World of Coffee Budapeszt – Mistrzostwa, targi, ludzie!

world of coffee

World of Coffee to jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie kawy w ciągu roku. Duże targi branżowe, liczne stoiska największych marek sprzętowych, sporo różnych palarni, a także czas zmagań baristów – również polskich – walczących o tytuły Mistrzów Świata. No i oczywiście ludzie – dużo ludzi, z którymi można wymienić się spostrzeżeniami i doświadczeniami. Tym razem Budapeszt został przejęty przez kawę i musiałem sprawdzić z bliska, osobiście, co tam się odbudapesztawiało!

Pierw filmowo

Nim zanurzyłem się w klimacie World of Coffee już sam dojazd do Budapesztu był przygodą. Tak się złożyło, że wybrałem tam wraz z gdyńskimi przyjaciółmi – Basią Szparagowską i Leszkiem Jędrasikiem z na pewno dobrze Wam znanej kawiarni Black and White Coffee.

Wynajęliśmy apartament w centrum Budapesztu, przez który przewinęło się naprawdę mnóstwo osób w ciągu tych kilku dni. Przestrzeń otwarta. Smaku dodawał fakt, że właścicielem apartamentu był Benedek Fligeauf, węgierski reżyser nagradzany m. in. w Berlinie.

 

A wiecie z czego słyną Węgry? Bo takie pytanie padło gdzieś w czasie luźnych rozmów towarzyskich – z uprawy arbuzów i kukurydzy, a Budapeszt jest podobno największym planem filmów porno w Europie. Ot, ciekawostka.

Mistrzostwa Świata

Jak wspomniałem już w nagłówku, World of Coffee to arena zmagań mistrzostw baristów na poziomie światowym. Tym razem w Budapeszcie odbyły się Mistrzostwa Świata Latte Art, Coffee in Good Spirits, Brewers Cup, Cup Tasters oraz Ibrik. Poza ostatnią konkurencją wszędzie można było obserwować naszych baristów.

 

Możliwość obejrzenia mistrzostw świata na żywo, bezpośrednio, z bliska, było świetnym doświadczeniem! Dodatkowo udało mi się wejść podczas występów naszych zawodników na Brewersie, Latte Arcie oraz CiGS na scenę i zrobić im serię zdjęć. A jako, że do Budapesztu ściągnęło naprawdę wielu Polaków, cudowny #teampoland było słychać najdonośniej ze wszystkich kibiców. Atmosfera była obłędna zwłaszcza w czasie finałów!

world of coffee

#teampolad! //fot. własne

Czy ja powiedziałem finałów? Tak! Agnieszka Rojewska w Mistrzostwach Świata Latte Art oraz Mateusz Szuchnik w Mistrzostwach Świata Coffee in Good Spirits zajęli trzecie miejsca w swoich konkurencjach. To naprawdę ogromny sukces Polaków. W mlecznej konkurencji jest to najwyższe miejsce zajęte do tej pory przez naszych baristów (dwukrotnie Leszek Jędrasik zajmował czwarte miejsce). Ciekawostką i wielkim uznaniem jest fakt, że Agnieszka była jedyną kobietą nie tylko w finale, ale i w półfinale. Oznacza to, że jest najlepszą kobietą na świecie w tej branży. Z ogromnym podziwem przyglądałem się temu, jak przebiegał jej występ – pełen opanowania i ogromnego profesjonalizmu.

world of coffee world latte art championship 2017

Agnieszka Rojewska podczas swojego finałowego występu //fot. włase

W Coffee in Good Spirits w 2013 roku Marcin Wójciak zajął drugie miejsce, ale według nieoficjalnych plotek od sędziów, Mateusz Szuchnik był w tym roku jednym z najlepiej ocenionych i zapamiętanych, charakterystycznych zawodników. Jego występ, zarówno półfinałowy, jak i finałowy to było istne show. Mateusz poprosił sędziów m. in. o założenie plażowych, ogromnych okularów przeciwsłonecznych. Widać było po całym zespole sędziowskim, że bawią się przednie przy występie naszego reprezentanta. W efekcie drugie trzecie miejsce w Budapeszcie dla Polski!

world of coffee

Mateusz Szuchnik, 3. Miejsce Coffee in Good Spirits! //fot. własne

Sporego pecha miał Maciek Duszak podczas swojego występu na Mistrzostwach Świata Brewers. Jego występ oglądało się świetnie. Widać było, że ma pełną kontrolę nad każdym swoim ruchem, słowem i parzeniem. Nie było tam miejsca na przypadek i poślizgnięcie. Duszak uzyskał jedne z najwyższych not za serwis i prezentację. Także noty za samo zaparzenie kawy i efekty w filiżance bez problemu dałyby mu miejsce w finałowej grupie. Niestety, runda compulsory, w której zawodnicy parzą kawę przygotowaną przez organizatorów i jest oceniana w ciemno przez sędziów (nie wiedzą, czyją kawę próbują, skupiają się tylko na aspektach smakowych i zapachowych), nie wyszła Maćkowi najlepiej. To ostatecznie zaważyło o niezakwalifikowaniu się do rundy finałowej i zakończenie zawodów na 12. miejscu co i tak jest bardzo dobrą pozycją. Mimo braku finału, jestem pełen podziwu dla wykonanej przez niego pracy i całej prezentacji!

world of coffee brewers 2017

Maciej Duszak podczas występu na Brewers Cup

Słabszy występ zaliczył Grzegorz Kurzajczyk w Cup Tasters. Tu zawodnicy mają za zadanie wskazać z zestawu trzech kaw jedną niepasującą. Takich konfiguracji jest osiem na stole. Trzy trafienia na osiem maksymalnych, niestety, dały naszemu reprezentantowi odległą lokatę. Trzeba jednak pamiętać, że jest to bardzo wymagająca konkurencja. Tu nie ma żadnej prezentacji i miejsc, gdzie można próbować jakoś nadrobić, gdyby w innej części coś poszło źle. Cup Tasters to skazanie tylko i wyłącznie na własny język i węch. Wystarczy gorszy dzień, wysuszona śluzówka, katar spowodowany przez klimatyzację bądź jakieś pyłki i cała sensoryka może pójść na wakacje… Stres też robi swoje!

Targi

World of Coffee to nie tylko zawody, ale i targi. Miejsce, gdzie można zobaczyć najnowsze rozwiązania w branży kawowej i zobaczyć, jakie są obecne trendy w świecie.

To, co najbardziej rzuciło mi się w oczy podczas węgierskiej wystawy to, po pierwsze, bardzo duża ekspansja urządzeń typu batch brew, czyli wszelkiej maści dripów i ekspresów przelewowych, przygotowujących naraz duże ilości czarnej kawy. Ten trend widać w wielu kawiarniach na świecie i powoli w Polsce. Coraz częściej drip czy chemex są przygotowywane na wyraźną prośbę klienta, a gdy prosi się po prostu o dobrą, czarną kawę, w ciągu kilkunastu sekund od zamówienia dostaje się gorącą kawę prosto z takiego urządzenia, jak Bunn, Fetco czy Marco.

world of coffee

Kosmiczne ekspresy //fot. własne

Współczesne rozwiązania stosowane w tych urządzeniach – preinfuzja, duże prysznice, regulacja temperatury oraz dobra izolacja – powodują, że kawa przygotowana w nich nie odbiega smakiem od tej przygotowanej ręcznie w dripie przez doświadczonego baristę. Ba, często efekt może być jeszcze lepszy, bo nie ma tu zbyt wiele miejsca na zwykłe, ludzkie błędy, jak zagapienie się, przeciągnięcie czasu czy niedbałość.

Po drugie, wielka komputeryzacja maszyn ciśnieniowych. To, co było widać na stoiskach większości głównych graczy na rynku to był istny kosmos. Wszędzie wielkie wyświetlacze, kontrola każdego parametru parzenia, łączność bluetooth, komputerowa kontrola preinfuzji, wagi, dozy, uzysku… Co tylko chcecie. Do tego często utrzymanie w designie iście steampunkowym.

acaia orion

Nowa propozycja od Acai – Orion – dozownik do kawy //fot. własne

Wygląda to wszystko imponująco. Zastanawia mnie tylko pewna kwestia. Są to maszyny dedykowane do pracy w kawiarniach. Dwu-, trzy-, czterogrupowe bestie, przy sprawnej obsłudze mogące wydawać grube setki kaw w ciągu zmiany. Szybka obsługa równa się lepszy obrót, zarobek i zysk. Proste. Po to działa lokal, oprócz serwowania gościom tego, co najlepsze. Czy przy takim przeładowaniu funkcjami i kontrolą parzenia, da się szybko pracować? W przeciętnej kawiarni, nawet specialty, nie ma czasu na laboratorium i obserwowanie wykresów przepływu parzenia na ekranie tabletu, bo takie rozwiązania też widziałem.

Nie znaczy to, że tego się nie wykorzysta. Niemniej, miałem wrażenie, że pewne funkcje były dodane tylko po to, by robiły wrażenie na papierze i podczas prezentacji.

Po trzecie, Mazzer ZM. O ile w kwestii młynków na World of Coffee nie dostrzegłem jakiś specjalnie rewolucyjnych rozwiązań, bardziej odświeżenie designów i dodanie pewnych funkcji do znanych modeli, tak Mazzer ze swoim najnowszym dzieckiem bardzo zapadł mi w pamięci.

mazzer zm

Mazzer ZM //fot. własne

Poprosiłem przedstawicielkę na stoisku tej włoskiej legendy młynkowej, by zaprezentowała mi i opowiedziała o modelu ZM, który wyraźnie odznacza się na tle konkurencji. To już nie jest ten toporny, niezniszczalny Mazzer Super Jolly czy Robur, które od dziesiątek lat nie zmieniły się niemal wcale. To Konstrukcja na miarę współczesnych trendów i kawy specialty. Oczywiście naładowany elektroniką, co zawsze wiąże się z ewentualnymi trudnościami serwisowymi, z którymi już sami raczej sobie nie poradzimy. Niemniej, oferowane rozwiązania robią wrażenie.

Przede wszystkim, jest to młynek dedykowany zarówno do mielenia do espresso jak i pod przelewy, co już jest sporą nowością w rodzinie Mazzera. Model ZM wyposażony jest w dwa silniki. Jeden, główny, odpowiedzialny za wprawienie w ruch żaren i mielenie, drugi tylko i wyłącznie do nastawiania grubości mielenia i sterowania komputerem. Bo tu już nie ustawia się analogowo, na oko, na skali mielenia. Tu na wyświetlaczu ustawia się pokrętłem żądaną wielkość – odległość żaren względem siebie – a komputer automatycznie ustawia precyzyjnie zawsze tę samą wartość. Co przy możliwości zdefiniowania czterech własnych nastaw, pozwala na błyskawiczne, za jednym kliknięciem, precyzyjne przemieszczanie się po całej skali. Dołączając do tego możliwość łączenia tychże nastaw z czasem mielenia, można zdefiniować sobie kilka kaw na raz, pod konkretne metody lub dozy. To, przy pracy w kawiarni na kilku rodzajach ziaren, daje wielkie oszczędności czasowe. Do tego retencja, czyli to, ile młynek chomikuje w sobie kawy podczas zmielenia, na poziomie mniejszym niż 0,5g i cicha praca… Robi to naprawdę wrażenie!

ikawa

IKAWA – mała palarka do kawy //fot. własne

Na koniec – małe i mikro piece do kawy. Tych maszyn było zatrzęsienie. Część z dedykacją jako piecyki do palarni, gdzie miałyby służyć do wypalania próbek bądź kaw w mocno limitowanej ilości. Część jednak była projektowana z myślą o użytku stricte domowym, gdzie do minimum jest ograniczona potrzebna wiedza na temat fizyki palenia kawy. Wystarczy wsypać zielone ziarno, ustawić odpowiedni profil w aplikacji i uruchomić maszynę, jak choćby IKAWA. Z chęcią przetestowałbym takie rozwiązanie w domowych warunkach!

Kawy

Skoro targi kawowe, to samej kawy nie mogło zabraknąć. W czasie World of Coffee była specjalna sekcja Coffee Village, gdzie wystawiało się kilkadziesiąt, różnych palarni. Było kilka dobrze znanych, jak choćby Coffee Collective, ale i gros węgierskich mikropalarni typu Black Sheep Roasters lub takich perełek jak Bob Coffee Lab z Rumunii. Na tym ostatnim stoisku piłem tak obłędnie pachnącą Etiopię z obróbki naturalnej… Chciałem od razu zakupić przynajmniej jedną paczkę, zwłaszcza, że firmę prowadzi Mistrz Świata Roasterów 2016 Alexandru  Niculae i wielokrotny rumuński mistrz Coffee in Good Spirits, Paul Ungurenau. Niestety, jak to było w przypadku wielu stoisk, nie można było dokonać zakupów, a strona Boba nadal nie umożliwia składania zamówień… Trzeba było obejść się smakiem.

world of coffee

Niemniej, można było zauważyć pewne trendy pośród wszystkich palarni. Przede wszystkim, coraz częściej widać palenie uniwersalne, dedykowane zarówno do espresso jak i do filtrów. Ponadto, owszem, nadal dominują Etiopie oraz Kenie, ale trwa wielka ofensywa pysznych kaw z Kolumbii czy Burundi. Zwłaszcza z tego ostatniego regionu piłem kilka świetnych kaw. Najbardziej zapadła mi w pamięć z węgierskiego Casino Mocca Burundi z obróbki naturalnej. Przesłodki, czysty obłęd!

Choć nic nie przebije dostępnej na Brew Barze Etiopii, także z suchej obróbki, z greckiego Tafa. Ta kawa była wręcz nieprzyzwoicie dobra. Dojrzałe truskawki, arbuz…

A o dostępnej także na brew barze Lavazzy jednak nie wspomnę… Było to coś, czego żadna z osób, z którymi rozmawiałem, nie była w stanie zrozumieć.

Polska ekspansja

W kontekście budapesztańskich targów nie można zapomnieć o mocnym, polskim akcencie, czyli stoisku CoffeeDesków, które jednocześnie było oficjalnym stoiskiem Hario. Tu duży szacunek w stronę kołobrzeskich przyjaciół, którzy planują, a właściwie zaczynają, europejską ekspansję ze swoim sklepem internetowym.

Stoisko mocno rzucało się w oczy, można było napić się wielu, różnych kaw, a także… piwa wprost z LaMarzocco GS/3. Świetny patent!

coffeedesk.com

CoffeeDeskowo – Hariowe stoisko //fot. własne

Obserwowałem, ile osób przewinęło się przez coffeedeskowe miejsce i byłem pod wrażeniem. Naprawdę trzymam kciuki za ich powodzenie na arenie europejskiej, nie dlatego, że przecież współpracuję z nimi, ale po prostu za rodzimy biznes, który ma dużą szansę pozytywnie namieszać za granicą. W końcu dlaczego zagraniczne marki mają się mieć dobrze u nas? Niech nasze mają się dobrze u innych!

Praktyczne porady

Na koniec zostawiłem kilka praktycznych porad dotyczących samego Budapesztu. Jest to miasto duże, niezbyt czyste, obfitujące w koczowiska bezdomnych… Jednak z ogromnym urokiem. Dunaj, ciekawa architektura, pyszna kuchnia (koniecznie, koniecznie, koniecznie spróbujcie tradycyjnego Langosa w dowolnej wersji smakowej, ale najlepiej po prostu ze śmietaną i żółtym serem), mnóstwo knajp, barów i klubów.

W Budapeszcie można znaleźć szereg kawiarni oferujących bardzo dobrą kawę. Jest My Little Melbourne, jest Espresso Embassy, jest Pull & Tamp, w której kupiłem smaczną Gwatemalę odmiany Red Geisha z węgierskiej mikropalarni One Eleven. Sporo podpowiedzi kawiarnianych znajdziecie u Alesa i Radka z European Coffee Trip.

 

Ważną informacją jest to, że można tam legalnie pić alkohol w miejscach publicznych, oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku i niewszczynaniem burd. Możliwość spoglądania na nocny Budapeszt i Dunaj z butelką pysznego, węgierskiego wina (polecam zwłaszcza ichniejszy szczep Irsai Olivier, który potrafi dać w winie piękny zapach dzikiej róży), wraz z przyjaciółmi, jest naprawdę wielkim urokiem tego miasta!