Wawangarda – ludzie, kawa, hipsterzy i histeria

Wawangarda - recenzja

Kilka tygodni temu po internecie rozlała się warszawska kawa, czyli odcinek serialu Wawangarda, w którym autorzy pokazali jak zmieniła się stolica w ostatnich latach na przykładzie kawy. Można mieć mieszane uczucia, ale na pewno nie takie, jakie mają niektórzy publicyści…

Kto jeszcze nie widział pierwszego odcinka serialu Wawangarda, zapraszam, warto nadrobić zaległości, wyrobić sobie własne zdanie na temat tego, co jest tam pokazane oraz po to, by lepiej zrozumieć mój dzisiejszy wpis.

 

Przede wszystkim, gratuluję Autorom tego odcinka pomysłu, realizacji, doboru osób i rzetelnego podejścia do sprawy.

A co do oceny samego filmu, zawartości i przesłania. Swojego bloga prowadzę po to, by przekazać ludziom najistotniejsze fakty dotyczące dobrej kawy, niezależnie czy w formie wszelkiego typu alternatyw, czy w formie espresso. Chcę być dobrym miejscem do spotkania amatorów z ludźmi zajmującymi się kawą profesjonalnie. I w podobnym kontekście występuje tu serial Wawangarda. W skrócie, jest to kilkanaście minut poświęcone osobom, które zmieniły świadomość setek, jak nie tysięcy ludzi pod kątem nie tylko doboru tego, co wybiera się w kawiarni do wypicia, czy robienia tego w domu. To także poszerzenie funkcji kawiarni, o czym też niejednokrotnie wspominałem w swoich wpisach, do miejsca ważnego społecznie, cytując fragment filmu.

Zwłaszcza w przypadku Warszawy widać trend, że kawiarnia nie musi być w turystycznym miejscu, by cieszyła się popularnością. Właśnie te na uboczu, pośród dzielnic mieszkaniowych, są bardzo doceniane przez mieszkańców, jako miejsce spotkań lokalnej społeczności. A przecież do tego usilnie dążymy, jako państwo aspirujące do miana rozwiniętego – zbudowania społeczeństwa obywatelskiego, które dba o środowisko dookoła siebie (nie zapominając o sprawach w szerszym kontekście).

Cieszy mnie również fakt pokazania ludzi, którzy potrafią połączyć kawową pasję z dobrym pomysłem na życie zawodowe. Kawa przestała być domeną tylko i wyłącznie dorywczej pracy w czasie studiów. Poszliśmy o krok dalej i tak, jak to się dzieje na Zachodzie, może to być praca zawodowa, w której ludzie rozwijają się, cieszą się z niej i wkładają w to mnóstwo serca.

Dlatego ogromnie zniesmaczył mnie i zasmucił tekst Pawła Bravo na łamach Tygodnika Powszechnego (pełną treść artykułu można przeczytać po zalogowaniu się do portalu) pt. Kawa bez ciśnienia.

Przyczynkiem do wywodów publicysty była właśnie Wawangarda i jej prezentacja w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. O ile jestem w stanie zrozumieć łapanie się za głowę na widok niektórych ludzi, bo sam nie jestem fanem współczesnych trendów w modzie męskiej, czyli ubrań rodem z pomocy dla najbiedniejszych w cenach zawrotnych i lichych sylwetek, nieskażonych żadnym większym wysiłkiem, o tyle wywodów na temat kawy pojąć nie jestem w stanie.

(…) Patrzyłem ze smutkiem, jak alternatywy kawowe obrastają własną formą cmokierstwa i surrealnej pogoni za zwiewnymi doznaniami. Wszystkie te przesadzone celebracje, które znam aż za dobrze z twórczości tandetnych krytyków winiarskich (…), zobaczyłem w jeszcze bardziej pociesznej formie na zdjęciach z degustacji kaw. Z konieczności rozcieńczonych, bo istotnie niezbędny dla solidnej kawy „kop” tłumi wszelkie aromaty kwiatków i jagódek, smaki marcepanu i orzecha. To tak, jakby kupić baterię dobrych wódek i rozwadniać je, gdyż alkohol zakłóca percepcję bodźców z nosa i podniebienia. Może więcej poczujemy, ale nie będzie to wódka. Nie po to się zresztą zamawia kawę, by wdychać fiołki. Któż by zresztą zdążył, jeśli w normalnych warunkach wypicie jej zajmuje parę sekund.*

Dodam jeszcze, że nieco wcześniej, Autor dowodził, że włoska kawa i ekspres ciśnieniowy to najwyższa forma kawowa, do której doszła ludzkość i na niej powinno się poprzestać.

Tak więc, Szanowny Panie Pawle, jeżeli kiedykolwiek Pan przeczyta mój tekst – nieraz zdarzało mi się czytać Pana felietony na łamach Rzeczpospolitej, zgadzałem się z nimi w mniejszym, bądź większym stopniu, ale dobrze się je czytało, coś za sobą niosły. Jednak wspomniany felieton Kawa bez ciśnienia ewidentnie pokazuje fakt, jak bardzo nie wie Pan o czym Pan pisze.

W przypadku kwestii światopoglądowych i politycznych, niemal zawsze plasuję siebie na pograniczu liberalnego konserwatyzmu i konserwatywnego liberalizmu. Nie jestem fanem mentalnej hipsterskości, czyli patrzenia tylko na to, by było mi dobrze, nie myśląc o szerszych sprawach i głupkowatym, bezmyślnym podążaniu za mainstreamowością przykrytą oryginalnością i indywidualizmem (tak, dokładnie tak to wygląda). Jednak picie kawy i interesowanie się nią może być ważnym aspektem życia. Dlaczego ktoś ma nie być specjalistą w dziedzinie ekonomii, inżynierem, architektem, a jednocześnie znać się na kawie, na dobrym jedzeniu itp?

Twierdzi Pan, że espresso i to w tym włoskim wydaniu jest jedynym, prawdziwym i najdoskonalszym. A ja uważam, że bardzo się Pan myli, zwłaszcza, jeśli pisze Pan takie bzdury jak kofeinowy kop oraz

(…)Pół litra naparu pozwala dłużej posiedzieć i pogadać bez ryzyka, że nadmiar wchłoniętej kofeiny narobi nam rabanu w systemie nerwowym.*

Tak się składa, że kofeina jest wypłukiwana z kawy wraz ze wzrostem czasu zaparzania kawy. Czyli, wbrew temu, co Pan napisał, espresso ma najmniejszą ilość kofeiny, a te rozcieńczone pół litra ma sporo większa zawartość tejże. Działanie jest trochę inne. Ze względu na esencjonalność espresso, kofeina szybciej zaczyna działać w naszym organizmie, ale na krócej.

Natomiast co do fiołków i że nie po to pije się kawę, by je czuć. Dlaczego wybiera się wino czerwone, albo białe, z takiego, albo innego szczepu, z takiego, albo innego rocznika, z tego bądź tamtego państwa? Przecież można kupić pół litra wódki za 15zł i jeszcze lepiej się nawalić! Dlaczego idzie się do restauracji na dobry, włoski makaron, ze świeżymi pomidorami, zieloniutką bazylią i tartym parmezanem, skoro można najeść się za kilka złotych tłuczonymi kartoflami i kawałkiem jakiejś wysmażonej na podeszwę padliny? Tak, Włosi rozpropagowali espresso i swoje mieszanki kawowe. Ale to, że mają silne przebicie marketingowe i ich kawa jest swoistym soft power w dziedzinie stosunków transgranicznych, nie oznacza wcale, że tak naprawdę jest. Włoskie kawy są w przerażającej większości spalone, niskiej jakości, gdzie w smaku dominuje smutna gorycz i nic ponadto. To tak, jak chwalić spalonego na wiór steka, że jest dobrze wysmażony…

I wbrew temu, co Pan napisał, że w ciągu pięciu sekund picia espresso nie ma sensu (nie da się) nic wyczuć, powiem Panu – owszem, można. Pijąc espresso (które również bardzo lubię, ale tylko, jeżeli jest poprawnie przygotowane i z dobrej jakości ziaren), można poczuć na języku całą paletę posmaków, bardzo przyjemnych i smacznych.

Kawy nie trzeba siorbać, żeby ją poczuć. Nie trzeba mlaskać i robić z tego przedstawienia przy gościach. Można przygotować sobie filiżankę (od espresso, po pół litra) i po prostu czerpać z tego przyjemność, a nie pić ze smutnego obowiązku i potrzeby kopa.

Przemilczę takie sformułowania z Pana tekstu jak:

Wpadały mi nieraz w oko dziwne nazwy na tablicach, z których zwłaszcza chemex nie wróży niczego pijalnego, a z kolei drip, czyli kap-kap, zdradza, że oto ktoś jeszcze ma chęć na przelewową lurę.*

Bo bardzo mocno pogrążył się Pan swoją autorytarnością wynikającą nie z tego, że Pan spróbował, pił kilkukrotnie, w różnych kawiarniach i z różnych ziaren i stwierdził Pan, że to nic smacznego w Pana odczuciu, a z tego, że postanowił Pan, że włoska kolba jest dobra na wszystko i koniec.

W każdej kulturze i modzie pojawiają się osoby próżne, robiące z siebie celebrytów i znawców. Tak też jest w przypadku ludzi związanych z kawą. Są osoby, które stylizują się na znawców, na autorytety, a tak naprawdę za kilka miesięcy im przejdzie i zajmą się czymś innym. Tak jest w każdej dziedzinie. Ludzie szukają poklasku, akceptacji i podziwu, tego nie zmienimy. Pisałem o tym nieco we wpisie o hipsterskości kawy.

Poza tym, to chyba dobrze, że w państwie, gdzie niemal każdy obywatel codziennie dostaje po dupie, za przeproszeniem, na każdym kroku – od pracodawcy, od rządu i urzędników – znajduje sobie takie drobne przyjemności, jak picie dobrej kawy, czyż nie?

* – Wszelkie cytaty z artykułu Kawa bez ciśnienia Pawła Bravo pochodzą z portalu Tygodnika Powszechnego.

  • Dobrze napisane. Tego typu zdania jak pana Pawła Bravo dowodzą o niezrozumieniu i braku chęci zrozumienia. Tak jak napisałeś co innego jak ktoś spróbował alternatyw i świadomie mówi „nie, wolę parzoną w szklance” ;-). Gorzej jak ktoś z zasady nie, bo nie. Mnie zatrważają zbytnio wystylizowani ludzie zgromadzeni wokół kawy. Te skinny jeans u mężczyzn, tatuaże i kolczyki w różnych częściach twarzy. Jednak nie odmówię im jednego. Pociągu do wiedzy, autentycznego błysku w oku i że są to ludzie pełni pasji. Felieton pana Pawła Bravo miał być lekki, łatwy i przyjemny. A jaki wyszedł każdy widzi. Akurat ja jestem entuzjastką Wawangardy, ale to może być kwestia pokolenia.

    Pozdrawiam
    A.D.

    • Poe

      Cześ Aniu!

      Cieszę się, że podoba się tekst.

      Kawa staje się modna, to nie ulega żadnej wątpliwości. A jak każda moda, cierpi na swoje popkulturowe wynaturzenia, tu akurat widać po przykładzie „zawłaszczenia” kawy przez osoby z szeroko pojętej grupy „hipsterów”. Ale tak naprawdę to margines, a pasjonaci kawy, wbrew obiegowej opinii, to normalnie wyglądający ludzie, po prostu cieszący się z życia i smaków, jakie ono przynosi!