Kawowi puryści uznają tylko czarną kawę. Z drippera, chemeksa, syfonu czy ekspresu. Nieważne. Grunt, że czarna. Najważniejsze, że można wyczuć dziesiątki wspaniałych smaków i aromatów. I słusznie. Bo odpowiednia czarna kawa zachwyca. Jednak, czy oznacza to, że kawa łączona z innymi składnikami to już faux pas? Czy dodatki do kawy zawsze są złe?

Dlaczego kawiarnie, te sieciowe i te słabsze, sprzedają najwięcej napojów na bazie kawy (czy wręcz z dodatkiem kawy)? Wielosmakowe syropy, mnóstwo śmietany, litry mleka. Z kilku powodów, które wzajemnie na siebie oddziałują. Mleko i słodkie dodatki idealnie maskują kiepską jakość kawy i nieumiejętne jej przygotowywanie. No i klienci chętniej kupują takie „kawy”. Z jednej strony, by traktować to jako formę deseru, ale też, podświadomie wiedząc, że espresso jest złe, gorzkie, przepalone, drażniące żołądek. Więc lepiej wybrać coś, co kawę będzie w sobie miało, ale tak maksymalnie w dziesięciu procentach. 
 
Takie samonapędzające się koło. Uzus.
 
Stąd ludzie, którzy odkryli czym naprawdę powinna być kawa, automatycznie poświęcają się jednak kawie czarnej. Świeżej, pachnącej owocami, tymi czerwonymi, czarnymi czy żółtymi, czekoladą bądź kwiatami i słodkiej, jakby zamiast ziaren zmielić cały ul, razem z pszczołami (słodkiej oczywiście naturalnie, a nie dosładzanej). Kawa ma tyle do zaoferowania w warstwie zapachowej i smakowej, że po prostu szkoda zaburzać to dodatkiem jakiegokolwiek syropu, mlekiem czy cukrem. Puryzm.
 
ALE. Są pewne kawy, single i mieszanki, które wspaniale komponują się z mlekiem. Oczywiście w odpowiednich proporcjach, choćby cappuccino czy espresso macchiato, prawidłowo przygotowane. Mam tu na myśli mleko o konsystencji cudownego, gęstego jogurtu, a nie sztywną pianę wystającą na dwa palce ponad filiżankę. Z przyjemnego, czekoladowego espresso otrzymuje się waniliowo – karmelową kawę, która przyjemnie rozgrzewa w te późnoletnie poranki. Kilka dni temu naszła mnie ochota na affogato, będąc w lubelskim Kap Kapie. Połączenie ichniejszego singla espressowego z gałką dobrych lodów z prawdziwą wanilią dało świetny efekt w postaci zimnego, gęstego marcepanu z odrobiną owoców w aftertaste. 
 
Bądź inna sytuacja. Ostatnio miałem ogromną przyjemność spróbować połączenia dobrze przygotowanej kawy, na zimno, z odpowiednich ziaren z niewielką domieszką naturalnych soków owocowych. Tu ukłony w stronę Eli Citak. Stałem w błogim nastroju, czując jak moje kubki smakowe wypełnia soczysta kawa o mocnym, orzeźwiającym, owocowym uderzeniu. Cudo. I oczywiście, nie zamieniłbym zupełnie swojej ulubionej czarnej z V60 (czy ostatnio katowanej Kality) bądź chemeksa na taki miks z przyjemnością sączyłbym od czasu do czasu.
 
A cała prężnie działająca kategoria Coffee in Good Spirits? To przecież łączenie dobrych kaw z dobrymi dodatkami mniej lub bardziej alkoholowymi. 
 
Więc idea dodatków do kawy nie jest sama w sobie zła. Pozostaje oczywiście kwestia wykonania, jak zwykle. Czym innym jest zduszanie wszystkich składników bazowych, w tym wypadku kawy, przeróżnymi dodatkami dającymi tylko jedno – słodycz, a czym innym wzajemne uzupełnianie się smakow. Do tego dąży się w dobrze przygotowanym jedzeniu – chce się czuć soczystość mięsa, ale uzupełnionego odpowiednią marynatą, na przykład ze świeżych ziół. Sałatka też ma być połączeniem, a nie zmiksowaniem smaków. 
 
Dodatki do kawy mają być właśnie tymi świeżymi ziołami, właściwym, podkreślającym składnikiem, a nie przyprawą uniwersalną, która każdą potrawę zamieni w to samo.

A więc nie ekstrawagancja.