Smak kawy. Dobroć względna i bezwględna

Uderzając w mocno filozoficzne tony – czy dobroć możemy podzielić na względną i bezwzględną? Czy może jest to coś zupełnie obiektywnego? A może ilu ludzi, tyle dobroci? No i jaki ma to związek z kawą?

Kiedy tak naprawdę możemy stwierdzić, że coś jest dobre? Począwszy od zupełnych ogólników moralnych, aż po określenie smaku. Człowiek od dziecka po kres swoich dni, uczy się tego, co jest dobre, a co nie. Ta percepcja nie jest nam dana, tylko jest nabyta w procesie poznawania świata. Co za tym idzie, im więcej spróbujemy, im więcej doświadczymy, tym teoretycznie jest nam prościej zakwalifikować pewne zjawiska do pojęcia dobroci
Skupiając się na kawie. Mówiąc, że ta kawa mi smakuje odnosimy się do tego, że jest w naszym guście bądź porównując do innych kaw, których do tej pory próbowało się, jest najlepsza. I tu dochodzimy do pewnego rozwidlenia. Bo czym innym jest dobroć pod względem gustu, a czym innym dobroć pod względem jakości. 

Nie można przyjąć odgórnej opinii, że kotlet schabowy jest smaczniejszy od kotleta z piersi kurczaka. Nie ma sensu przekonywanie kogoś, że lepsze są smaki aronii i porzeczki w kawie niż karmelowe czy czekoladowe, bo to już należy do naszych indywidualnych preferencji. Śmiało jednak można ocenić jakość jedzenia czy napojów, zupełnie niezależnie od profilu smakowego, oczywiście w ramach tego samego typu produktów.


Nawiązując do początku wpisu, koniecznie trzeba mieć jakiś punkt odniesienia. Człowiek to taka bestia, która bardzo szybko przyzwyczaja się do lepszych rzeczy i później trudno jest mu cofnąć się choćby o stopień niżej w swoich wymaganiach i preferencjach. Zawsze musi być tendencja zwyżkowa, albo przynajmniej na tym samym poziomie. Ot, choćby widząc sam po sobie, że poza własnym domem i sprawdzonymi kawiarniami kawy właściwie nie pijam. Jeszcze z dwa lata temu tolerancja na gorszą jakościowo kawę była większa. Z piwem podobnie. Nie przeszkadzało mi pójść ze znajomymi do knajpy i zamówić jakieś klasyczne piwo przemysłowe i po prostu je pić. Niestety, odkryłem prawdziwe piwa z niszowych browarów… Jedzeniowo podobnie. Wolę kupić mniejszą ilość szynki czy nabiału, ale lepszej jakości, o odpowiednim smaku i właściwościach. Nie chciałbym, aby brzmiało to snobistycznie i że pieniądze wręcz mi się nie mieszczą w portfelu. Tak nie jest zdecydowanie. Jednak wyznacznik cenowy nie jest zawsze najważniejszym kryterium. Jeśli wiem dlaczego muszę za coś zapłacić więcej, to ja to rozumiem. Nie rozumiem takich działań wtedy, gdy utożsamia się jakość i markę z ceną, tj. im więcej coś kosztuje tym MUSI być to lepsze. A tak niekoniecznie jest. Wystarczy spojrzeć na ceny kaw w supermarketach. Niby wyśmienite kawy z włoskich palarni, niby głęboki i pełny smak kawy rozpuszczalnej, za kwoty, które nie odzwierciedlają na jotę jakości produktu. Z nabiałem jest podobnie. Sztuczne jogurty, które nawet nie mają w sobie owoców czy suche białe sery spod szyldów popularnych marek są nieraz dwukrotnie droższe od tych w trochę brzydszych opakowaniach, tych produkowanych tylko w jednej mleczarni, a po stokroć lepszych.

Wracając do kawy. Bywając czasami na otwartych cuppingach, czyli testach kaw, organizowanych przez uznane polskie palarnie czy kawiarnie, dedykowanych osobom, które dopiero zaczynają swoją kawową przygodę, zaobserwowałem bardzo charakterystyczne zjawisko. Zainteresowani oczywiście kawę lubią, piją, robią, chodzą do kawiarni. Mają w głowie utrwalone pewne profile, które utożsamiają z kawą. Z reguły fusiasta, rozpuszczalna czy włoska z ekspresu, zachwalając popularne w sklepach marki. Są pewni, że piją coś pysznego. 

Podczas cuppingu na Festiwalu Kawy w podczęstochowskim Kamyku w sierpniu 2013 r (fot. ze zbiorów własnych)



Na stołach pojawia się kilka – kilkanaście kaw odpowiednio zaparzonych (szerzej o cuppingu możecie poczytać m. in. tutaj), przeróżnych. Brazylie, Gwatemale, Etiopie, Kenie. Różne smaki, różne profile. Ale to nie koniec. Prócz dobrych jakościowo kaw, wmieszane są kawy produkowane na skale przemysłową. Wszystko jest oceniane w ciemno. Każdy może siorbać sobie do woli, próbując i smakując. Na koniec grupowe wskazywanie co najbardziej smakowało i co najmniej. O ile w tym, co było najsmaczniejsze są pewne różnice, bo właśnie dał o sobie znać indywidualny gust, o tyle wskazanie najgorszej kawy zawsze jest bezbłędne. Zawsze na końcu pojawia się kawa przemysłowa, źle wypalona, kiepskiej jakości, która sporej grupie osób normalnie smakuje. Jednak w konfrontacji z faktycznie dobrymi kawami, wyselekcjonowanymi, odpada w przedbiegach. Tu właśnie dotarliśmy do tej względności i bezwzględności dobroci. Gust swoją drogą, ale jakość jednak zawsze jest wyczuwalna. Problem leży tylko w punkcie odniesienia. Stąd smak kawy może być oceniany w kategoriach obiektywnych, co nie jest związane bezpośrednio z profilem smakowym, który może być już zupełnie indywidualny i subiektywny.

Człowiek nie byłby człowiekiem, gdyby nie ustalił też pewnych fachowych, ścisłych wytycznych dotyczących oceny kawy. Bardzo dobrze cały proces opisał Błażej Walczykiewicz na blogu No Milk No Sugar. Właśnie według tych zasad jest oceniana przez profesjonalistów kawa i dzięki temu świadomy kawosz może wybrać faktycznie to, co najlepsze, parafrazując znane hasło reklamowe pewnego producenta kawy.

A nieprzypadkowo piszę o tym w przededniu świąt Wielkiej Nocy. Święta to czas, kiedy ludzie zaopatrują się w wiele smakołyków, by podzielić się nimi z najbliższymi przy wspólnym stole. Kawa jest nieodłącznym elementem rodzinnych spotkań. Widać to w okół nas i widać to w telewizji, gdzie ilość reklam wszelkiej maści produktów kawowych znacznie wzrosła w ostatnio. 

Może warto sprawdzić na własnej skórze dobroć względną, bezwzględną i dobroć lokalnej palarni, która może dostarczyć na świąteczny stół dobre rarytasy?