Bartosz Garliński. Człowiek wielu talentów, projektant z pasji. Każdy, kto choć odrobinę zetknął się ze światem kawy oraz dobrego designu, musiał przynajmniej na zdjęciach zobaczyć IIKONE – to właśnie jego dzieło. I poprzestawać na tym nie zamierza.

Marcin Rzońca, PopularCoffee: Kim Ty tak naprawdę jesteś? (śmiech)

Bartosz Garliński: Trudno mnie wsadzić w jakieś konkretne ramy. Obecnie uczę języka francuskiego, bo wychowywałem się we Francji, a zacząłem od pomagania moich kolegom i koleżankom na studiach. Pracowałem też jako dziennikarz motoryzacyjny, fotograf, spędziłem też parę owocnych lat w korporacji.

MRz: Jednak w Twoje życie gdzieś wplątała się kawa.

BG: Tak, jakieś sześć, może siedem lat temu. Wrocław jest miejscem, gdzie dobra kawa przewijała się i po prostu zaczęło mnie to wciągać. Nawet zdarzyło mi się startować w różnych, bardziej lub mniej lokalnych zawodach aeropressowych. 

MRz: Okazało się po czasie, że kawa jest dziedziną z miejscem na dobry design użytkowy i do głowy przyszedł Ci pomysł stworzenia IIKONE. Pięknego urządzenia do parzenia kawy, nad którym rozpisywało się wiele zagranicznych portali kawowych i designerskich. Wzornictwo czy projektowanie to Twój wyuczony zawód?

BG: Nie jestem zawodowym projektantem. Myślałem kiedyś o studiach w tym kierunku, ale były to dość specyficzne czasy totalnej zapaści polskiego przemysłu produktów konsumenckich. Polskie wzornictwo przemysłowe w zasadzie przestało wtedy istnieć i nie było za bardzo widać by mogło powstać z martwych. Z pewnego pragmatyzmu wybrałem studia ekonomiczne. Wszyskiego w kierunku dizajnu nauczyłem się tak naprawdę sam. Można mieć śmiało nazwać mnie amatorem.

iikone
IIKONE //fot. iikone.com

MRz: Co nie zmienia faktu, że IIKONE zaprojektowałeś i nie potrzeba było Ci do tego żadnej szkoły.

BG: IIKONE powstał dlatego, że wkurzał mnie Chemex, a konkretnie jego ograniczenie wynikające z bardzo mocnego stykania się filtra ze ściankami. Zaburza to przepływ wody, z negatywnym wpływem na ekstrakcję i smak zaparzonej kawy. Doszedłem do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie podwieszenie filtra. Pierwszy prototyp były stworzony z pudełka od płyt CD i spinaczy! Pamiętam pierwsze zaparzenie tą metodą i porównanie z naparu z Chemeksa. Po kilku łykach nie miałem wątpliwości że trzeba będzie to przekuć w jakieś stałe rozwiązanie.

Gdy efekty moich prac przełożyły się na lepszy smak kawy, postanowiłem puścić to w świat. Zacząłem od… Złożenia wniosku na podwieszany filtr do biura patentowego. Dopiero po tym zacząłem prace nad nadaniem zaparzaczowi formy.

Papier jest cierpliwy i przyjmie każdy szkic, ale projekt wymaga już tego, by wiedzieć jak z i czego dany element będzie zrobiony. Po zadaniu mnóstwa bardzo głupich i męczących pytań specjalistom od szkła, drewna, tworzyw sztucznych, metali i przetestowaniu metod wytwórczych różnych form i materiałów, uwzględnieniu dopuszczenia do kontaktu z żywnością, stanęło na tym, że zaparzacz będzie ze stali i będzie trójnogiem.

Długo wzbraniałem się przed taką formą, ponieważ trójnóg wydawał mi się czymś zbyt oczywistym, spodziewanym, a przez to nudnym. Temat leżał kilka miesięcy i niewiele brakowało, a pozostałby tylko na papierze. Udało się jednak opracować ostateczną formę, co do której sam poczułem się w końcu przekonany. Wiele osób pokazuje palcem wyciskacz do cytrusów P. Starcka jako wzór dla IIKONE, ale tajemnicą poliszynela jest to, że projekt wystartował na nowo i przybrał ostateczny kształt po szkicu inspirowanym logiem zespołu Wu-Tang Clan. Później, to już z górki – parę miesięcy szukania firm które zechcą współpracować przy wykonywaniu elementów, a następnie dopracowywanie metod aby osiągnąć zadowalającą jakość.

iikone
IIKONE //fot. iikone.com

MRz: Wszystko udało Ci się załatwić w Polsce?

BG: Tak, cała produkcja IIKONE jest w Polsce, ale nie w jednym miejscu. Łącznie mam pięciu dostawców, każdy jest odpowiedzialny za inny etap, i inny element

MRz: Ale sprzedaż na cały świat?

BG: Taki miałem cel od początku. Po pierwsze – aby w ogóle IIKONE był projektem komercyjnym, po drugie – nie tylko w Polsce, a przede wszystkim na świecie. I to się udaje, bo większość zamówień pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Jest tam bardzo duży i chłonny rynek, a dzięki ustalonej siatce dystrybutorów, sprzedaż stała się całkiem płynna. 

MRz: Jednak IIKONE to nie jest kres Twoich projektanckich przygód.

BG: Zdecydowanie nie. Niedługo po stworzeniu IIKONE, zacząłem pracę nad specjalnym kubkiem do picia kawy. Wszystkie grupy, które zawodowo zajmują się sensoryką, czy to sommelierzy, czy ludzie związani z piwami rzemieślniczymi lub whisky, mają specjalne naczynia, które pozwalają wyczuć w napojach jak najwięcej niuansów. W branży kawowej nie ma takiego kubka czy filiżanki profilowanego konkretnie pod sensorykę. Udało mi się opracować kilka prototypów, które spełniają moje oczekiwania. Chciałbym, aby jeszcze w tym roku produkt wszedł do sprzedaży.

iikone
fot. iikone.com

MRz: Nie ociągasz się! Coś jeszcze masz w planach?

BG: Planów, szkiców i pomysłów jest mnóstwo i będę chciał wszystko w swoim czasie opracować i wprowadzić w życie. Choćby drugą wersję IIKONE. Od początku było wiadomo, że mój zaparzacz jest wizualnie interesujący, ale dla kawiarni i lokali gastronomicznych jest niepraktyczny ze względu na rozmiar i trudność w przechowywaniu. 

Projektując go, chciałem, żeby prócz dobrej kawy dawał też satysfakcję wizualną, przede wszystkim w domowej kuchni. Nie wykluczam, że w przyszłości powstanie rozwiązanie z podwieszanym filtrem zaprojektowane specjalnie z myślą o użytku w kawiarni.

MRz: Trzymam kciuki za te wszystkie pomysły. Nie mogę doczekać się kubka! Można też pomyśleć o jakimś naczyniu rewolucjonizującym cupping?

BG: Dziękuję. Takie plany też są.

iikone
IIKONE //fot. iikone.com

MRz: To na koniec jeszcze o samym Bartoszu Garlińskim i jego ulubionych kawach. Co najbardziej lubisz w kawie i jaką?

BG: Na początku zafascynowały mnie kawy afrykańskie. Zwłaszcza z aeropressu. Do spojrzenia na kawy z Ameryki Południowej na dobre przekonałem się, jak Audun Sorbotten wszedł ze swoimi kawami do Polski kilka lat temu. Do dziś zaliczam cuppingi jego ziaren jako doświadczenie z gatunku zmieniających życie.

Jednak nie jestem kawowym faszystą. Na co dzień traktuję kawę w sposób utylitarny, bo najzwyczajniej potrzebuję kofeiny. Paradoksalnie, od jakiegoś czasu nawet zdarza mi się pijać kawy z marketu. I mimo posiadania całej armady sprzętu kawowego, często korzystam z kawiarki. Trochę, jak przysłowiowy szewc, co bez butów chodzi. Z drugiej strony bardzo doceniam dobre kawy speciality i jestem zachwycony postępem w dziedzinie jakości kawy, a gdy jakimś cudem mam naprawdę dużo czasu, zdarza mi się wziąć miarkę zielonych ziaren odsypanych z „próbek” otrzymanych od zaprzyjaźnionych roasterów, wypalić je i zrobić porannego szota z IIKONE’a.

MRz: Bardzo dziękuję za rozmowę!