Po co zmieniać palarnię?

Tytuł dość przewrotny, ale nie pozbawiony sensu, bo palarnia kawy palarni kawy nierówna. Poniekąd jest to nawiązanie do mojego artykułu sprzed kilku miesięcy …, bo polskie, gdzie rozważałem kilka aspektów za i przeciw kupowaniu kawy w polskich palarniach oraz różnicach w stosunku do palarni zachodnich. Artykuł stricte z punktu widzenia klienta indywidualnego.

Po co mamy wolny rynek? Żeby klient mógł wybrać sobie produkt najbardziej spełniający jego wymagania. Na ile robi to świadomie, a na ile wybiera to za klienta producent danego dobra, to temat na zupełnie inny tekst. Ale takie są założenia. Świadomy klient wie, po co sięga, wie czego szuka, wie, co jest najlepsze dla niego. Tak jest w każdej branży. Motoryzacyjnej, elektronicznej, turystycznej czy spożywczej. Choć przy tej ostatniej sprawa jest skomplikowana bardziej, bo niestety, jeszcze rzadko przykłada się uwagę do tego, co wkłada się do garnka czy filiżanki. Przyzwyczajenia to jedno, a drugie, to kwestie cenowe. Logicznym jest, że człowiek pierw zastanowi się przez miesiąc nim wyda czterdzieści tysięcy złotych na samochód X czy Y, będzie sprawdzał, testował, czytał. Ale już logicznym nie jest, że człowiek nie przyłoży uwagi do tego, czy do koszyka wsadzi pomidora za 3,99/kg w markecie, który nigdy nie widział słońca, czy za taką samą cenę, czy może z 10-20% większą (a więc koszt praktycznie żaden) może dostać w pobliskim zieleniaku dojrzałe warzywo, pachnące i słodkie, które będzie dobrym urozmaiceniem śniadania czy kolacji. 
 
A szkoda. 
 
I tu docieram do sedna dzisiejszej dywagacji – przyzwyczajenia. Aby życie stało się łatwiejsze, lubimy stwarzać swoje schematy działania. Dla szybkości działania, dla skrótów życiowych, by zastanawiać się w jednym momencie nad dziewięćdziesięcioma dziewiącioma rzeczami na raz a nie stoma. Schematów i przyzwyczajeń uczymy się od dziecka, kiedy najłatwiej je się stwarza, ale i będąc dorosłym nie jest to niemożliwe. Na szczęście. 

W procesie poznawania odnajdujemy swoje ulubione kolory, kształty, typy filmów, książek czy potrawy oraz napoje. Często sprowadzając to wręcz do jednej marki. Spotkałem wielokrotnie ludzi, u których w lodówce znajdzie się zawsze to samo, niezależnie od pory roku. Te same jogurty, sery, szynki, warzywa. Nuda i nijakość. 

Wielu z nas dociera wyżej, poznaje nowe smaki, aromaty, wie co można dostać o danej porze roku, z czego warto korzystać, jak lepiej przyrządzać potrawy. Tak samo jest z kawą. Docieramy do Dobrej Kawy, odnajdujemy jakiś tam swój preferowany, ogólny profil smakowy, ulubioną palarnię i… zaczyna się spoczynek na laurach. 

Dobrze, że odnajdujemy swoją ulubioną palarnię, że próbujemy różnych ziaren spod tego samego szyldu. Z różnych względów. Bliskości palarni, ceny, miłej i fachowej obsługi… Powodów jest wiele, każdy jest dobry, jak najbardziej! Ale przy dłuższej styczności z jedną firmą te kawy zlewają mi się. Mam kilka swoich ulubionych palarni, gdzie zaopatuje się regularnie. Wiem, czego się spodziewać, lubię stały poziom jakości (wysoki i bardzo wysoki), ale jednocześnie, otwierając paczkę, nawet kompletnie innych ziaren spod tego samego szyldu, wiem, co to za palarnia po otwarciu paczki. To tak, jak z kuchnią naszych mam czy babć. Zawsze jest to charakterystyczne „coś”, dzięki czemu wiemy, że to jest akurat z naszej rodzinnej kuchni. Specyficzna przyprawa, w odpowiedniej ilości, jakieś warzywo, sposób przygotowania. Wszystko na raz. I podobnie jest (a przynajmniej ja tak mam) z kawami. 

Stąd z przyjemnością od czasu do czasu chętnie znajdę sobie zupełnie inną palarnię, często zagraniczną, bo nawet ta sama kawa palona przez moją palarnię jest kompletnie inna niż ta z palarni gościnnej. W końcu palenie to sztuka, a sztuka powinna być niepowtarzalna. 

Od razu inaczej działają kubki smakowe, oko cieszy się z innego opakowania, nos z innych zapachów, wkrada się element ekscytacji i adrenaliny nawet, bo oto wkrada się coś nowego, przyjemnego. 

Ja tak na to patrzę, jako klient. Stąd też nie powinno być głosów oburzenia, że zdradzam rodzime palarnie (bo też nie zawsze od razu kieruję swój wzrok w stronę kaw spoza Polski, jak chcę czegoś nowego, aczkolwiek tak jest najłatiwej, bo lokalny rynek najszybciej się poznaje, gdyż właśnie na lokalnym rynku utrzymuje się kontakty i szybko człowiek się orientuje, gdzie coś smacznego znajdzie, a gdzie nie). 

No bo rodzime produkty mamy pod ręką, cały czas i wiadomo, że w większości przypadków i tak regularnie w nie się zaopatrujemy.