Third Wave Water. Brzmi jak senne marzenie z przyszłości – woda w proszku. Mało tego. Woda w proszku, która ma uczynić kawę maksymalnie kawową. Wszystko do bólu prosto, bez angażowania się w zawiłości chemii, mineralizacji, TDS-ów i innych parametrów. To ma po prostu działać.

Kawa to woda

98 – 99% kawy to woda. Już sam ten fakt powinien uruchomić lampkę w głowie, sygnalizującą, że woda musi być pierońsko ważnym elementem parzenia kawy. Jednak nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, stąd też nie ma się co dziwić, iż niektórzy narzekają, że ich kawa nie smakuje dobrze.

– Przecież mam taką pyszną kawę! Świeża, dobrej jakości, niby orzechy, czerwone owoce i czekoladowy finisz… Dupa. Ciężki smak, płaski, gorzki…

– A jakiej wody używasz?

– No, z kranu.

Prowadzone są przeróżne kampanie, propagujące picie wody z kranu, że jest czysta, że dobra, że tańsza niż w butelce… Obecnie mieszkam w Lublinie. Bywam w różnych miejscach, w pracy, w urzędach, w prywatnych domach. Widzę, jak wyglądają czajniki, oblepione wręcz kamiennym osadem, przeżarte nim na wylot…

 

Pomijam kwestie estetyczne oraz smakowe. To wszystko nie osadza się tylko na grzałce, w kubkach, garnkach czy na kranie, ale dostaje się do naszego organizmu. I zapewne w tej kranówce nie ma niebezpiecznych bakterii, nie ma drobnoustrojów, które wywoływałyby rewolucje żołądkowe, więc można uznać ją za czystą i bezpieczną. Jednak tylko pod tym względem. Często słyszę argument

Ale to dobrze! To znaczy, że woda jest zmineralizowana!

Tak, zawiera w sobie minerały, te są pożądane dla naszego zdrowia, dlatego też wody mineralne powinny być traktowane jako rodzaj lekarstwa, coś, co pija się w odpowiednich ilościach. Natomiast woda z kranu z pewnością nie jest podpięta do leczniczych źródeł głębinowych gdzieś w Alpach. Ponadto dochodzi do tego stan wodociągów, który tak naprawdę nie jest znany, w wielu miejscach w Polsce rury doprowadzające wodę mają grube dziesiątki lat.

Wracając jednak już do samej kawy – w twardej wodzie, gdzie jest za dużo jonów wapnia i magnezu, obrazowo rzecz ujmując, nie ma miejsca na cząsteczki kawy. Miejsce ma pomóc zrobić projekt Third Wave Water, rodem z USA.

Szukając równowagi

Oczywiście kompletny brak minerałów w wodzie też nie jest dobry (pod względem smaku, zdrowiem i wpływem na organizm się nie zajmuję, więc nie będę dryfował w te rejony). Jak zwykle rozchodzi się o ten słynny balans czy równowagę. Dlatego też powstają różnego rodzaju systemy filtracyjne, które mają za zadanie uczynić wodę jak najlepszą do celów spożywczych (a więc i do kawy). To, co najczęściej spotyka się w domach i sam stosuję od dawna – klasyczne dzbanki filtrujące typu Brita, BWT czy Dafi.

Proste filtry wypełnione węglem aktywnym i innymi elementami, które wyłapują zanieczyszczenia i znacznie redukują powstawanie kamienia. Ich minusem jest nierówna wydajność na przestrzeni czasu (zużywają się i spada ich skuteczność). Można stosować też systemy zmiękczające wodę, choć na tych można się przejechać, gdy wybierze się najtańsze, oparte o złoża żywiczne (warto przeczytać o tym we wpisie na blogu Kafo Kawiarni). Idąc na całość, albo posiadając lokal gastronomiczny, można także zainwestować kilka tysięcy złotych w system odwróconej osmozy bądź rozwiązanie AkVo Basic Water Solution.

 

Wszystko to sprowadza się do odejmowania z wody pewnych składowych, by uzyskać wodę optymalną do parzenia kawy. Dodawanie jest łatwiejsze, a przynajmniej mi sprawiało mniej problemów. Do podobnych wniosków doszli twórcy rozwiązania Third Wave Water.

Woda w proszku. Wystarczy dodać wodę.

Third Wave Water to amerykański wynalazek idealny w swojej prostocie. Plastikowa fiolka, w której znajduje się biały proszek dający moc. Wodzie. Sprawa wygląda tak – twórcy projektu doszli do wniosku, że najlepszym sposobem na odpowiednią mineralizację wody będzie dodanie odpowiedniej ilości tychże do wody, niż kombinowanie z jej oczyszczaniem z nadmiaru niepożądanych cząsteczek. Dedukcja bardzo logiczna. Łatwiej zapanować nad dodawaną ilością, która jest zależna od człowieka, niż nad tym, ile odjąć i wyczyścić z wody z różnych źródeł.

Oczywiście baza wodna musi być odpowiednia, czyli czysta. Stąd, aby kapsułki Third Wave Water miały sens, trzeba zaopatrzyć się w wodę destylowaną bądź z ujęcia podpiętego pod odwróconą osmozę (w skrócie RO – Reversed Osmosis), która także jest pozbawiona większości składników.

third wave water test

Jedna kapsułka jest uzbrojona w trzy składniki – magnez, wapń i sód w odpowiednich proporcjach, tj. 70-80ppm Mg, 50-60ppm Ca i 10-15ppm Na. Ta ilość jest obliczona na zastosowanie jej w jednym galonie wody, czyli niecałych czterech litrach. Krzysiek Barabosz z opolskiej Kofeiny polecał mi stosowanie jednej kapsułki na pięć litrów wody (tak też było podczas zawodów Polish Comandante Championship, gdzie zawodnicy startowali na wodzie doprawianej kapsułkami Third Wave Water).

Czysty smak

Przejdźmy jednak do tego, co najważniejsze, zostawiając z boku cyferki – do smaku i tego, jak amerykańskie rozwiązanie wpływa na smak kawy. Przeprowadziłem kilka testów. Najpierw z Andrzejem i Konradem z lubelskiego Kap Kap Cafe oraz Olkiem Smętem z Unicafe zrobiliśmy sobie ślepy cupping. Choć nie w takim klasycznym, zalewanym wydaniu, tylko parząc tę samą kawę, tą samą metodą i z tymi samymi parametrami (drip V60 i młynek Mahlkonig EK47), z użyciem różnych wód – standardowej z filtra używanego w kawiarni i destylowanej wzmocnionej kapsułką Third Wave Water (użytej na pięć litrów wody).

Efekt? Jednogłośnie stwierdziliśmy, że kawa parzona wodą z TWW smakuje lepiej. To, co rzuca się w oczy (w język?), to dużo bardziej czysty smak, niezależnie od temperatury, kwaskowatość była wyraźniej zarysowana. Kawa praktycznie od razu smakuje tak, jak powinna.

kap kap cafe lublin

Porcja przygotowana na standardowej, filtrowanej wodzie, była wyraźnie cięższa, mniej subtelna, długo otwierała się w smaku.

Podobne odczucia miałem już w domu, gdzie zużyłem pięciolitrowy baniak wody destylowanej z kapsułką do codziennego parzenia kawy. Była Panama Geisha, był Meksyk z CoffeeLabu, Tanzania Iyela z Kofi Brandu czy Burundi od Talora&Jorgena. Wszystkie te kawy smakowały lżej i pełniej w porównaniu do tych parzonych z użyciem wody filtrowanej przez standardowy dzbanek z wkładem.

Prostota przede wszystkim

Kapsułki Third Wave Water na pierwszym miejscu stawiają prostotę. To właśnie największy atut tego rozwiązania. Słyszałem głosy wśród osób profesjonalnie zajmujących się kawą, że trzy składniki to zdecydowanie za mało i tak dobrana mieszanka powoduje, że owszem, jest czysty smak i podbita przyjemna kwasowość, ale w efekcie kawy wychodzą, paradoksalnie, na skraju niedoparzenia, biorąc pod uwagę wskaźniki TDS.

Oczywiście, są takie rozwiązania, jak polski patent, wspomniany system AkVo Pawła Siemaszki. Tam dostajemy do dyspozycji szereg fiolek z kilkunastoma składnikami, które możemy sobie dowolnie mieszać i profilować. To jednak zabawa dla osób bardzo znających się na rzeczy. Brakuje prostoty. Dla domowego użytkownika jest to niepotrzebnie skomplikowane i taka woda w proszku jest rozwiązaniem naprawdę dobrym, mimo swoich niedociągnięć.

third wave water

Nie oznacza to, że filtrowanie wody w dzbanku z wkładem jest złe. Od kilku lat używam tej metody i jestem zadowolony. Smak jest w pełni wystarczający, nie muszę taszczyć ze sobą kilkunastu baniaków miesięcznie ze sklepu, na bieżąco mam świeżą wodę. Koszt też duży nie jest, bo w granicach 15 złotych na miesiąc. Kapsułki Third Wave Water to 10$/10 sztuk, czyli mamy w okolicach 40 złotych za 35 – 50 litrów roztworu.

Warto zwrócić uwagę, że ukazała się także wersja kapsułek dedykowana do parzenia espresso (te standardowe były profilowane do metod przelewowych).

Więc to, co trzeba znów oddać Amerykanom – potrafią robić rzeczy proste, ale funkcjonalne, które zadowolą sporą większość odbiorców.