Pomysł na Walentynki – kawiarnia czy piwnica?

pomysł na walentynki

Pomysł na Walentynki – randka w kawiarni. Klasycznie, bezpiecznie, na neutralnym gruncie, każda ze stron w każdej chwili może uciec, nawet bez pretekstu. Brak groźby zamknięcia i zakneblowania w piwnicy czy przypalonej kolacji. No, może jest ryzyko – spotkasz się z pasjonatem kawy.

Oczywiście, cały dzisiejszy tekst ma charakter żartobliwy i nie należy w popłochu zmieniać swoich planów. Ale czujności wzmóc nie zaszkodzi.

Kto wybiera?

Jeśli Kawosz/Kawoszka, bądź pewna/pewny, że wylądujecie w dobrym miejscu. Smacznym, przepełnionym zapachem kawy, wypełnionym po brzegi dripami, chemeksami, syfonami i trzygrupowym ekspresem i dwoma singlami do wyboru z lokalnych palarni. W końcu pomysł na Walentynki powinien opierać się na przesłankach łechcących język, prawda?

Choć może być do bólu hipstersko, tylko z wegańskim jedzeniem i bezcukrowym ciastkiem, z eko-krzesłami i współczesną muzyką konkretną w tle.

pomysł na walentynki

I co z tego? Będzie dobra kawa! Co prawda poczeka się na nią ze kwadrans, ale będzie czas na popatrzenie sobie w oczy (i poszukania w nich przestrachu) oraz skomentowanie najnowszych trendów wnętrzarskich obiektów gastronomiczno – publicznych.

Natomiast gdy zaprasza ta druga strona… Musi być klimat. Przytulnie, ciepło, z intymnymi zakątkami i rozgrzewającymi napojami. Co prawda na stole może wylądować cappuccino z pianą godną surowej bezy, a espresso będzie miało objętość małego wiaderka, ale co z tego? I tak nie zwróci uwagi na to, bo będzie się zapatrzony/zapatrzona w jej/jego oczy. Prawda?

No nie…

Bo nagle Kawosz/Kawoszka zacznie uciekać wzrokiem w stronę tej filiżanki. Najpierw poleci do góry jedna brew, potem druga się zmarszczy w grymasie. Może jeszcze zachowa przez chwilę pewne pozory. Zainteresuje się rozmową, spróbuje skupić się na tych cudnych perfumach tej drugiej osoby, nie myśląc o spaleniźnie w filiżance i o tym cynamonie na szczycie pianki.

– Och, jaka śliczna pianka! Tak się cieszę, że serwują tu dobrą kawę! Specjalnie taką kawiarnię znalazłam/znalazłem, bo wiem jak bardzo lubisz kawkę! – rzucisz niczego nieświadoma/nieświadomy.

Wtem cygańska kapela zamilkła, świeczki na stole zgasły, a gorący syrop malinowy na cieście stał się nagle sorbetem…

– Ale wiesz, zabrakłonaturalnejsłodyczywtymmlekuprzeztożetakusztywnilitępianę. Przecieżtopowinienbyćjogurt! Gęstaśmietana! Partaczezatymbaremstojąsprzętzapiśąttysięcyzikoaefektjakzautomatuzazetadwadziścia – poszło jednym tchem.

I łyżeczka poszła w ruch. Iście wyćwiczonym ruchem, jak sędziowie w finałach World Barista Championship, podważa pianę. Znalazł/znalazła nawet arkusz ocen WCE w torbie. Tak na zaś.

– Bo widzisz. Z kawą jest tak, jak z dobrym jedzeniem. Cenisz przecież dobre jedzenie, prawda? – Nie pozwala odpowiedzieć – Musi być dobre pochodzenie, odpowiednie przyrządzenie i podanie. Spartaczy się jeden element i już, sruuu, leci cała, skrupulatna piramidka! I co, jakiś farmer w tej Gwatemali czy Brazylii popierdzielał po tych plantacjach, doglądał każdego krzaczka, zrywał te wisienki gołymi rękoma, a tu taki studencina za barem nie wie, że espresso nie ciągnie się przez pięćdziesiąt sekund, żeby było więcej? To brak szacunku! Dla tego farmera, dla jego pracy, dla jego rodziny, dla roastera, dla mnie, dla Ciebie! Nawet dla samego siebie! Bo jak coś się robi źle, to nie masz szacunku dla swojego jestestwa! – Rzucił/rzuciła na jednym wydechu

Nerwowo rozglądasz się po kawiarni. Pary przy sąsiednich stolikach rzucają zaciekawione spojrzenia i jakoś krytyczniej spoglądają na swoje filiżanki, nie bardzo wiedząc o co w ogóle chodzi. Ty też nie wiesz.

– Nooo…. – Zaczynasz niepewnie – ale, no.. nie no, masz rację… Szczegóły są ważne… I smak… – Dukasz. Szukasz punktu zaczepienia. – i tak… Szacunek dla człowieka, oj tak, bardzo ważny…

A może jednak…

A może jednak ryzyko zakneblowania w piwnicy i uwolnienie z niej przez policję za kilka lat wcale nie jest takie straszne? Może jednak trzeba było nie odrzucać w aplikacji randkowej profilu z opisem nie lubię kawy, bez niej jestem wystarczająco pobudzony. Nie spotykam się na mieście?

Myśli przerywa Ci awantura z okolic baru, gdzie Twoja połówka Walentynki próbuje dorwać się do młynka i opieprza wspomnianego, zastraszonego studenta, że wystarczy skalibrować o 1/8 obrotu, a potem nie stukać w kolbę, zrobić szybkiego flusha i cisnąć szota…

To jaki jest Twój pomysł na Walentynki?

pomysł na walentynki