Tani i Wściekli vel Nabici w Kapsułkę

Zanim przejdę do tego, co warto pić w domu, przy okazji naszło mnie na krótki temat, czego zdecydowanie nie powinno się pić w domu. Kawa w kapsułkach. Post ten dedykuję tym, którzy twierdzą, że jest to wygodne, tym, którzy uważają, że jest to tanie i tym, którzy doskonale wiedzą, że jest to wyrok na klienta, bo może dostarczę im kolejnych argumentów i faktów do przekonania chętnych na kapsułki.

 
„Kawa nie musi być czarna” – tak kawa w kapsułkach jest reklamowana przez jednego z najpopularniejszych producentów. Przed oczami migają nam kolorowe, schludne kapsułki, które wkładamy w odpowiedniej kolejności do urządzenia (trudno to nazwać ekspresem, no chyba że mówimy o czasie przygotowania) i mamy dowolny rodzaj kawy. Espresso, lungo, latte macchiato, cappuccino… a widziałem też i bulion w kapsułkach (ale to z innej firmy…). Srogo. Przychodzą goście i zamawiają „proszę cappuccino i bulion!”. 
Kawa w kapsułkach szturmem zdobywa półki sklepowe, a co za tym idzie, mocno zagnieździła się w domowym zaciszu. Wszystko przez niskie ceny samego urządzenia, które oscylują w granicy kilkuset złotych, w zależności od kształtu, bo tak de facto, niczym innym te ekspresy od siebie się nie różnią. Mechanizm działania jest identyczny. Te bardziej skomplikowane potrafią same wyrzucić zużytą kapsułkę, więc nie musimy za każdym razem wyrzucać pojedynczo do kosza. Reszta sprowadza się do wyboru producenta, a więc i tego, na jaką kawę trzeba będzie potem kupować. Oprócz kapsułek z Biedronki na rynku królują te z Nescafe i Jacobsa. A więc daleko im do czegokolwiek wspólnego z kawą. 
 
Ludzie kuszą się na kapsułki, z tego co się orientowałem na forach i wśród znajomych, ze względu na niską cenę samego urządzenia oraz z powodu rzekomej wygody. Nigdy nie spotkałem się z opinią, że ktoś wybrał to ze względu na jakość kawy, jej smak. O ile argument łatwości przygotowania jestem w stanie zrozumieć, bo jednak tendencja jest do poszukiwania uproszczeń, to argumentu cenowego już kompletnie nie…
 
Popełniłem przy okazji dyskusji na forum proste wyliczenie, ile tak naprawdę kosztuje eksploatacja ekspresu na kapsułki. Popatrzyłem na cenę kapsułek do przygotowania cappuccino. Jedno opakowanie, czyli 16 kapsułek, a więc 8 filiżanek kawy (bo 16 kapsułek w opakowaniu cappuccino to 8 kaw, gdyż na jedną kawę zużywa się dwie kapsułki – z kawą i z mlekiem w proszku) to koszt niecałych 20zł. Dokładnie za 19,70 znalazłem. Jednym słowem, koszt jednej kawy to 2,46zł. Jeśli w domu są dwie osoby pijące dziennie dwie kawy, a więc nie jest to szalona liczba, zarówno kawoszy domowych, jak i ilości kaw (w moim domu rodzinnym schodzi przynajmniej 8-10 kaw dziennie z automatu), wychodzi nam 9,84zł/dziennie, a paczka kapsułek starcza nam aż na 2 dni! 
 

kawa w kapsułkach

Paczka 16 kapsułek to aż 2 dni picia! Szaleństwo! (via tumblr.com)

A zatem, w ciągu 30 dni wydajemy, hmmm, czyżby 295zł bez dwudziestu groszy? Czyli kupując ekspres kapsułkowy np. za 400zł, co miesiąc musimy wydać na jego eksploatację niemal równowartość jego pierwotnej ceny. Po trzech – czterech miesiącach koszt już jest równy całkiem przyzwoitemu ekspresowi automatycznemu, który przyjmie każdy rodzaj ziaren i zrobi zupełnie niezłą kawę.
 
Kilogram dobrych ziaren, świeżych, prosto z palarni to średnio 80-90zł. Cztery kawy dziennie, zaokrąglając, to 40g ziaren. A więc 10g/filiżanka, co daje 1kg/25 dni. Na miesiąc wyda się ok. 110zł. Doliczając nawet do tego choćby i 10 litrów mleka miesięcznie, po 2,50 za karton, dalej nie przekroczy się nawet 150 złotych. Magia? 
 
Oczywiście, można starać się obniżyć koszty kapsułkowca. Co widać z resztą po wyszukiwaniu w Google… wystarczy wpisać frazę choćby „kapsułki {nazwa}” i w czołówce króluje „opinie”, „cena” oraz „zamienniki”. Coś chyba jest na rzeczy, prawda? Polacy nagle zdali sobie sprawę, że ktoś tu ich rżnie na naprawdę ogromną kasę. 
Widziałem wynalazki w stylu kapsułki wielokrotnego użytku, gdzie można zainstalować własną kawę. Ale wtedy trochę to się już mija z ideą, tzn. czym to się różni od nabijania kolby zwykłego ekspresu? Trzeba mieć już jakiś młynek… Ale i tak zostaje to wszystko drogą zabawą, kompletnie pozbawioną sensu. Bo nurtuje mnie jeszcze jedna rzecz – to, co w tych kapsułkach siedzi… Kawa w kapsułkach typu espresso – tu mamy do czynienia z kawą zmieloną (pomijam jej jakość, wypalenie, etc.). Ale w kapsułkach mlecznych już nie jest wlane mleko, tylko mleczny proszek, który na pewno od chemii wolny nie jest. A te smakowe kapsułki z kawą karmelową czy inną? To już zupełnie mało co ma wspólnego z naturalnymi składnikami, może poza cukrem. A jak widziałem skład któryś kapsułek Dolce Gusto, była tam wręcz kawa rozpuszczalna, co już jest sprawą kompletnie kuriozalną.

Poza tym, zostaje jeszcze tak trywialna kwestia pt. „kto to teraz posprząta?”, dotycząca tego, gdzie trafiają zużyte kapsułki wykonane z plastiku i aluminium (wieczka). Pytam czysto retorycznie.