Zmielone i wypite: POLSKA: Mastro Antonio, Etiopia Rocko Mountain

Mastro Antonio Etiopia Rocko Mountain kawa

Palarnia: Mastro Antonio, Kołobrzeg, Polska

Kawa: Etiopia Rocko Mountain

Proces: Natural

Palenie: jasne, pod alternatywy

Profil wg palarni: jagody, truskawki, owoce tropikalne

 

Kawy z obróbki naturalnej są bardzo charakterystyczne. Niektórzy je kochają, a inni raczej trzymają się od nich z daleka. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej pierwszej grupy. Jak dla mnie, kawy niemyte, jakkolwiek by to nie brzmiało, mają bardzo bogaty, intensywny smak. Wiem, że niektórzy uważają ten smak za zbyt podpadający pod fermentację, mi to jednak nie przeszkadza. A w naturalach zakochałem się przy okazji Etiopii Kochere, także od Mastro Antonio, już jakiś czas temu. Świeża drożdżówka z jagodami. Nowa kawa znad polskiego morza to coś jeszcze ciekawszego. O ile w Kochere były całe tony jagód, tak Rocko Mountain przemyca w sobie także garść innych smaków, ładnie ją wzbogacając.

Mastro Antonio Etiopia Rocko Mountain kawa Mastro Antonio Etiopia Rocko Mountain kawa

Otwarcie paczki to mnóstwo przyjemnych, ciężkich jagodowo-winnych zapachów oraz świeżego pieczywa. Po zmieleniu, zapach unosi się w całej kuchni. Na pierwszy rzut, kawa trafiła do Kality. Czas zaparzania około 3:30-3:50. Do dzbanka przelała się gęsta, ciemna kawka o bardzo, bardzo intensywnym zapachu. Jagody, truskawki, owoce tropikalne i czekolada. Po delikatnym przestudzeniu, w smaku pojawia się na pierwszym planie jagoda i ciężka, mocna słodycz. Następnie wychodzą owoce tropikalne z przewagą mango. I znowu słodycz. Końcówka z minimalną kwasowością i świeżością.

Kawę przecisnąłem także przez Aeropress, w ulubionej przeze mnie ostatnio wersji, czyli szybkiej. Klasyczna metoda, nieodwrócona, zalanie 17g kawy do pełna, przemieszanie, zatkanie, odczekanie około minuty i przeciskanie przez 20-30 sekund. Tu kawa zrobiła się mniej słodka i bardziej mętna, jak to aero, ale za to w zapachu bardzo mocno pokazały się suszone truskawki. Zabrałem ją w podróż w góry, a więc Aeropress + Porlex i woda z kranu. Zawsze na wyjazdach brakuje mi dobrego młynka i dobrej wody, bo rzutuje to mocno na smak kawy, która po prostu nie smakuje tak dobrze. Ale w przypadku tego połączenia, wszystko było świetne! Kawa pachniała intensywnie, jagodowo, a ze względu na większe pylenie Porleksa w stosunku do MACAPa, drugi plan nabrał goryczki, ale takiej przyjemnej, przywodzącej na myśl herbatę earl grey.

W końcu uzupełniłem braki w filtrach do Chemeksa i z niecierpliwością złożyłem jeden. Etiopia od Mastro Antonio wyszła zdecydowanie bardziej wytrawna, mniej słodka. Ciągle mocno jagodowa, ale lżejsza, delikatniejsza i właśnie bardziej wytrawna niż ciężko-słodka.

 Na koniec zostawiłem sobie V60. Proporcje 1:17, czas parzenia poniżej 3:00 minut. Ze wszystkich metod chyba właśnie w V60 kawa ujawniła najwięcej aromatów na raz. W nos uderzyły jagody, truskawki, brzoskwinie i inne słodko-kwiatowe aromaty. W smaku słodko, czekoladowo z ciężką, przyjemną, słodką nutą.

Podsumowując, zdecydowanie kawa w moim guście. Konkretna, słodka, charakterystyczna. Polecam spróbować na własnej filiżance!