Słowem wstępu – chcę być pomostem!

Kawa staje się modna, to zauważalny fakt. A to, co modne, interesuje popkulturę – wyciągnąć właściwą treść i w pustą skorupkę wsadzić papkę. Z drugiej strony,  dążenie ludzi do specjalizacji w różnych dziedzinach i zwiększenie zainteresowania jakością kupowanych produktów napędza popyt na marketingowe mlaskanie, iż Właśnie Dla Ciebie jest coś zupełnie masowego i nijakiego, pod przykrywką różnego rodzaju Specjalnych Edycji Limitowanych. Czy można nie zgłupieć i być świadomym „użytkownikiem kawy”? Mam nadzieję, że PopularCoffee blog pozwoli Wam odpowiedzieć na to pytanie!

Jules: Mmmm! Goddamn, Jimmie! This is some serious gourmet shit! Usually, me and Vince would be happy with some freeze-dried Taster’s Choice right, but he springs this serious GOURMET shit on us! What flavor is this?
Jimmie: Knock it off, Julie.
Jules: [pause] What?
Jimmie: I don’t need you to tell me how fucking good my coffee is, okay? I’m the one who buys it. I know how good it is. When Bonnie goes shopping she buys SHIT. I buy the gourmet expensive stuff because when I drink it I want to taste it. But you know what’s on my mind right now? It AIN’T the coffee in my kitchen, it’s the dead nigger in my garage*.
Nie bez powodu zacytowałem tutaj fragment kultowego, klasycznie postmodernistycznego i popkulturowego filmu, jakim jest Pulp Fiction Quentina Tarantino (swoją drogą, grający epizodyczną rolę w swoim filmie, cytowanego powyżej Jimmiego). W końcu mowa w nim o kawie. Tej Dobrej i Tej Złej.

No właśnie. W tych kilku zdaniach dialogu, poruszone jest kilka ważnych zagadnień dotyczących kawy. Kawa rozpuszczalna (Taster’s Choice to linia kaw rozpuszczalnych firmy Nescafe), smak oraz cena. Ten post nie będzie dogłębną analizą trzech powyższych, o tym będzie w przyszłości. Chcę ty tylko zaznaczyć, słowem wstępu, pewne główne punkty. Jak wiadomo, kawa rozpuszczalna z kawą wiele wspólnego nie ma. Tak samo jak kakao instant nie jest prawdziwym kakao, czy żurek w proszku nie będzie prawdziwym, śląskim żurem. Przykładów można mnożyć. Ale, choć jest to powszechnie znany fakt, wielu ludzi dalej, z uporem maniaka taką kawę pije. Ze szkodą dla swojego zdrowia i bez żadnego komfortu psychicznego, jaki może dać Prawdziwa Kawa.
Smak oraz cena teoretycznie idą ze sobą w parze. Im wyższa cena, tym lepszy smak, a im lepszy smak, tym wyższa cena. Teoretycznie. W praktyce, przelicz sobie, Drogi Czytelniku, nawet jeśli nie pijesz, ile kosztuje kilogram kawy rozpuszczalnej. Zdziwisz się, jak wyjdzie to sporo ponad 100zł za kilogram. A za taką kwotę można zakupić kilogram bardzo dobrej kawy ziarnistej. Tylko trzeba wiedzieć jakiej. Nie, nie włoskiej. Bo tej nawet za ponad 100 złotych nie znajdziesz Naprawdę Dobrej.
I tu kolejny mit – włoszczyzna czyli kawy z włoskich palarni, takich firm jak Lavazza, Pellini, Segafredo czy wiele, wiele innych, na pewno Wam znanych, które kojarzą się w powszechnej świadomości z prawdziwym espresso, mocą, aromatem, słońcem, wakacjami i innymi, pozytywami. Włoska kawa jest płaska, pozbawiona tego, co w kawie najsmaczniejsze, bardzo często spalona, czarna, gorzka, wręcz pikantna, drapiąca nieprzyjemnie gardło, pozostawiająca w ustach smak spalenizny, drewna i goryczy. I choć możesz twierdzić, że taka kawa jest dobra, bo Tobie smakuje, to obiektywnie rzecz ujmując, to nie jest dobra kawa.
Bez obrazy oczywiście. Na początku zainteresowania kawą, zawsze (przynajmniej nie znam innych przypadków) następuje etap fascynacji włoskimi kawami, jako synonimu Prawdziwej Kawy w wydaniu espresso. Jeśli jednak zgłębi się tę wiedzę, dojdziemy szybko do wniosku, że inne państwa oferują coś zdecydowanie lepszego.
Czy już rozumiecie o co mi chodzi?
Dalego mi od gurowania (od słowa Guru oczywiście) w sprawach kawowych, bo jest gro osób, które zna się na tym lepiej ode mnie. Zgłębiają temat od dłuższego czasu, niż ja, zajmują się tematyką w pełni profesjonalnie, czy to przez różnego rodzaju szkolenia, prowadzenie kawiarni bądź zajmowanie się wypalaniem i handlem. I chylę czoła przed nimi.
Jednak czasami takim osobom brakuje pewnego obiektywizmu i zewnętrznego spojrzenia na, skądinąd, bardzo szerokie i otwarte środowisko kawowe. Zwłaszcza od strony stricte konsumenckiej. A to właśnie świadomy konsument może pomóc profesjonalistom normalnie funkcjonować i rozwijać się dalej. Z drugiej strony, taki świadomy użytkownik kawy chętnie pokaże osobom mniej świadomym jak w prostych krokach zacząć zmieniać swoje przyzwyczajenia na nieco lepsze.
Jednym słowem, chciałbym dążyć do tego, by ten blog był swoistym pomostem pomiędzy tymi początkującymi, nie wiedzącymi od czego zacząć zmianę swojej filiżanki, a tymi, którzy o kawie wiedzą naprawdę bardzo dużo i są specjalistami w danej dziedzinie.
Tak, żeby wspomniana przez Jimmiego Bonnie wiedziała, że w markecie jest shit, ale obok może być coś naprawdę gourmet!
PS
Oczywiście, chciałbym, żeby ten pomost był jak najtrwalszy, najdłuższy i najszerszy, by stał się wręcz platformą (kawową!), stąd też zapraszam do polubienia profili PopularCoffee zarówno na facebooku jak i Twitterze!
No i mail, oczywiście: popularcoffee.blog@gmail.com
 
 
* – cytat pochodzi z serwisu http://imdb.com/