Zmielone i Wypite: Solberg & Hansen, Kolumbia La Amistad

solberg & hansen, la amistad

Palarnia: Solberg & Hansen, Oslo, Norwegia

Kawa: Kolumbia La Amistad 

Obróbka: Mokra

Palenie: jasne, pod alternatywy

Profil wg palarni: Zapach migdałów, w smaku dojrzałe wiśnie i mleczna czekolada, słodycz toffi

Norwegia, oprócz potężnych złóż naturalnych, ślicznych widoków, rozwiniętej strefy socjalnej, nadwyżki budżetowej i wysokiego poziomu depresji wśród mieszkańców oraz nieprzyzwoitych (dla nas) cen, słynie także z kilku palarni kawy. Jedną z nich jest Solberg & Hansen. I właśnie stamtąd trafiła do mnie paczka Kolumbii La Amistad.

Solberg & Hansen nie jest już mikro palarnią, palącą kilka kilogramów na zamówienie. To prężnie działające przedsiębiorstwo kawowe, znane i cenione na świecie za dobry surowiec i już wypalone efekty.

Jednak trudno dostać się do kawy z Oslo w Polsce. Norwegia nie jest w Unii, więc są problemy z przesyłkami (choćby cło), a do tego, jak to kraj skandynawski, ceny dla nas są dość wysokie (dodatkowo, nie polecam zakupów i kontaktów z polskim dystrybutorem…). Spotkanie z Kolumbią to moja druga styczność z kawą od Solberga. Spotkanie miłe i przyjemne, muszę dodać.

solberg & hansen, colombia la amistadsolberg & hansen, la amistad

Opakowania Solberg & Hansen ma bardzo charakterystyczne, ciemne, z rozpoznawalnym wzorem. Przyjemne dla oka. A to lubię. Na etykiecie znajdują się wszystkie niezbędne informacje o pochodzeniu kawy, odmianie, obróbce czy profilu smakowym. A ten sugeruje delikatne, stonowane doznania, czyli takie, na jakie miałem wówczas ochotę.

Zapach po otwarciu paczki przywodzi na myśl prażone migdały i świeże pieczywo. Ziarna ładne, regularne, matowe, dość drobne, wypalone jasno, po skandynawsku, z dedykacją dla metod przelewowych. I tak też tę kawę potraktowałem.

Najbardziej do gustu przypadła mi kawa z Chemeksa, zwłaszcza, kiedy przesiałem przemiał. Wówczas należy spodziewać się bardzo delikatnych, subtelnych i przyjemnych doznań. W zapachu dominują migdały i trochę karmelu. W smaku na pierwszym planie ponownie występują migdały. Kwaskowatość jest niska, ale pojawia się na drugim planie i faktycznie, zgodnie z profilem, przypomina ona wiśnie. Ale jest to takie muśnięcie wiśniowe, a nie pełna garść owoców. Na koniec zostaje miły, karmelowy posmak. Jest słodko, delikatnie, lekko.

W Kalicie natomiast, można spodziewać się po pierwsze, wyższego body, ale przy tym, nieco więcej posmaku czekoladowego i migdałowego. Wyraźniejszy jest także posmak wiśni. Gdzieś się jednak gubi to przyjemne, karmelowe wykończenie.

W dripie sytuacja przedstawia się podobnie, choć z niższym body. W zapachu przyjemnie dominują migdały, podobnie jak w smaku. Nieco mniej posmaku wiśniowego przetacza się przez kubki smakowe i trochę traci na świeżości smaku.

Spotkanie z norweską Kolumbią było przyjemne, to muszę przyznać. Pewnie, gdyby dostępność tych kaw była łatwiejsza w Polsce, zamawiałbym częściej stamtąd ziarna (miałem okazję jeszcze próbować u znajomych Kenię i Etiopię, a kilka lat temu miałem próbki także z tych dwóch regionów i to były dobre kawy). Ale nie są one aż tak wybitne, na tle kaw dostępnych w Polsce lub w Unii, żeby koniecznie trzeba było się o nie zabijać. Zwłaszcza przy tych cenach (dla Norwegów ceny są przystępne, dla nas już nie).

Ale bardzo dziękuję Eliaszowi z białostockiej kawiarni Francja Elegancja (niebawem otwarcie), za to, że zorganizował akcję zakupów u Norwegów.