Zmielone i Wypite: POLSKA: Kostaryka Finca Licho, Mastro Antonio

Kostaryka Finca Licho Mastro Antonio

Palarnia: Mastro Antonio, Kołobrzeg, Polska

Kawa: Kostaryka Finca Licho

Obróbka: Natural, suszona na słońcu

Palenie: średnio – jasne, uniwersalne

Profil wg palarni: 

Kostaryka Finca Licho od Mastro Antonio to kolejna propozycja, po Etiopii Rocko Mountain, dla miłośników obróbki naturalnej. Otwarcie paczki nie pozostawia żadnych złudzeń – jest słodko, ciężko, winnie. Ziarna są ładne, kształtne, wypalone nieco ciemniej, niż można to zauważyć w kawach wypalanych stricte pod metody alternatywne.

Kostaryka Finca Licho Mastro Antonio Kostaryka Finca Licho Mastro Antonio

Co rzadko mi się zdarza, akurat Kostaryka Finca Licho najbardziej przypadła mi do gustu zrobiona w Aeropressie. Być może dlatego, że aero lubi także kawki średnio palone. W efekcie, przy zastosowaniu metody odwróconej i całkowitego czasu zaparzania około czterech minut, kawa wychodziła bardzo słodka, pachnąca ciężkimi, suszonymi, słodkimi owocami, z elementami owoców tropikalnych i nutami winnymi. W smaku natomiast bardzo dużo ciężkiej słodyczy podkreślonej wyraźną czekoladą na drugim planie. Całość przyjemnie ciężka, o wysokim body.

Drugą metodą, która również bardzo mi się dobrze skomponowała z tymi ziarnami do oczywiście Kalita. Powoli zaczynam twierdzić że wszelkie Kostaryki w połączeniu z Kalitą dają świetne rezultaty. Zapewne dlatego, że generalnie kostarykańskie ziarna mają niewysoką kwaskowatość, ale za to mnóstwo słodyczy, co Kalita potrafi ładnie podkręcić. Tak więc Kalita Wave 155 oraz Kostaryka Finca Licho od Mastro Antonio to efekt w filiżance w postaci kawy nieco lżejszej niż z Aeropressu, o ciut niższym body, ale wyższej klarowności i jeszcze wyższej słodyczy, przy utracie części czekolady w drugim planie.

Drip oraz Chemex nie zachwyciły czymś zniewalającym, co nie znaczy, że kawa była niesmaczna! Chemex mocno podkreślił nuty owocowe w zapachu, jednak obciął moim zdaniem za dużo słodyczy, co jest bardzo dużym atutem tych ziaren. Było bardziej wytrawnie. Dripper V60 natomiast uplasował się gdzieś pomiędzy Chemeksem a Kalitą. Mniej słodyczy niż w Kalicie, ale nadal bardzo przyjemnie.

Choć w przypadku tych ziaren nie było takiego szału i obłędu smakowo-zapachowego, jak przy wspomnianej na początku Etiopii Rocko Mountain, nie zmienia to faktu, że jeżeli ktoś chce poczuć, czym jest słodycz w kawie, będzie to dobry wybór.