Kawa w Domu: Rancilio Silvia. Rozsądnie.

rancilio silvia

Rancilio Silvia to określanym przez wielu mianem kultowego domowy ekspres ciśnieniowy. Niewielkie gabaryty, przyzwoite parametry i rozsądna cena to atrakcyjne argumenty dla wielu domowych kawoszy. Czy słusznie? Sprawdziłem to dla Was.

Rancilio Silvia i prośba o test tego sprzętu przewijała się w wiadomościach i komentarzach od Was niejednokrotnie. Zwłaszcza po teście głównego konkurenta na rynku w postaci Ascaso Steel Prof Uno. Od niedawna ekspres Rancilio Silvia jest już dostępny w ofercie CoffeeDesku, skąd jedna sztuka trafiła do mnie na tydzień. Miałem zatem czas, żeby sprawdzić możliwości Silvii i skonfrontować je z tym, co prezentowało sobą Ascaso kilka miesięcy temu.

rancilio silvia

Rancilio Silvia to konstrukcja, która weszła na rynek jeszcze w 1998 roku i od tamtej pory cieszy się niezmienną popularnością wśród poszukujących prostych, domowych, ale solidnych maszyn ciśnieniowych. Tak naprawdę przez te niemal dwadzieścia lat ekspres nie zmienił się wizualnie prawie wcale. Ta sama bryła, gabaryty, przyciski… Na przestrzeni lat zmieniano detale, jak pokrętło pary, dyszę, design kolby czy tackę ociekową. Wewnątrz także nie pokuszono się o jakieś specjalne rewolucje. Zastosowano izolację bojlera dla lepszej stabilności temperaturowej oraz oszczędności energii i wprowadzono automatyczne wyłączanie ekspresu po pół godziny bezczynności. Twórcy najwidoczniej doszli do wniosku, że skoro coś jest dobre, to nie ma potrzeby na siłę czegoś zmieniać.

Trudno nie zgodzić się z takim podejściem, ale… ale o tym za moment. Pierw suche fakty i pierwsze wrażenia.

rancilio silvia

Rancilio Silvia to typowy ekspres do domu. Niewielkie, jak na porządny ekspres, gabaryty (raptem 34cm wysokości i nieco ponad 23cm szerokości) to duży plus w niewielkich kuchniach. Jednocześnie kilkanaście kilogramów wagi zapewnia dostateczną stabilność, ekspres nie ucieka po blacie przy podpinaniu kolby bądź jej zdejmowaniu. Moc 1100W oraz bojler o pojemności 0,3l – to parametry wystarczające na codzienne kilka espresso czy cappuccino. Oczywiście, mniejszy bojler to nieco mniejsza stabilność temperaturowa, w porównaniu do dużych maszyn, gdzie bez przerwy można zrobić nawet i kilkanaście kaw, pamiętajmy jednak, że wciąż mówimy o maszynie stricte domowej. Zastosowanie izolacji na bojlerze w najnowszym modelu nieco redukuje tę przypadłość.

Obudowa wykonana ze stali nierdzewnej, w klasycznym, matowym wykończeniu jest wykonana całkiem starannie, choć moim zdaniem można by trochę dopracować tę kwestię. Blacha jest dość cienka, elementy nie są idealnie spasowane. I właśnie to, co widoczne dla oka nieco kłóci się z moim pojęciem estetyki. Lubię ładne rzeczy, dobrze zaprojektowane, z lekkością, minimalizmem, smakiem, z dobrych materiałów. Rancilio Silvia czuje na sobie oddech czasu. Jednak to, co było projektowane pod koniec lat dziewięćdziesiątych nieco odbiega od współczesnych form, a moim zdaniem design Silvii nie jest ponadczasowy. Dość toporne, wręcz przemysłowe, czarne przyciski na obudowie, owszem, są ergonomiczne, ale brakuje im pewnego polotu. Nie rozumiem, dlaczego na przestrzeni tych lat nie można było zrobić jakiegoś faceliftingu, wymieniając je na jakieś okrągłe, srebrne przyciski bądź tak popularne teraz przełączniki. Coś, co tchnęłoby w tę sprawdzoną konstrukcję nieco świeżego powiewu, bo sama bryła ekspresu jest przyzwoita. Może w tej chwili trochę dramatyzuję, wygląd to rzecz gustu, jednak patrzę też z perspektywy dopasowania kuchennych sprzętów do współczesnych wnętrz i rozwiązań. Nie ma co ukrywać, że obecnie nowe kuchnie są ważnym miejscem rodzinnych i przyjacielskich spotkań, nieraz pomieszczenia te połączone są z salonami, stąd też dla wielu osób nie liczy się tylko funkcjonalność, ale i rozwiązania stricte wizualne. Pod tym względem propozycja od Ascaso zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu, z ciekawszym designem, ładnym wykończeniem, choć z większymi gabarytami przy tych samych wnętrznościach (zarówno Silvia jak i Steel Prof Uno to bojlery 0,3l, podobna moc grzałki czy zawór trójdrożny).

rancilio silvia

Rancilio Silvia to jednocześnie dobra ergonomia. Jak wspomniałem, przyciski, choć brzydkie są wygodne, pokrętło pary jest dobrze wyprofilowane i odpowiednio duże. Ten element jest zdecydowanie lepiej rozwiązany niż w przypadku Steel Prof Uno, w którym pokrętło dla mnie było trochę niewygodne w obsłudze. Będąc przy ergonomii – mankamentem w Silvii jest tacka ociekowa i sposób jej opróżniania. Należy zdjąć kratkę na filiżanki, po czym wysunąć tacę. Niestety, nie da się tego zgrabnie zrobić, zwłaszcza kiedy zbierze się w niej sporo zlewek, bo operację tę utrudnia próg obudowy. Trzeba zatem nieznacznie od przodu ją unieść, co niesie ryzyko wylania całej zawartości pod ekspres.

rancilio silvia

Kolba od ekspresu na przestrzeni lat jest chyba najbardziej zmodernizowanym elementem. Obecnie jest to porządna, ciężka, ponad 600-gramowa kolba o wymiarach odpowiadających maszynom gastronomicznym, współcześnie wyprofilowana lekko w dół. Dzięki temu można swobodnie i równo postawić portafilter na blacie. Wygodniej też zapinać go do grupy. Otwarte wylewki są dobrze wykończone, równe, nie ma problemu z wylewaniem się z nich kawy do filiżanek. Odpowiednia jest też wysokość między wylewkami a filiżanką. Nie za wysoko, a jednocześnie jest wystarczająca ilość miejsca by, na przykład, podstawić jeszcze wagę, kiedy zależy nam na największej precyzji przy ekstrakcji.

rancilio silvia

Do zestawu są dołączone dwa sitka, na pojedynczą i podwójną porcję (korzystałem standardowo tylko z podwójnego, gdzie optymalną dozą było 17,5g kawy) oraz łyżka do odmierzania i plastikowy tamper. Chyba nigdy nie zrozumiem, co kieruje producentami nawet drogich i wysokiej klasy ekspresów, że dodają takie rzeczy, które nadają się tylko do wyrzucenia. Silvia nie jest tu odosobnionym wyjątkiem. Tamper trzeba dokupić osobno, o odpowiednim wymiarze, pasującym do sitka, metalowy.

rancilio silvia rancilio silvia

Pora na to, co najważniejsze w ekspresie, czyli przygotowywanie kawy. Testy z tego zakresu przeprowadziłem z pomocą gastronomicznego młynka Eureka Olympus 75E (recenzja wkrótce na blogu!) oraz kawach pod espresso z Solberga&Hansena, Arcaffe, a także Gardelliego i Mastro Antonio.

Rancilio Silvia od włączenia rozgrzewa się w kilka minut. Zalecam jednak, jak przy każdym ekspresie, by nie sugerować się zgaśnięciem lampki, tylko odczekać kilkanaście minut, aż nagrzeje się nie tylko woda w bojlerze, ale i sama maszyna. Pozytywnie to wpłynie na stabilność temperaturową w czasie zaparzania. Należy jednak pamiętać w przypadku tego modelu, że po pół godzinie bezczynności, ekspres sam się wyłączy.

Namielenie odpowiedniej porcji kawy, ubicie tamperem, podpięcie kolby do ekspresu i rozpoczęcie ekstrakcji. Jeśli na żadnym z tych etapów nie popełniło się błędów, po kilku sekundach do filiżanek zacznie wąskim strumieniem spływać gęste, esencjonalne espresso. Za każdym razem. Po prostu Rancilio Silvia robi to, co do niego należy i do czego został stworzony. Efekty w filiżance zawsze były bardzo smaczne, o wyraźnych aromatach i smakach, choć nie były to aż tak wyraźne nuty i taka czystość smaku, jakie można uzyskać z w pełni profesjonalnych maszyn. Pamiętajmy jednak, że mamy do czynienia z ekspresem za nieco ponad 2000 złotych a nie kilka razy więcej.

Całość napędza pompa wibracyjna, co jest standardem w tej klasie. Kultura pracy jest na przyzwoitym poziomie, ale nie można nazwać tego ekspresu cichym. Wspomniana przeze mnie wcześniej cienka blacha dość wyraźnie wpada w rezonans i potęguje dźwięki pompy. Cieszy także zastosowanie zaworu trójdrożnego. Dzięki niemu po zakończeniu ekstrakcji nadmiar wody nie spływa nadal z grupy do kawy, a w efekcie do filiżanki, tylko zostaje odprowadzona bezpośrednio do tacki ociekowej.

rancilio silvia

Lata temu, jak gdzieś przez różnego rodzaju fora internetowe przewijał się ten model, mówiło się, że Rancilio Silvia przegrzewa wodę, trzeba robić długiego flusha przed ekstrakcją (czyli przepuszczenie przez kilka sekund wody z grupy), aby otrzymać dobrą temperaturę parzenia. Nie wiem, czy była to po prostu cecha poprzednich wersji, czy przesada użytkowników. Z moich obserwacji na bazie styczności z najnowszą wersją tego ekspresu wynika, że wszystko jest w normie. Nie robiłem pomiarów temperatur, ale na podstawie tego, co znajdowało się w filiżankach, nie odniosłem wrażenia jakoby woda była zbyt gorąca. Oczywiście przed każdym zaparzeniem robię krótkie spuszczenie wody, ale głównie ze względów higienicznych, aby wypłukać ewentualne drobinki kawy z poprzedniego parzenia. Kiedy ekspres dłużej stał włączony, tak, słychać było charakterystyczne syczenie gorącej wody wydobywającej się z grupy, ale nie trwało to dłużej niż dzieje się w innych ekspresach.

Pozostając w tematyce nagrzewania i przechodząc jednocześnie płynnie do drugiej, bardzo ważnej dla wielu osób funkcji, czyli spieniania mleka. Jako, że jest to najprostsza konstrukcja, jeden bojler, bez żadnych wymienników ciepła czy dodatkowych bojerów, aby uzyskać parę potrzebną do zabawy z mlekiem kawę trzeba wcześniej zaparzyć i dopiero wtedy włączyć przycisk na obudowie, by para zaczęła się tworzyć wewnątrz bojlera. To chwilę trwa. Kontrolka temperatury gaśnie gdzieś po ponad minucie. W zamian jednak otrzymujemy naprawdę solidną moc pary, którą czasami aż trudno okiełznać. Pierwsze moje próby z tym ekspresem kończyły się na efektownym obryzganiu siebie i okolic maszyny mlekiem, które pod wpływem uderzenia pary pięknie uciekało z dzbanka. Po kilku razach udało mi się już znaleźć sposób na Silvię i spienianie mleka było po pierwsze przyjemne, a po drugie bardzo szybkie, co rekompensowało długie nagrzewanie. 0,3-0,4 litra mleka było gotowe to wylania w filiżanki po kilkunastu sekundach. Przypuszczam, że osobom, które jeszcze niezbyt dobrze radzą sobie ze spienianiem mleka i zasadami rządzącymi tą operacją, sprzęt ten może sprawić pewne trudności. W momencie, kiedy moc pary jest słabsza, ma się więcej czasu aby poprawnie ustawić dzbanek, odpowiednio głęboko wsadzić dyszę i poprowadzić mleko, żeby uzyskać prawidłową konsystencję przypominającą gładki jogurt. Z drugiej strony, opanowanie tej sztuki zaprocentuje w przyszłości. Doceni się szybkość spieniania oraz będzie łatwiej przy przesiadce na jeszcze lepsze maszyny.

rancilio silvia

Jak zatem wypada Rancilio Silvia w ostatecznym rozrachunku i w porównaniu do głównego konkurenta w postaci Ascaso Steel Prof Uno? Rancilio, jak zasugerowałem w tytule to uosobienie rozsądku. Może nie jest to piękny sprzęt. Może nie jest to ergonomiczne mistrzostwo świata. Pod tym względem hiszpański konkurent wypada w moim odczuciu lepiej. Nie można natomiast odmówić temu modelowi dobrych, domowych gabarytów, wieloletniej, dobrej opinii wśród home baristów czy dostępności części. Cenowo jest też minimalnie tańszy niż Ascaso (regularna cena w chwili pisania tego artykułu to nieco ponad 2400 złotych, podstawowa wersja Ascaso w regularnej cenie to nieco ponad 2600 złotych). Jeśli ktoś ma ochotę, na rynku dostępne są też kontrolery PID do samodzielnego montażu, dzięki którym można elektronicznie sterować temperaturą w bojlerze. Choć Ascaso ma w swojej ofercie model z fabrycznym PID-em za kilkaset złotych więcej. Szukając prostej maszyny, która w połączeniu z dobrym młynkiem i świeżą kawą odwdzięczy się prawidłowym, smacznym espresso i cappuccino, Rancilio Silvia będzię rozsądnym wyborem.

Sprzęt do testów dostarczył CoffeeDesk.pl. Dzięki!

CoffeeDesk

  • Bty

    W starszych modelach był o 5st Celsjusza większy termostat.

  • NG

    Czy coś więcej o porównaniu do Ascaso Steel – wersji z boilerem? Dzisiaj lub jutro chce podjąć decyzję, który z nich. Cena podobna. Zastosowanie – kawy mleczne, czasami espresso. Codziennie przynajmniej 2, 3 kawy. czasami pojedyncze, czasami po dwie. miejsca w kuchni mam dość. Mam już młynek Ascaso (ekspres nie musi być do kompletu) Błagam autora o wskazówkę!

    • Witaj,

      Oba są porównywalne. Pamiętaj, że Ascaso możesz wybrać w wersji z dwoma bojerami, co jest wygodniejsze przy kawach mlecznych albo wersję z PID-em, czyli regulacją temperatury, co daje większe mozliwości zabawy z kawą.

      Poza tym, weź pod uwagę także wygląd, który bardziej Ci się podoba :) Mi akurat bardziej Ascaso pod względem wizualnym się podoba.

      Oba są dobrymi przykładami ekspresów domowych. Niuanse, o których pisałem w teście (nie wiem, czy czytałeś, tutaj jest mój test Ascaso Steel Uno Prof, z jednym bojlerem, bez PID-a – http://popularcoffee.pl/ekspres-ascaso-steel-prof-uno-test/) minimalnie przeważają na korzyść Ascaso. Przynajmniej w moim odczuciu.

      • NG

        Witam
        Dziękuję za odzew. Oba ekspresy są ładne (ze wskazaniem na RS jednak) i jak rozumiem do obu można PID dołożyć później? Na ten moment nie mam na niego środków. Za ascaso trochę bardziej przemawia wyżej umieszczona grupa kawowa i nieco większy boiler, RS ma lepsza renomę. Biję się z myślami a jeszcze Ascaso wprowadziło nowszą wersję z termoblokiem co już kompletnie wprowadza mętlik i komplikuje wybór. Nie wiem czy do domowego ekspresu termoblok nie jest lepszy. Jak Panu się wydaje – testował Pan jeszcze tego desinerskiego ascaso na termobloku właśnie – mimo, że to półka niżej to może odczucia ogólne będą podobne z uwagi na termoblok? Do Pana Janusza nie dzwonię bo wiem, że dobry z niego marketingowiec i sprzeda mi co tylko zechce a to nie o to chodzi :)

        • Jednak jakoś preferuję bojler. I tego bym się trzymał. Tak, testowałem Dreama. Wolę jednak Steela z bojlerem. RS nie ma PID-a. można dokupić tylko jakiegoś zewnętrznego i bawić się w rokzręcanie i lutowanie. W Ascaso dokupić nie można samego kontrolera.

          • NG

            Kontroler to w przyszłości jakiś się kupi, zewnętrzny – o ile w ogóle – bo być może nauczę się funkcjonować bez. Przyzwyczajony jestem do różnych manewrów z maszyną aby wydała z siebie wszystko co najlepsze:) Więc zostanie bojler – tego będę się trzymał. Dzięki za użyteczną informację.

          • Poe

            Da się bez PID-a, to z pewnością :) po pewnym czasie widać, kiedy jest poprawnie, a kiedy mniej. A zabawa temperaturą to niuanse. Trzeba mieć czas na to ;)