jest wąski, walcowaty, z niewielką wylewką. Wszystko po to, by ograniczyć studzenie się kawy w serwerze i dopiero po przelaniu do czarek następował proces otwierania się kawy pod względem smaku i zapachu. Producent poleca, by parzyć kawę bezpośrednio do ceramicznego dzbanka, by właśnie kawa była jak najcieplejsza i najmniej wymieszana przed podaniem w filiżankach. Jednak takie rozwiązanie ma zasadniczą wadę – materiał, z którego wykonane jest naczynie, bardzo mocno nagrzewa się, a brak jakiegokolwiek uchwytu powoduje, że nalewanie kawy jest bardzo utrudnione.

Natomiast picie z filiżanek jest przyjemne. Podoba mi się ich nieduży rozmiar, dzięki czemu łatwo objąć je dłońmi i wręcz utulić w nich swoją ulubioną kawę. Niezależnie, który kształt czarki wybierzemy, bo tu docieramy do najważniejszej cechy serii Loveramics Brewers – designu dla sensoryki. Twórcy filiżanek, opierając się na spostrzeżeniach z branży sake oraz winiarskiej, poszli logiczną drogą, że kształt naczynia, z którego pijemy, ma wpływ na to, jak wyczuwamy niuanse zapachowe. Jak wiecie, kawy wysokiej jakości, podobnie jak dobre wina, whisky albo rumy mają złożone bukiety, w których rozpoznajemy nuty owoców, ziół, kwiatów czy innych rzeczy. Oczywiście są to skojarzenia i rzeczy wynikające z terroir bądź obróbki, a nie z jakiś sztucznych, zewnętrznych dodatków smakowych.

loveramics brewers

 

Filiżanki Loveramics Brewers powstały w trzech odsłonach, podkreślających nuty orzechowo – czekoladowe, kwiatowe oraz słodko – owocowe. Do mnie dotarły dwie ostatnie wersje. Czarka kwiatowa to ta bardziej rozłożysta, otwierająca się ku górze, natomiast owocowa posiada proste ścianki. Opisywana jako nutty catcher natomiast rozszerza się w środkowej części, ale góra jest bardziej przymknięta, trochę jak kieliszek do czerwonego wina, bądź niedomknięta od góry kula.

Czy to ma sens?

Nie pozostało nic innego, jak sprawdzić na różnych kawach, na ile realnie kształt filiżanki wpływa na odbiór zapachu przez nasz nos. Wziąłem więc dwie, charakterystyczne kawy – klasyczną, mytą Etiopię, w której dominują nuty bergamotki, cytrusów oraz czarnej herbaty oraz słodką kawę z obróbki naturalnej, akurat w szafce był Salwador, czyli ciężkie, słodkie, dojrzałe owoce. Obie kawy zaparzyłem w ten sam sposób, w Gabi Master A, przy dozie 20g/340ml. Znając te kawy z wcześniejszych zaparzeń, wiedziałem czego się po nich spodziewać w smaku i zapachu.

loveramics brewers

Na początek myta Etiopia. Na początku w obu filiżankach zapach był bardzo podobny i nie było żadnej różnicy pomiędzy nimi. Z czasem, gdy kawa stygła, faktycznie pomiędzy kwiatową a owocową czarką można było zacząć dostrzegać rozbieżności. W rozłożystym naczyniu kawa pachniała delikatniej, dzięki czemu nie przytłaczał cały zapach kawy, a tylko te drobne niuanse wychodziły bardziej na pierwszy plan. W drugiej natomiast było intensywniej, w związku z czym automatycznie więcej można było poczuć słodkich owoców, cytrusów i karmelu. Niemniej, różnice pomiędzy filiżankami nie były zawrotne. To nie było odczucie, jakby piło się dwie różne kawy, a tę samą, tylko z ciut innymi akcentami.

 

Przy kawie z obróbki naturalnej różnica była wyraźniejsza. W węższej filiżance zapach był wyraźnie słodszy, intensywniejszy, dojrzały, lepki, pokazujący mocno charakterystykę tych ziaren. Od razu w mózgu zapalała się lampka, że tu jest coś słodkiego, co chciałoby się chłeptać. W drugiej czarce oczywiście też było słodko i było czuć charakter naturalnego Salwadoru, jednak już nie tak mocno. Łatwiej było znaleźć te delikatniejsze niuanse.

loveramics brewers

Po lewej filiżanka „kwiatowa”, po prawej „słodka” /fot. własne.

Nie można znaleźć jakiegoś jednoznacznego wzoru, w której czarce lepiej pić kawę. Chyba największą frajdą przy filiżankach Loveramics Brewers jest fakt porównywania kaw za każdym razem i odnajdywaniu w nich innych nut. Patrząc z perspektywy czasu, bo filiżanki mam już od kilku miesięcy, nie zawsze różnice są ewidentne i wyraźne. Nieraz zdarzało mi się, że mój nos nie wyczuwał różnic pomiędzy czarkami. Wszystko zależy od tego, co zaparzymy, jak bardzo ziarna są świeże i jak intensywny mają profil smakowy.

Dla fanów niuansów i wielominutowego odkrywania profilu smakowego przy popołudniowej kawie, w ciszy i samotności, to zestaw idealny.