Zmielone i Wypite: Nomad Coffee, Etiopia Limu Konjo

Nomad Coffee

Palarnia: Nomad Coffee, Barcelona, Hiszpania

Kawa: Etiopia Limu Konjo

Obróbka: Washed

Palenie: jasne

Profil wg palarni: 

Na początku października urlopowałem się w Barcelonie. O tym, że była to udana wyprawa, także pod kątem kawowym, pisałem całkiem niedawno na blogu. Czymże byłaby taka wyprawa, gdybym nie przywiózł ze sobą jakiejś dobrej kawy! A przywiozłem prezentowaną i recenzowaną dzisiaj wprost od Nomad Coffee Etiopię Limu Konjo.

Nomad Coffee to obecnie chyba najpopularniejszy przedstawiciel hiszpańskiej sceny specialty coffee i tzw. trzeciej fali. Są rozpoznawalni w świecie, w sierpniu ich kawa była dostępna w ramach subskrypcji The Coffeevine, o czym też pisałem. To właśnie wtedy zetknąłem się po raz pierwszy z wypiekami sygnowanymi przez Nomad Coffee.

Nomad Coffee Nomad Coffee

Barcelona to ich dom. To właśnie w tym katalońskim mieście mają swoje laboratorium, palarnię i kawiarnię. Kawę kupowałem w kawiarni i to była ostatnia dostępna paczka kawy pod metody przelewowe. Niestety, nie była już dostępna obłędna i słodka Nikaragua, którą piłem tam w dripie (ostatnia porcja ostatniej paczki…).

No ale dzięki temu przynajmniej spróbowałem jeszcze jednej kawy, czyli Etiopia Limu Konjo. Po otwarciu paczki do nosa dobiega bardzo przyjemny, lekko słodki, ale stonowany zapach kojarzący się z czekoladą, ziołami i czarną herbatą. Ziarna są drobne, jednolite, matowe, wypalane dość jasno, dedykowane pod metody przelewowe. Po zmieleniu kawy, intensyfikują się doznania ziołowe i herbaciane. Pojawia się też słodsza nuta owocowa.

Ostatnio większość kaw najbardziej pasowała mi w dripperze V60. Tu jednak nieco sytuacja się zmieniła, bo zdecydowanie wygrał chemex. Etiopia Limu od Nomad Coffee to niezwykle delikatna i subtelna kawa. Dawno nie piłem tak przyjemnie wytrawnego naparu. A chemex dodatkowo podkreśla tę subtelność. Po zaparzeniu w zapachu dominują nuty ziołowe, brzoskwiniowe, bergamotkowe i herbaciane. Podobnie w smaku. Na pierwszym planie dominują zioła, delikatna brzoskwinia, minimalna ilość bergamotki, a pod tym wszystkim kryje się przyjemna podbudowa czarnej herbaty. To w połączeniu z niskim body i słodkim, cytrusowym finiszem, daje świetną całość.

Udało się uzyskać nieco więcej słodyczy po przesianiu kawy, była również bardzo smaczna, nieco mniej herbaciana z mocniej podbitą owocową kwaskowatością.

Pozostałe metody, jak V60 i Kalita, to również bardzo dobre efekty, nie przeczę. Jednak najbardziej chemex przypadł mi w tym wypadku do gustu.

Podsumowując, będąc w tamtych rejonach, zdecydowanie polecam wizytę, bo Nomad Coffee na pewno nie rozczaruje.