Na moją skrzynkę blogową wpadła informacja prasowa wysłana przez firmę marketingową obsługującą sieć sklepów Biedronka. Tytuł krzyczał do mnie „Kawowa rewolucja w Biedronce”. Z ciekawością zerknąłem, w jaki sposób tak popularny w Polsce sklep może zaszczepić w ludziach miłość do kawy. I to w rewolucyjny sposób! Pomyślałem o jakieś limitowanej serii niezłej jakości ziaren, może o jakimś biedronkowym dripie, albo tanim, żarnowym młynku, który przekonałby ludzi do mielenia na bieżąco świeżej kawy. Jakież było moje rozczarowanie, gdy kawowa rewolucja w Biedronce to wprowadzenie kolejnych, nieekonomicznych, nieekologicznych i kompletnie nierewolucyjnych kapsułek do kawy…

Rewolucja spóźniona i nietrafiona

Wiecie dobrze, że generalnie nie mam w zwyczaju krytykować posunięć dużych koncernów. Kawa przeciętnej jakości na rynku też jest potrzebna i tak naprawdę zawsze będzie stanowiła przeważającą większość sprzedaży. Nie ma chyba na świecie produktu, którego wysokojakościowa odmiana była wybierana przez większy odsetek kupujących niż tańsza wersja. Niestety, kryterium ceny najczęściej jest decydujące. Ktoś woli wydać większe pieniądze na podróże, części do samochodu bądź akcesoria do wędkowania, ale zadowoli się kawą za kilkanaście złotych za kilogram. Naprawdę jestem w stanie zrozumieć takie wybory, choć moje bywają inne.

Jednak niektóre akcje trudno pozostawić mi bez komentarza, jak choćby kawowa rewolucja w Biedronce. Zwłaszcza w dobie, kiedy powstają akcje less waste, czy promowane są dobre praktyki proekologiczne. Nie wspominając już o zdrowej żywności, używaniu wielorazowych opakowań czy wyborze produktów opakowanych w jak najmniejsze ilości plastiku. Takich zachowań i nawyków wymagają czasy, w których żyjemy oraz efekt dziesięcioleci zaniedbań na tym polu.

palenie kawy

Każdy człowiek może przyczynić się do poprawy jakości życia w swoim otoczeniu. Można zabierać wielorazową torbę na zakupy, można poprosić w kawiarni o kawę do własnego kubka, albo segregować śmieci. Ale tak naprawdę duże firmy, tym bardziej sklepy, w których większość ludzi robi codzienne zakupy za setki złotych, mają realny wpływ na zachowania społeczne. Są wprowadzane produkty z plantacji ze zrównoważonym rozwojem, jest zdecydowanie bogatszy wybór zdrowych rzeczy. Często znani kucharze są zaangażowani w kampanie reklamowe, pokazujące jak łatwo poprawić swoje umiejętności i kreatywność kuchenną… A tu nagle Biedronka ogłasza wielką rewolucję kawową wprowadzając kawę w kapsułkach z najbardziej znanego w Portugalii koncernu kawowego Delta.

Nadmienię, że kawa w kapsułkach nie jest żadną nowością na rynku. Już kilka lat temu pisałem na blogu, że kawa w kapsułkach to bardzo nieekonomiczny interes, na którym tracą klienci.

Co złego jest w kawie w kapsułkach?

Dlaczego tak bardzo zirytowała mnie akcja marketingowa Biedronki? Z kilku powodów. O części już wspomniałem – przede wszystkim kawa w kapsułkach to interes wysoce nieekologiczny. Obecne technologie nie pozwalają na recykling kapsułek kawowych, których na świecie rocznie zużywa się miliardy! Kiedy odwiedziłem palarnię Illy we włoskim Trieście kilka lat temu, producent przyznał, że nie ma dobrej metody na recykling kapsułek kawowych. Jedyne co mogą zrobić, to skupować od swoich hurtowych klientów zużyte opakowania. Kilka dni temu przeczytałem informację o tym, że władze niemieckiego Hamburga zakazały zakupu m. in. kawy w kapsułkach, do placówek komunalnych. Dlaczego? Bo miasto nie radzi sobie z utylizacją takich jednorazowych opakowań. Uważam, że kwestią czasu będzie ograniczenie sprzedaży kawy w kapsułkach na terenie innych miast i państw.

ekspres na kapsułki
Ekspres na kapsułki oferowany w sieci Biedronka /fot. Materiały Prasowe

Nie każdy myśli o ekologii przy okazji swoich decyzji zakupowych i życiowych. Po prostu wrzuca się opakowanie do kosza i niech się potem ktoś martwi co dalej. Ale argument ekonomiczny już dużo łatwiej dociera do umysłu większości ludzi. Kapsułki do kawy nie są ekonomiczne. Kawowa rewolucja w Biedronce promuje dwa modele ekspresów na kapsułki – za niecałe 200 i 300 złotych. Ktoś powie, że to nie są duże pieniądze za ekspres do kawy. Fakt, jakiś automatyczny ekspres ciśnieniowy z wbudowanym młynkiem to wydatek powyżej tysiąca złotych. Podaję ten przykład jako odniesienie do wygodnego w obsłudze sprzętu. Ale zakup ekspresu przelewowego, który ma wbudowany młynek, to raptem 500 – 700 złotych. A można w nim zaparzyć na raz nawet litr kawy, dla całej rodziny, w kilka minut, z dowolnej kawy na świecie – tej najtańszej i tej najdroższej oraz tej najsmaczniejszej.

Oferta Biedronki to pięć rodzajów kapsułek marki Delta Q. Po 12,99 i 14,99 za 10 sztuk. Czyli 1,29 bądź 1,49 za jedną kawę. Przy dwóch osobach pijących tylko jedną kawę codziennie, paczka wystarczy na pięć dni. Czyli na miesiąc potrzeba sześć opakowań co daje 77,94 zł lub 89,94 zł. A gdzie sytuacja, gdy przyjdą goście? Albo ktoś będzie miał zachciankę na więcej niż jedną kawę w ciągu dnia, co jest dość oczywistą sprawą? Czy nagle kilogram kawy segmentu komercyjnego, z polskiej, lokalnej palarni, za 70-90 złotych jest czymś drogim? Nie wydaje mi się, biorąc pod uwagę wydajność kilograma ziaren a 60 kapsułek… Będąc uzależnionym od kapsułek jednej marki, jak szybko okaże się, że początkowa cena ekspresu na kapsułki wcale nie będzie taka atrakcyjna?

panama geisha gardelli

Alternatywa dla kapsułek

Zgadzam się, kawa w kapsułkach jest niezwykle wygodna w użyciu. Jest to argument trudny do przeskoczenia. Ale są możliwości wymagające niewiele większego nakładu pracy, by uzyskać bardzo dobrą kawę. Wspomniałem o automatycznym ekspresie przelewowym za kilkaset złotych, z wbudowanym młynkiem. Można nawet zaprogramować w nim, aby o określonej godzinie zaczął parzyć kawę. Za kilkadziesiąt złotych kupimy french press, nawet litrowy, do którego wystarczy wsypać zmieloną kawę, zalać gorącą wodą i odczekać trzy – cztery minuty. Albo zainwestować na początku trochę więcej pieniędzy (a w dobie rat zero procent, rozbić sobie wydatek na kilka miesięcy) i kupić automatyczny ekspres ciśnieniowy, który przygotuje kawę z dowolnie wybranych przez nas ziaren. W ostatecznym rozrachunku koszt takiego ekspresu będzie relatywnie niski, w porównaniu do ekspresu na kapsułki. No i kawę kupimy w internecie, w sklepie pod blokiem czy na stacji benzynowej w niehandlową niedzielę.

Zatem, Jeronimo Martins Polska, właścicielu sieci sklepów Biedronka – robicie to źle. Naprawdę bardzo źle. Kawowa rewolucja nie przebiega tędy. Wręcz pomyliły się Wam kompletnie kierunki. Tak duży koncern może pozwolić sobie na zdecydowanie ciekawsze ruchy kawowe i rewolucyjne, a jednocześnie pokazujące swoim klientom, jak piękny i bogaty jest świat tego popularnego napoju.