Sztokholm. Kawa i śledzie.

sztokholm

Sztokholm. Pierwsze skojarzenia to skandynawski chłód, niezbyt przyjazne temperatury i ponura pogoda, a wszystko okraszone mgłą mrocznej tajemnicy wyciągniętej ze szwedzkich kryminałów. Uważam jednak, że to jedna z najprzytulniejszych, europejskich stolic, gdzie można zagubić się w gąszczu kawiarni, restauracji i terenów zielonych. Spędziłem tam kilka dni niedawno i przygotowałem dla Was krótki przewodnik po miejscach, które naprawdę warto odwiedzić – na kawę, na jedzenie i na kulturę.

Lubię Sztokholm. Nie ukrywam. Mocno kojarzy mi się z moim ulubionym Gdańskiem. Byłem w szwedzkiej stolicy kilka razy, choć w odstępach kilkuletnich i za każdym razem inaczej patrzę na to miasto. Niezmienne jest jedno – czuję się tam przytulnie. Sztokholm jest niezwykle cichym miastem, jak na stolicę państwa. Gwar w normalny dzień roboczy kompletnie nie jest męczący. Nie słychać klaksonów, sporadycznie przejedzie jakiś pojazd na sygnale. Trudno uchwycić o co dokładnie chodzi i z czego to wynika, ale porównując Sztokholm do Warszawy czy Rzymu, jest tam bardzo cicho i spokojnie. Miasto nie narzuca się swoją obecnością, tylko swobodnie towarzyszy w wędrówce.

sztokholm

Kawa

Jako że PopularCoffee to blog kawowy, zacznę od tej jakże istotnej kwestii. Szwedzi piją dużo kawy. Naprawdę dużo. Na coffeedeskowym blogu sięgam po konkretne dane i Szwecja plasuje się na szóstym miejscu na świecie pod względem spożycia kawy na osobę. Przed nią są Dania, Finlandia, Norwegia czy Islandia. A więc Skandynawia w pełnej krasie. To właśnie ze Szwecji wywodzi się Fika, czyli mało przetłumaczalne słowo, oznaczające czas na kawę i coś słodkiego, najlepiej w towarzystwie ulubionych osób – kwintesencja relaksu i mentalnego odpoczynku.

Zatem miejsc do fikania w Sztokholmie jest mnóstwo. Oczywiście gros to kawiarnie sieciowe na czele ze szwedzkim Espresso House. I tu mnie spotkała miła niespodzianka. Zamówiłem tam czarną kawę z dużego ekspresu przelewowego (batch brew). Do wyboru były trzy opcje, w tym special brew. Nie znalazłem konkretnych informacji, co składało się na ten blend, ale byłem bardzo zaskoczony smakiem. Na plus. Początkowo kawa była dość ciężka i zapach nie był jakoś specjalnie ujmujący, ale nie odrzucał. Jednak z minuty na minutę kawa otwierała się i stawała bardziej czysta, by po chwili dać słodki smak, średnie body i przyjemną, zbalansowaną kwaskowatość. Nie wzgardziłbym taką kawką w żadnej sieciówce, a i w kawiarniach z dostępnymi alternatywami zdarzyło mi się pić słabsze rzeczy.

sztokholm kawiarnia

Myśląc Szwecja nie można pominąć innego skojarzenia, już stricte z działki kawowych pasjonatów – Johan & Nystrom. To spora, dobrze prosperująca firma, kojarzona mocno z branżą specialty. Choć osobiście mam mieszane uczucia co do nich, bo niektóre single pijałem obłędne, soczyste, słodkie i charakterystyczne, a ich Etiopie – Welena i Guji – to klasyka alternatyw. Jednak zdarzały się spore wpadki, a blendy do espresso są dla mnie zdecydowanie za ciemne i ciężkie, nie licząc wersji five estate.

Niemniej, to właśnie z jednej z kawiarni J&N, znajdującej się na Sodermalmie mam doskonałe wspomnienia sprzed kilku lat. Dostałem tam świetną, słodką, pełną Kenię parzoną w Aeropressie, a przepis, który zdradził mi barista tam pracujący, do tej pory z powodzeniem wykorzystuję w swojej kuchni. Tym razem było podobnie. Burundi z V60 była bardzo dobrze zaparzona, miała dużo owocowej słodyczy, konkretne body i intensywny zapach. Przy okazji wizyty w kawiarniach Johana & Nystroma – nie zapłacicie tam… gotówką. Tylko karta, o czym szerzej wspomnę pod koniec wpisu.

sztokholm johan nystrom

Kolejny punkt obowiązkowy to Drop Coffee. Head Roasterka Dropa, Joanna Alm zdobyła w tym roku po raz kolejny Mistrzostwo Szwecji w paleniu kawy. Ich palarnia znajduje się przecznicę dalej od wspomnianego wyżej Johana & Nystroma, zaraz przy wyjściu z metra Mariatorget. Surowe wnętrze nie kojarzy się raczej ze skandynawskim minimalizmem i nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak ze względów kawowych, wstąpić trzeba! Piłem tam Boliwię Alasitas Natural, tę samą, nad którą rozpływałem się niedawno w wydaniu duńskiego Coffee Collective. Propozycja przygotowana przez Dropa była lżejsza, mniej lepka, ale z mocniejszym akcentem owocowym z truskawką na czele. Pyszności! Jednak tu też trzeba pamiętać o płatności kartą, gotówka nie przejdzie.

drop coffee Stockholm

Sztokholm to oczywiście nie tylko kawiarnie związane z konkretną palarnią. Na kawowej mapie koniecznie zaznaczcie sobie Cafe Pascal. Mają obecnie dwa lokale. Najnowszy także na Sondermalmie. Wizyta w tej kawiarni jest bardzo dobrym przykładem, jak działa bezgraniczny, kawowy świat. Kilka miesięcy temu Sztokholm odwiedziła Aga Bukowska. Zwiedzając szwedzką stolicę trafiła między innymi do Pascala, gdzie poznała head baristę – Pierra Tymmsa. Więc szybki kontakt z nim przez instagrama i już siedzieliśmy przy kawie, rozmawiając o kawie. Pierre urodził się we Francji, ale większość życia spędził w Australii. Potem zapragnął podróżować z plecakiem po Hiszpanii i Portugalii, aż rok temu wylądował w Szwecji. Kilka tygodni temu zajął piąte miejsce na Mistrzostwach Szwecji Brewers.

Sama kawiarnia ma mocny sznyt francuski z bardzo dobrymi tostami croque monsieur na czele. Kawa z całego świata – wypiliśmy akurat duńską La Cabrę oraz Gardelliego, ale na miejscu (i to polecam) można na bieżąco kupić ziarna ze szwedzkiego Love Coffee Roasters. Kupiłem tam Etiopię Sasabę Natural i bardzo mi posmakowała – gładka, mocno truskawkowa, nie aż tak ciężka, jak bywają naturalne Etiopie, żywa.

cafe pascal stockholm

Jeszcze jedno miejsce, które warto odwiedzić w tym pięknym mieście – Rosendals Tradgrad. To nie jest kawiarnia specialty, jak powyższe. Jednak możliwość posiedzenia w pięknym ogrodzie, pośród szklarni z kawą i ciastem, zwłaszcza w sezonie wiosenno – letnim, jest nie do przecenienia. Prócz zakupu kwiatów i sadzonek działa kawiarnia oraz sklep ze zdrową żywnością. Warto się tam przejść przy okazji spaceru po wyspie Djurgarden (dostaniecie się tam promem, na który obowiązują standardowe bilety komunikacji miejskiej).

rosendals stockholm

Jedzenie

Sztokholm to nie tylko kawa, ale także jedzenie! Oczywiście pierwsze skojarzenie, to klopsiki z żurawiną. Jednak w tej kuchni można odnaleźć zdecydowanie więcej smaków.

To, co najbardziej mnie urzekło, a jednocześnie nie był to żaden fine dinning, to obłędne kanapki ze śledziem w budce Nystekt Stromming. Zapragnąłem ich, jak tylko przeczytałem o tym miejscu u dziewczyn z burczymiwbrzuchu. Obecnie panowie od śledzi stacjonują w południowej części starego miasta – Gamla Stan. Menu jest do bólu proste – do wyboru są dwa rodzaje śledzia, czyli smażony oraz smażony i marynowany. Do tego żytni, bardzo dobry, kwaskowato – kremowy chleb i takie dodatki jak koperek, czerwona cebula czy majonez. Jak ktoś chce bardziej zaszaleć, może wybrać wersję z puree ziemniaczanym zamiast chleba. Smaki intensywne, ładnie uzupełniające się, a jednocześnie każdy składnik czuć osobno. Oj, zjadłbym znów! Nie zawsze są otwarci, czasami śledzie znikną szybko i pod wieczór nie ma nawet co tam iść, ale warto polować na otwartą budkę!

Nystekt Stromming stockholm

Chcecie produktów sezonowych, lokalnych i w otoczce nieco większego luksusu niż papierowy talerzyk z kanapką ze śledziem na powietrzu? Koniecznie idźcie do Fotografiski. To moje ulubione miejsce w Sztokholmie – stała, wielka wystawa fotografii, gdzie co chwilę są organizowane wystawy największych artystów z całego świata. Od fotografii ulicznej, przez reportaże, fotografie komercyjne czy konceptualne. Kilka pięter obcowania z najdoskonalszymi kadrami, a na samym szczycie doznania kulinarne (nie można wejść tylko do restauracji, zatem wstęp tylko po zakupieniu biletu na wystawę). Kucharze bazują na aktualnie dostępnych produktach, które wypisane są na tablicy. W połowie kwietnia w menu obowiązywały takie pozycje jak sałatka z krewetkami, na grillowanej sałacie rzymskiej oraz obłędne gnocchi z grillowaną pieczarką portobello, pesto i tartą skórką z cytryny. Do tego potężne okna z widokiem na zatokę oraz miasto, prosecco i macie pełnię szczęścia!

fotografiska sztokholm

A może coś kompletnie nieszwedzkiego? Wręcz nieeuropejskiego? Ponownie Sondermalm i Ai Ramen. To był strzał na ślepo – szybki impuls, by zjeść coś azjatyckiego na obiad. Google pokazało w pobliżu to miejsce, wraz z przychylnymi opiniami. Bardzo smaczne kimchi, w zestawieniu z ramenem z tahini (tan-tan), z kurczakiem zagrodowym obtoczonym w sosie gochujang natychmiast postawiły mi przed oczami listopadowy pobyt w Seulu. To zapachy, które tam mi towarzyszyły! Pyszny był też ramen Sthlm Shoyu z marynowanym jajkiem oraz boczkiem, którego dała mi spróbować Agnieszka.

sztokholm

Sztokholm to także słodkości – w każdej piekarni, cukierni czy kawiarni bez problemu dostaniecie bułeczki z cynamonem bądź z kardamonem. Mnie najbardziej urzekają te drugie – pełne maślanego smaku z intensywną, korzenno – cytrusową nutą. Nie wzgardźcie także szwedzkim ciastem z kremem migdałowym. Nawet takim zamrożonym, dostępnym w sklepowych zamrażalnikach.

Co tam jeszcze?

A więc, poza jedzeniem i poza piciem, jak wspomniałem, koniecznie musicie odwiedzić Fotografiskę. Nawet, jeśli nie jesteście zapalonymi fotografami – ta instytucja przyciąga i zachwyca. Warto wdepnąć na zwiedzanie z przewodnikiem do ratusza miejskiego, by dowiedzieć się, że Szwedzi mają poczucie humoru i problemy z architekturą. Wrażenie robi też Vasa Museet i Moderna Museet, czyli muzeum sztuki współczesnej, gdzie część wystawy jest udostępniona do zwiedzania za darmo. Pamiętajcie, że większość tego typu instytucji jest nieczynna w poniedziałki oraz… że nie zapłacicie tam gotówką. Szwedzi skutecznie pozbywają się z obiegu fizycznego pieniądza, zastępując wszystkie transakcje na płatność kartą. Tak mają i trzeba mieć to na uwadze przy wyjeździe do naszych północnych sąsiadów.

sztokholm

Będąc przy pieniądzach i płatnościach… To, że jest tam drogo, to nie mit. Faktycznie, w porównaniu do polskich zarobków, wszystko jest dużo droższe i najlepiej nie przeliczać tych kwot na naszą walutę, bo ciężko się zdziwimy, gdy za dwa dania i dwa kieliszki wina przyjdzie zapłacić około 200 złotych, czy za wstęp to muzeów dla dwóch osób bez problemu wydamy 100-150 złotych. Kawa w ziarnach jest relatywnie tania, bo w takich miejscach jak Drop czy Johan & Nystrom, paczka 250g kosztuje tyle, ile płaci się w Polsce za kawę specialty, tj. w okolicach 40-60 złotych. Niemniej, Sztokholm warto odwiedzić i poczuć klimat oraz smak tego miasta. Ilość wody, zieleni, zaułków, muzeów, bliskość morza i dzikiej przyrody działają przyciągająco, a bilety lotnicze do szwedzkiej stolicy to koszt kilkudziesięciu złotych.