Zmielone i Wypite: USA: Stumptown, Kenia Gachatha

Stumptown Kenya

Palarnia: Stumptown Coffee, Portland, USA

Kawa: Kenia Gachatha

Proces: Myta

Palenie: jasne, pod alternatywy

Profil wg palarni: Syropowate body, smaki melona, ananasa, czarnej porzeczki, jagody, suszonej moreli oraz syropu klonowego

Amerykańskie kawy w Europie, a przynajmniej w Polsce, to dość spora egzotyka. Egzotyka, w okół której narosło sporo legend i mitów. Ta odległa Ameryka kusiła i kusiła, aż w końcu udało się ściągnąć nieco ziaren zza Oceanu, by organoleptycznie sprawdzić, co USA ma do zaoferowania w kwestii kawy. Szerzej  i ogólniej o amerykańskich kawach pisałem niedawno, gdzie opowiadam o cuppingu kaw z Inteligentsii oraz Stumptown. A dzisiaj o konkretach, czyli Kenia Gachatha, prosto z Portland, gdzie mieści się kwatera główna Stumptown Coffee Roasters. Właśnie te ziarna wygrały w naszym cuppingu, do którego odsyłałem przed momentem. Kocham kenijskie kawy, o czym już nieraz wspominałem. Stąd nie mogłem się powstrzymać przed zamówieniem właśnie jakiejś Kenii. Stumptown w swojej ofercie miało akurat Gachathę.

Stumptown Coffee testStumptown Kenya

Nie zastanawiając się wiele, trafiła do koszyka. Gdy w końcu dotarła do mnie, z niecierpliwością otworzyłem ją. Zapach nie był bardzo intensywny. Zwalam to na karb tego, że kawa była palona nieco ponad miesiąc wcześniej, a Stumptown niestety stawia na paczki niezgrzewane. Są one jedynie zwinięte w miarę szczelnie. Co nie znaczy, że zapachu nie było! Był. Przyjemny, słodki. Na szczęście nic nie zapowiadało żadnych pomidorów, co niektóre Kenie mają.

Na początku Stumptown trafił do Kality. Po zmieleniu, zapach zintensyfikował się, pojawiły się owoce tropikalne i odrobinę słodkiego melona oraz porzeczki. Gotowa kawa z Kality to bardzo przyjemny, słodki, rześki napar. W smaku dominują przede wszystkim słodkawy melon, ananas oraz porzeczka. Jak na Kenię faktycznie, body jest wysokie, przyjemne, syropowate.

W V60 zdecydowanie bardziej uwidocznił się ananas i porzeczki oraz odrobina malin. Rześko, słodko, kwaskowato i znów słodko. Czysta przyjemność .

Chemex, jak to chemex, zrobił z Kenii jeszcze bardziej dostojną damę. Mnóstwo owoców, zwłaszcza melona, truskawek i porzeczek, podparte cudownym body, całość ładnie stonowana i zoptymalizowana przez chemeksa.

Aeropress zrobiłem w wersji bardzo długiej, czyli metoda odwrócona i czas to ponad 4:00 minuty wraz z wyciskaniem. Zgodnie z założeniem, kawa miała bardzo wysokie body, przy czym kompletnie pozbawione charakterystycznej dla Aeropressu goryczy. Było mięsiście, słodko, owocowo.

Coś mnie podkusiło i wrzuciłem też kawę w ekspres ciśnieniowy. Było dobrze, słodko, ale jednak czuć było, że espresso to nie jest jej żywioł.

Czy zatem jestem zadowolony z tej kawki? Tak, bardzo. Czy piłem lepszą Kenię z którejś z europejskich palarni? Zdarzyło się, ale Stumptown jest zdecydowanie w czołówce. Kawa bardzo długo się rozwija, aż do ostatniego łyka, co jest bardzo ważne. Nieraz zdarza się tak, że kawa otwiera się bardzo szybko, na początku, a później już wytraca swoją intensywność. Tu poziom rósł. Tak więc, jeżeli będę miał możliwość, na pewno chętnie wzbogacę się o kolejną paczkę z USA, ale nie jest coś, bez czego nie potrafiłbym żyć.