Handground. Ręczny młynek do kawy, na który czekały (i ufundowały) tysiące miłośników kawy. Coś, co miało być remedium na domową kawę. Czy się to udało? Zapraszam na pierwszą w Polsce recenzję młynka Handground!

Wyczekany

Trzeba przyznać, że Handground rodził się nieco w bólach i twórcy młynka wystawili na próbę wielu, którzy wsparli projekt na Kickstarterze. Luty 2015 to początek kampanii crowdfundingowej, która trwała miesiąc. Można jeszcze zerknąć w archiwum kickstartera, że w tak krótkim czasie projekt wsparło ponad 4000 osób kwotą niemal 310 tysięcy dolarów (a ich planem było niemal dziesięciokrotnie mniej)!

Przewidywane terminy dostaw młynków do pierwszych szczęśliwców były wyznaczone na około pół roku później – sierpień 2015.

Końcówka grudnia 2016. Kurier puka do drzwi z paczką od Handgrounda. I tak miałem szczęście, bo byłem jedną z kilkunastu osób na świecie, które wygrały młynek w ramach konkursu zorganizowanego na początku kampanii i tylko ta grupa dostała swoje sztuki. Reszta jeszcze czeka, aż dotrą do dystrybutorów, co pewnie przełoży się na okolice lutego 2017. Chyba można było stracić cierpliwość?

hanground test

Oczywiście, nie było sytuacji, że  twórcy zebrali pieniądze i zamilkli na dwa lata. Nie, trzeba przyznać, że na bieżąco informowali wszystkich o swoich poczynaniach oraz problemach. A to przeprojektowanie pierwotnej konstrukcji, wady w prototypach, wychodzące problemy z systemem stabilizacji, źle dobrane materiały… Lista się wydłużała. Mogło to też wynikać z faktu, iż za projekt zabrały się osoby niezwiązane do tej pory z branżą kawową.

Ale produkt finalny jest, sprawdźmy jak się miały szumne zapowiedzi do rzeczywistości.

Pierwsze wrażenie

Handground jest duży. To nie ulega wątpliwości. Chyba największy ręczny młynek do kawy, jaki miałem w swoich rękach. Nie umywa się do niego ani Hario Skerton, ani Porlex Tall czy Comandante. Trudno nazwać go młynkiem podróżnym, choć prądu nie potrzebuje.

Klepsydrowy kształt ma zapewnić stabilność, w górnej części zaś znajduje się mechanizm, który odpowiedzialny jest za przeniesienie ruchu korby, nietypowo zamontowanej z boku młynka, na pionową oś.

Hanground młynek ręczny

Sama jakość wykonania na pierwszy rzut oka wydaje się być niezła. Główny korpus, mieszczący aż 100g ziaren oraz pokrywka wykonane są z tworzywa sztucznego, dobrze spasowanego, sprawiającego solidne wrażenie. Mój model został potraktowany farbą udającą niklowany metal. Dostępne są jeszcze wersje czarne oraz białe.

Pojemnik na zmieloną kawę jest szklany. Na jego spodzie jest mata antypoślizgowa, która przywiera do każdej powierzchni, stabilizując cały sprzęt przy mieleniu. Natomiast rączka korby jest drewniana, przyjemna w dotyku. W dolnej części znajduje się także pierścień regulacji stopnia zmielenia kawy. To chyba pierwszy młynek ręczny do kawy, w którym spotykam się z takim sposobem ustawienia przemiału. Bardzo wygodna sprawa.

Wnętrze skrywa ceramiczne, stożkowe żarna o średnicy 38mm, a więc całkiem spore. Większe niż, przykładowo, w Hario Slim czy Rhinowares.

Mielenie

Pora na clou programu – jak mieli Handground.

Wspomniałem o regulacji mielenia poprzez pierścień z numerowaną skalą. Do tej pory, z takim rozwiązaniem spotykałem się tylko w młynkach elektrycznych i to też nie wszystkich. To muszę uznać za duży plus Handgrounda. Łatwo przeskakiwać między jedną a drugą metodą, wedle potrzeby i zajmuje to kilka sekund, bez potrzeby rozkręcania całego młynka – co ma miejsce w przeważającej liczbie młynków ręcznych. Tam trzeba ściągnąć dolny pojemnik, odwrócić młynek do góry nogami i regulować pokrętłem odległość żaren. Utrudnia to też powrót do ulubionych ustawień.

handground test
Wygodne ustawienie grubości mielenia na skali //fot. własne

Skala jest numerowana od 1 do 8, jednak samych stopni ustawień jest kilkanaście, co pozwala wstrzelić się w większość metod parzenia.

Bo, jak zapewniają twórcy, Handground to młynek uniwersalny, który zadowoli zarówno użytkowników maszyn ciśnieniowych jak i fanów przelewów. Faktycznie, zakres mielenia jest całkiem spory, jednak nie podchodziłbym aż tak entuzjastycznie do tych słów, zwłaszcza jeśli mówimy o espresso.

Na najdrobniejszym możliwym ustawieniu, młynek faktycznie mieli drobno, ładnie, równo. Bez grudek, przemiał jest puchaty. Jednak nie jest dostatecznie drobny, by uzyskać w pełni prawidłowe espresso. Na pewno nie na profesjonalnych ekspresach. Przy niewielkich, najprostszych urządzeniach, które nie radzą sobie z aż tak drobnym mieleniem, Handground może się sprawdzić, na pewno lepiej niż jakieś inne młynki ręczne średniej klasy, nie wspominając o ostrzowych (udarowych). Trudno mówić o nim jednak w kategoriach podstawowego młynka do tej metody.

młynek żarnowy handground

Na pewno idealnie zmieli kawę do kawiarki. W tym przedziale skali, a więc w okolicach 2, młynek mieli równo i drobno, w sam raz do tej metody parzenia.

Im wyżej na skali, im grubsze mielenie, tym, mimo wielorakiej stabilizacji osi i żaren, pojawia się większy rozstrzał i nierówności. Nie jest to może tragiczny wynik, jest przyzwoicie, ale nie można nie zwrócić na to uwagi. Porównałem mielenie z nowym Hario Skertonem Pro i Handground wypada lepiej, mieli równiej, różnice są mniejsze.

Mimo nierównego przemiału, Handground produkuje stosunkowo mało pyłu, co jest sporym plusem.

A sama ergonomia… Trzeba się przyzwyczaić do rączki montowanej z boku młynka. Jest to nieco wygodniejsze, bo drugą ręką można docisnąć młynek od góry i go trzymać przy mieleniu. Z drugiej, zdarzyło mi się zawadzić korbą o drugą rękę, co było mało przyjemne.

Nie mogę też powiedzieć, że mieli się idealnie gładko i lekko. Trochę trzeba się nakręcić i zdarzają się zacięcia na ziarnach (próbowałem na kawach zarówno palonych do alternatyw jak i do espresso).

Smak

Jak to wszystko wpływa na smak kawy? Porównałem Handgrounda z moim Macapem M2M, którego na co dzień używam pod alternatywy. Ta sama kawa – Kenia Karimikui od Coffee Proficiency, drip, 17g kawy, 285ml wody, 90stC i czas 3:00 minuty.

 

Kawa mielona Handgroundem, w porównaniu do elektrycznego Macapa, była mniej wyrazista, bardziej płaska w smaku, ale z mniejszą goryczą. Ktoś może mi zarzucić, że to bez sensu porównywać ręczny młynek z elektrycznym. Aż takie bez sensu mi się to nie wydaje. Chciałem zobaczyć czy ta różnica jest naprawdę duża i w jaką stronę.

Tak, różnica jest wyczuwalna, ale nie porażająca. Poza tym, Macap nie jest jakimś gigantem, jeśli chodzi o mielenie pod alternatywy.

Hanground test

Poza tym, Hanground ma szerszy zakres skali. Macap był ustawiony na maksymalnie gruby, podczas gdy Hg w okolicach 4. 

Efekt?

Mam mieszane uczucia co do Handgrounda. Z jednej strony nie ma w nim nic rewolucyjnego, by dało się usprawiedliwić niemal dwuletni okres oczekiwania na niego. Nie ma wybitnych żaren jak Comandante, nie są one nawet stalowe, jak w lepszych Zassenhausach. Z drugiej, jest wygodne ustawianie grubości przemiału, solidne wykonanie i naprawdę niezła stabilizacja żaren to spore zalety tego młynka.

Czy jest wart 300 – 400 złotych (79$ – 99$ w zależności od koloru)? To jednak trochę więcej niż popularne Hario, Rhinowares czy Porlex, ale też lepsza jakość mielenia. Z drugiej strony, przy tej cenie zapędzamy się w okolice choćby Zassenhausa, który mieli bardzo dobrze i chyba powinno się konkurencyjność określać w stosunku do tego typu młynków.

Więc. Jest nieźle, ale na kolana nie powala. Jest niezłym totemem (kształt, wielkość), ale bożka nie uosabia.

Amen.

handground mielenie coarse
Mielenie, na skali pomiędzy 1 a 2 //fot. własne
Handground
Średnie mielenie, na skali między 3 a 4. //fot. własne
Hanground mielenie
Grube mielenie, na skali 7-8. //fot. własne