Torba podróżna – The Coffeebrewer.

the coffeebrewer

The Coffeebrewer – taka śmieszna, kawowa torba – chciałby rozwiązać sporo problemów, jakie można napotkać, gdy najdzie nas chęć na dobrą kawę gdzieś w podróży. O jakie problemy chodzi? O brak zaparzacza, młynka czy samych ziaren. Czyli wyzwanie całkiem spore, a do tego miałoby to kosztować gorsze…

W locie i przelocie

Na urządzenie (produkt? kawę? torbę?) The Coffeebrewer natknąłem się na gdańskim lotnisku w kawiarni Cavarious. Tu ukłon w stronę Mateusza Dąbka, który w tej sieci wprowadził dobre ziarna z polskich palarni oraz możliwość zamówienia sobie kawy z French Pressa czy Aeropressu! Przy kasie stały w rządku niepozorne, brązowe, papierowe torebki, które można by wziąć za paczkę suszonych owoców czy orzeszków. To były jednak gotowe zestawy kawowe, które wystarczy potraktować gorącą wodą, aby móc cieszyć się kubkiem czarnego napoju. Cena w okolicach 10 złotych i to na lotnisku zachęciła do testów.

Idea The Coffeebrewer jest bardzo prosta. Torebka jest podzielona na dwie części – otwierając ją od góry, widzimy już zmieloną kawę. Wlewamy gorącą wodę, która przechodzi przez kawę, przelewając się do dalszej części torebki. Gdy wlejemy odpowiednią ilość (czyli do wyznaczonej linii), czekamy trzy – cztery minuty, aż kawa odda do wody swój smak i już możemy przez plastikowy dzióbek wlać sobie kubek czarnej. Sprytnie, prawda?

the coffeebrewer

Działania terenowe

Niedawno musiałem wyjechać na zdjęcia bardzo wcześnie rano. Była niedziela. Gdy dojechaliśmy z całą ekipą realizacyjną na miejsce, właśnie wstawało słońce. Piękne okoliczności nadgranicznego Bugu. Białoruski roaming dał o sobie znać – wczoraj przyszedł rachunek telefoniczny, gdzie za 94kB danych mam zapłacić dodatkowe 3,60… Dobrze, że szybko się zorientowałem.  Temperatura poniżej 10 stopni, mgliście, wilgotno… W ferworze nadrannego pakowania, w torbę wrzuciłem sobie kubek i American Pressa, ale już o młynku i kawie zapomniałem. Na szczęście wziąłem na zaś The Coffeebrewer.

Okoliczności przyrody.

Pozostało mi tylko zdobyć nieco gorącej wody.

Szybki rzut oka na instrukcję – najpierw odkręcić korek, otworzyć torebkę i wlać wodę, by sięgnęła zadowalającego nas poziomu (skala pomaga uzyskać kawę o większej bądź mniejszej intensywności).

the coffeebrewer

Kawa, która znalazła się w mojej paczce, to Gwatemala Fedecocagua z upraw opisanych jako organiczne oraz fair trade o poziomie wypalenia oznaczonym hasłem medium. Żadnych informacji o metodzie obróbki czy odmianach nie znalazłem, ale raczej na pewno była to kawa myta. Zapach dobywający się z paczki nie był zbyt piękny, tym bardziej że mamy do czynienia z kawą już zmieloną, ale nie odrzuca też żadnymi niepożądanymi nutami.

Wlałem wodę, odczekałem rekomendowane 3 – 4 minuty i przeszedłem do spróbowania.

Zapach ot, kawowy. Przypieczona skórka chlebowa, trochę czekolady. W smaku podobnie. Dość płasko, smak szybko urywał się, body średnie. Była gorycz, ale na akceptowalnym poziomie, można było doszukać się smaku świeżego, podpieczonego pieczywa oraz gorzkiej czekolady. Choć opis nie brzmi jak profil smakowy wysokiej jakości kawy specialty, to tak naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Kawa jest w stanie trafić w gusta wielu klientów, nawet tych, co lubią sobie dolać mleka, albo sypnąć cukru, a i ja wypiłem ją bez krzywienia się i poczucia winy pt. co ja w siebie wlałem. 

Wielorazowy użytek i szeroka gama

The Coffeebrewer ma jeszcze jeden atut – to urządzenie jest wielokrotnego użytku, do czego zachęca sam producent informacją na opakowaniu. Można wyrzucić zmieloną i zaparzoną kawę i wsypać własnej. Oczywiście nie zachęcam do tego, by chomikować sobie torebkę na tygodniowy wyjazd, bo jednak nie jest to naczynie do mycia, trudno to też wysuszyć… Ale można od razu, jedna po drugiej, zaparzyć kolejne porcje. Choć, wiadomo, trzeba już wtedy mieć swój zapas kawy, ale nadal bez żadnych dodatkowych akcesoriów.

coffee brewer

Ponadto, The Coffeebrewer posiada wiele rodzajów torebek wypełnionych singlami z Brazylii, Hondurasu bądź Etiopii. Na stronie pokazane są także zestawy herbaciane czy ziółkowe.

Rozwiązanie bardzo proste i niepozbawione sensu. Moim zdaniem to dobry pomysł na podróż pociągiem bądź samolotem, gdzie serwowane kawy mają wątpliwy smak i jakość. Sprawdzi się to też, na przykład, wędrując po górach, gdzie każdy dodatkowy kilogram osprzętu spowalnia marsz. Także The Coffeebrewer, choć nieidealny, sporo zalet ma.

  • Agnieszka

    Mnie ten pomysl nie zachwyca. Kawa moze i nie jest z tego najgorsza (jesli tylko nie lezy na polce przez kilka miesiecy), ale… Od dluzszego czasu bombarduje sie nas haslami o koniecznosci ochrony srodowiska, ograniczaniu liczy odpadow, skazeniu oceanow i organizmow zywych przez czastki plastikow, a mimo to przerozni wynalazcy z radoscia oferuja nam coraz to nowe „jednorazowki”, lub 2-3-razowki.
    Kocham kawe, ale jesli nie mam dostepu do produktu wysokiej jakosc… zamawiam herbate…

    pozdrawiam!

    • Jest dużo racji w tym, co piszesz! Zdecydowanie lepiej wyrzucić do kosza fusy i papierowy filtr niż całe takie urządzenie.

      Dzięki, że zwróciłaś na to uwagę :)